Statek, na który mam się dostać, ciągle stoi na redzie. W ten oto sposób trafiły mi się całkiem fajne wakacje w środku zimy. Trzy dni temu temperatura dochodziła do +37°C. Póznym wieczorem było +31°C. Dziś, po dwóch dniach deszczu znów jest pięknie.

Wieczory spedzam na plaży, które jak zwykle w Brazylii są doskonale oświetlone. Trwają tu jakieś rozgrywki plażowej piłki nożnej, więc ze szklanką piwa w ręce śledzę zmagania lokalnych druzyn amatorskich. Nie sądziłem, że i one mogą wzbudzać tak gorące reakcje. Publiczność żywiołowo reaguje na każdą ciekawszą akcję, a bramki powodują eksplozje radości oraz fajerwerków, które rozswietlają wśród huków wieczorne niebo.

Jest w Brazylii jakieś umiłowanie sportu. Z zazdrością zawsze oglądam liczne boiska do piłki nożnej, siatkówki, koszykówki, tenisa, rozsiane po plażach i skwerach, pięknie ogrodzone i oświetlone. I te niezliczone ilości ludzi grających wieczorami. Od młodziutkich chłopaczków po statecznych gości. Patrzę i nie dziwię sie już, że są potęgą w futbolu i siatkówce. Dziwię sie tylko, dlaczego tak nie można u nas.

Ci, którzy nie grają w piłkę, biegają albo szybko maszerują. O zmierzchu promenada, na której zwykłem przesiadywać zapełnia się dziesiątkami albo i setkami biegaczy. I to jest najmilszy widok, bo wśród tej grupy dominują panie. Jakie są Brazylijki, każdy widzi. A te biegające są na dodatek cholernie zgrabne, więc aż nie chce się wstawać od stolika. Ba! W koncu kiedyś jednak trzeba.

Czy to ten widok tak na mnie wpłynął, czy może jakis inny impuls, że szperając w internecie zatrzymałem się na chwilę na forum „Rozwódki”. Temat mi bliski, więc zaciekawiło mnie, jak to robią inni. No i cały czar prysł. Żegnajcie piękne wspomnienia z plażowej promenady. Z ekranu komputera pryskało błoto, które pewnie opryskałoby pół kafejki internetowej, gdyby tylko miejscowi znali nasz język. Czytałem i zastanawiałem się jak to jest, że ludzie którzy jeszce niedawno się kochali, gotowi są wobec siebie do czynów tak podłych, jakich nie akceptowaliby w stosunku do osób zupełnie im obojętnych. Krzywdzić się w imię czego? Zemsty? A cóż to da? Czy polepszy komuś życiową dolę? Czy będzie żyło się lepiej, albo przyjemniej, ze świadomością, że zrujnowało się psychicznie, finansowo najbliższą kiedyś osobę? Że własne dzieci cierpią niedostatek, gdy tatuś na złość mamie pozbawił je wszystkiego? Pełno tam opowieści tego typu. Niestety, głosem wołającego na puszczy są wypowiedzi wzywające do rozsądku. Zawyczaj proponuje się odpłacanie pięknym za nadobne. Pokrzywdzone kobiety namawiają towarzyszki niedoli, by póki można, zbarały ile się da, zanim z pewnością (według nich) zrobi to małżonek. Inne przytakują jakiejś mamie, która robi trudności ojcu w odwiedzaniu dzieci. Oko za oko, ząb za ząb. Nie ma przebaczenia, nie ma miłosierdzia, wojna trwa na całego i jakoś najmniej się o uczuciach dzieci wspomina. Błogosławić chyba muszę los, że obszedł się ze mną całkiem łaskawie.

Na szczęście, dla równowagi postanowiłem zobaczyć, co też trapi młode mężatki, bo i takowe forum również istnieje (kobiety chyba mają większe ciągoty do zrzeszania się, bo jakoś nie zauważyłem forum o rozwodnikach, albo młodych mężach). Mój Boże, cóż to za piękne forum! Blednie przy nim plażowa promenada! Ja przez cały czas małżeństwa karmiony byłem tekstami, że chłopy to świnie, a tu wreszcie otrzymałem namacalny dowód, że wszystko ze mną było w porządku. Te młode mężatki przywróciły mi wiarę w piękno świata, w to, co wyczuwałem instynktownie. Trzeba było internetu i anonimowych zwierzeń, by zorientować się co też siedzi w głowach pięknej płci. Świntuszki jedne. Jakież to pokrzepienie przed nadchodzącą wiosną. Może i mi skapnie jeszcze kiedyś trochę tego miodu :)