Testowania nowych, polskich lotnisk ciąg dalszy. Byliśmy (jeszcze w czasach Eurolotu) w Lublinie, byliśmy niedawno w Radomiu, a teraz przyszedł czas na Szymany. Ściślej – lotnisko „Olsztyn – Mazury”, bo tak oficjalnie się nazywa. I już sama nazwa budzi moją sympatię. Fajnie, że wpisano tam nazwę regionu, ponieważ do Olsztyna jest z lotniska spory kawałek drogi, a bardziej niż olsztyńskość, ważna jest jego mazurskość. Ma ten port lotniczy szansę stać się bramą na Mazury, a może i na spory fragment Podlasia. To trochę tak jak z lotniskiem w Popradzie, które Słowacy nazwali po prostu „Tatry”, co moim zdaniem jest strzałem w dziesiątkę.

Żeby zapoznać się z nowym lotniskiem, wyruszyliśmy tam samochodem. Z Gdańska to ponad 230 kilometrów. Ciekawe, czy sprawdziłoby się krajowe połączenie lotnicze na tej trasie? Przed wojną, od 1926 roku Lufthansa latała na trasie Gdańsk – Olsztyn. LOT uruchomił tego lata połączenie Warszawa – Olsztyn. Odległość jest jeszcze mniejsza, około 180 kilometrów, co wydaje się na granicy sensowności biorąc pod uwagę konieczność wcześniejszego przyjazdu na lotnisko, odprawy i.t.p. A jednak, jeśli wierzyć przewoźnikowi, trasa ta ku zaskoczeniu licznych sceptyków okazała się sukcesem. Widać, że Mazury mają spory potencjał. Zauważyliśmy to próbując zarezerwować nocleg. W ogromnej większości miejsca były wyprzedane na wiele tygodni naprzód. Nocleg zaś rezerwowaliśmy dlatego, że skoro już na Mazury się wybieramy, to warto skorzystać i oderwać się od codzienności chociaż na chwilę. Lotnisko miało w zamyśle obsługiwać wielu takich podróżnych jak my – pragnących zaszyć się gdzieś w tamtejszych puszczach pośród jezior.

Nie szalejemy z podróżami. Zazwyczaj długo siedzimy w nocy, to i lubimy się wyspać. Dom opuściliśmy więc dopiero w sobotnie popołudnie. W sam raz, aby nie spiesząc się dojechać na miejsce przed kolacją. Nocleg mieliśmy zaplanowany niedaleko Olsztynka, we wsi Swaderki. Pensjonat Natura zaskoczył nas bardzo mile. Spodziewaliśmy się pokoju, a otrzymaliśmy piętrowy apartament. Na dole pokój dzienny z aneksem kuchennym i kominkiem, a na górze sypialnia oraz łazienka. Gospodarze przemili, więc od razu polubiliśmy to miejsce. Kominek się przydał, ponieważ tegoroczne lato zbytnio nas nie rozpieszcza. Wieczory są po prostu chłodne, a i w dzień trudno mówić o upałach. Zaskoczył nas trochę brak sieci telefonów komórkowych. Myśleliśmy, że może to się przytrafić na terenach niezamieszkanych, lecz w miasteczkach albo wsiach już raczej nie. A tymczasem trzeba było odłożyć na bok telefony. Gdy już naprawdę nie dało się wytrzymać bez jakiejś rozmowy, można było wyjść gdzieś pod las i szukać słabej jednej kreski zasięgu. Nie ma telefonu, to nie ma i internetu. Pensjonat oferuje co prawda darmowe wi-fi, ale muszę przyznać, że po tym jak co kilka minut byłem rozłączany i wiele prób kosztowało mnie ponowne podłączenie na kilka minut, w końcu dałem za wygraną. Tak znaleźliśmy się w pewnym sensie odizolowanymi od cywilizacji podróżnikami, którzy wreszcie mogli zrobić reset w swoich głowach i odpocząć trochę od gradu otrzymywanych informacji.

Poszliśmy nad pobliskie, oczywiście otoczone lasem jezioro, gdzie dwa krzesła na pomoście czekały właśnie na nas. Było chłodno, pochmurno, przed chwilą przestał padać deszcz, ale ta cisza, spokój oraz zupełne wyluzowanie i spowolnienie były bezcenne. Tego nam brakowało.

MAZURY 17

Nazajutrz niebo było bardziej czyste i rano przywitało nas słońce. Wystarczyło po śniadaniu wyjść przez furtkę, skręcić w lewo, by po góra stu metrach spaceru znaleźć się w lesie. Poszliśmy kawałek leśną drogą, aż znaleźliśmy bór, który zdawał się zapraszać na grzyby właśnie tam.

MAZURY 04

I rzeczywiście. Może nie było tam ogromnej ilości grzybów, ale w sam raz tyle kurek, by starczyło na obiad dla dwóch osób.

MAZURY 06

MAZURY 05

Oprócz grzybów było jeszcze całkiem sporo jagód.

MAZURY 01

Po powrocie do pensjonatu jagody zjedliśmy na deser, a zebrane kurki po umyciu posłużyły jako baza do jajecznicy. Nie muszę dodawać, że jajka kupiliśmy lokalnie, od miejscowych gospodarzy.

MAZURY 07

Wieczorem na pomoście nad jeziorem obserwacja gwiazd. O dwudziestej drugiej jeszcze nie panował zupełny mrok, ale później zrobiło się całkiem ciemno. Jedynie niewielka łuna nad lasem wskazywała na odległy o jakieś dziesięć kilometrów od nas Olsztynek.

MAZURY 02

MAZURY 03

Po takiej sesji miło ogrzać się przy kominku popijając cydr. Telefony nie dzwonią, bo nie mają jak, a internet gdzieś daleko, dla desperatów.

MAZURY 08

Wstaliśmy wcześnie rano. Ze Swaderek do Szyman jest jakieś pięćdziesiąt kilometrów, więc woleliśmy uniknąć pośpiechu oraz niemiłych niespodzianek na trasie. Śniadanie zjedliśmy już w Szczytnie, na stacji benzynowej. Stamtąd zaś było już tylko siedem kilometrów do celu. W Szymanach na skrzyżowaniu skręciliśmy w prawo i po półtorakilometrowej jeździe świeżą drogą dojechaliśmy do zakrętu, zza którego wyłonił się budynek terminala wraz z towarzyszącą mu architekturą. Od razu wywołał nasze okrzyki uznania.

MAZURY 09

Jest zupełnie inny od znanych nam szczególnie tych nowych, prowincjonalnych lotnisk. Tam Postawiono na tworzywa sztuczne, a terminal lotniska Mazury to kwintesencja tamtejszej krainy. Drewno, kamienie i przyciemnione szyby, które generują fantastyczny lustrzany efekt. Na tafli szklanej ściany po błękitnym niebie płyną chmury, a w dolnej części krajobraz zamyka ściana lasu. Głazy wzdłuż chodnika (naturalne uniemożliwienie parkowania tym, którzy chcą zaoszczędzić na parkingu) dopełniają całości

MAZURY 14

Założenie projektu lotniska Mazury bardzo przypominało mi, respektując wszystkie proporcje, niezwykły terminal w Vancouver, również pełen drewna, roślin i kamieni, a nawet z wodospadem i potokiem rozbijającym się o liczne otoczaki. Pełna harmonia z miejscową przyrodą. Lotnisko Mazury tak właśnie harmonijnie współgra z otaczającym je lasem, będąc zarazem jakby częścią tego krajobrazu, a nie ciałem obcym, wbitym w wyrąbaną przestrzeń. Ogromne brawa dla twórców!

Tuż obok terminala pachnie świeżością peron przystanku kolejowego.

MAZURY 15

Jest to z pewnością w tej chwili inwestycja zrealizowana na wyrost. Przyjeżdżają tu z Olsztyna trzy pociągi dziennie. Nie wszystkie są skorelowane z przylotami i odlotami samolotów. Część pasażerów przyjeżdża z Olsztyna busem. Fajnie jednak, że infrastruktura już jest. Ruch na tym lotnisko będzie raczej się zwiększać, więc i pociągi z czasem przydadzą się bardziej.

Wewnątrz jak i na zewnątrz. Drewno, kamień szkło, natura.

MAZURY 10

Oczywiście nie mogło zabraknąć też żurawi, będących ozdobą, ale także i meeting pointem.

MAZURY 13

Meeting Point też jest jeszcze nieco na wyrost, bo póki co tłumów tam jeszcze nie ma, lecz wierzę, że wkrótce się przyda. Na razie korzystaliśmy z przestrzeni na piętrze do woli.

MAZURY 12

W tej przestrzeni jest także miejsce na taras widokowy.

MAZURY 11

Wkrótce wylądował samolot słoweńskich linii lotniczych „Adria”, który obsługuje połączenie pomiędzy Mazurami, a Monachium. To nim mieliśmy lecieć do stolicy Bawarii.

MAZURY 16

Tym samolotem poleciało razem z nami około dwadzieścia pięć osób. To obłożenie na poziomie zaledwie jakichś trzydziestu procent. Podobnie było z lotem powrotnym. Jeśli do tego dodam, że lecieliśmy do Monachium i z powrotem w bardzo promocyjnych cenach, może to źle wróżyć temu połączeniu. Liczę jednak, że nastąpi jakiś przełom. W północno-wschodniej Polsce nie ma innego lotniska. Jest tu więc większa szansa na sukces niż w Radomiu. Czego serdecznie pięknemu portowi lotniczemu życzę.

Gdańsk, 15.08.2016; 15:20 LT