Bardzo skurczył się świat przez ostatnie lata. Już tyle razy o tym pisałem, lecz wciąż nie przestaje mnie to zadziwiać. Kiedy mój tato wybierał się ze Szczecina do Gdyni, już trzy dni wcześniej miał spakowaną walizkę, a na dworcu zjawiał się godzinę przed odjazdem pociągu. Ja nierzadko nie wiem, gdzie będę spać za trzy dni, a do pociągu wsiadam jak do tramwaju – tuż przed odjazdem. Coraz częściej zdarza mi się też robić wypady do obcych krajów niemalże na chwilę – na kawę i popołudniowy spacer. Tanie bilety lotnicze sprawiają, że taki niedzielny wypad może kosztować mniej niż obiad w restauracji w rodzinnym mieście.

W ostatni piątek trafił mi się taki błyskawiczny wypad do Goeteborga. Służbowy. Tu czas ceni się jeszcze bardziej niż w prywatnych podróżach, więc nic dziwnego, że śniadanie i kolację jadłem w Gdańsku, a lunch w Skandynawii.

Dopiero się rozwidniało, gdy wsiadałem do niewielkiego saaba linii Etihad Regional wykonującej usługi dla Air Berlin.

GOT 01

Przed szóstą rano na gdańskim lotnisku zazwyczaj panuje duży ruch. Tego dnia także nie tylko tłum oczekiwał na przejście przez bramki kontroli bezpieczeństwa, ale także samoloty cierpliwie ustawiły się w kolejce przed pasem startowym. Wszystkie odlatywały w kilkuminutowych odstępach i wkrótce port opustoszał do następnego szczytu przewozowego za kilka godzin.

GOT 02

Kiedy po wzniesieniu się samolotu na stosunkowo niewielką nawet wysokość zaczynam dostrzegać Półwysep Helski, chyba najbardziej rozpoznawalny fragment Polski, czuję się tak, jakbym patrzył na ogromną mapę naszego kraju. Podobną do tych, jakie wisiały w szkole, w salach do geografii, ale większą od tamtych. Tamte rolowane mapy nigdy nie dawały bonusa w postaci pomarańczowego skrawka nieba o świcie.

GOT 04

Ledwie zdążyłem dopić herbatę, a już lądowaliśmy w Berlinie. Z lotniskiem Tegel pożegnałem się już cztery lata temu a tu proszę, wciąż trzyma się mocno i jeszcze przynajmniej przez rok będzie. Muszę przyznać, że niewiele ogromnych inwestycji, jaką niewątpliwie jest budowa portu lotniczego Berlin Brandenburg International, powstawało z tak spektakularnym opóźnieniem. I to gdzie? W samym sercu Niemiec, kraju będącego synonimem doskonałego planowania i najwyższej jakości pracy.

GOT 05

Z Berlina inny samolot linii Air Berlin poniósł mnie na północ, ku wybrzeżom Danii i Szwecji. Pogoda była piękna, niebo bezchmurne, więc z jego pokładu obserwowałem charakterystyczny kształt Półwyspu Falsterbo oraz przecinającego go kanału. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy II wojna swiatowa zamiast zniszczeń przyniosła rozwój lokalnej infrastruktury. Neutralna Szwecja mogła się cieszyć takim przywilejem. Kanał uratował być może wielu Duńczyków, którzy uciekali tą drogą z okupowanej ojczyzny. Pisałem o tym przy okazji wycieczki dookoła Cieśniny Sund. 

GOT 06

GOT 07

Chwilę potem pokazał się most nad cieśniną, łączący (wspólnie z tunelem) Malmö z Kopenhagą.

GOT 08

GOT 09

Po następnych kilku minutach zlokalizowałem w dole położony na cyplu Helsinborga zamek Kronborg – znany jako Elsynor z szekspirowskiego „Hamleta”. Tam też byliśmy podczas wspomnianej wycieczki i tam wtedy przeprawialiśmy się promem na drugą stronę cieśniny.

GOT 10

Na lotnisku w Goeteborgu zaciekawiły mnie reklamy czegoś w rodzaju hot doga określanego mianem „kielbasa””. Jakąż międzynarodową karierę zaczyna robić to nasze słowo. Prawie niczym „pierogi”. Opisywałem już kiełbasę w Salem, a tu proszę w Szwecji, której język daleki jest od naszej, słowiańskiej mowy, też mamy kiełbasę.

GOT 11

Potem wsiadłem do samochodu i pojechałem załatwiać służbowe sprawy, a kiedy (tracąc sporo czasu w korkach) wróciłem na lotnisko, zaczął zapadać zmierzch i o robieniu zdjęć podczas lotów powrotnych do Gdańska można było zapomnieć.

Tak jak wspomniałem na początku, kolację zjadłem już w domu. Byłem w Berlinie, byłem w Szwecji, a wracałem do domu jak codziennie po robocie w biurze.

Gdańsk; 03.04.2016, 01:50 LT