Hotel „Nad Pisą” to nie jest szczyt naszych marzeń. Miałem kiedyś okazję korzystać z usług tego przybytku kilka lat temu i zrobił na nas średnie wrażenie, ale uważaliśmy, że widocznie tak musi być, bo skoro kupujemy coś na Grouponie, to nie ma co wybrzydzać. Tym razem trafiliśmy tam szukając czegoś do spania już późnym wieczorem. Dojechalismy po dwudziestej trzeciej, a to już pora, kiedy nie ma się ochoty na wybrzydzanie, lecz jedynie aby położyć się i odpocząć. Za 220 zł hotel oferuje jednak m.in. stary, kineskopowy telewizor, bez pilota, który na dodatek nie odbierał żadnego programu. Zawołaliśmy pana z recepcji, który coś tam podłąćzył i było ok. Kiedy jednak po północy kładliśmy się spać, na poduszce w jednym łóżku znaleliśmy sześć włosów. Na prześcoieradle kolejny. Wyglądało to tak, jakby niezbyt pogniecioną pościel pokojówka po prostu wygładziła dla następnego gościa. Masakra. W rozmaitych miejscach już sypiałem, więc Paulina przeniosła się na drugie łóżko, które było ok, a ja położyłem na poduszkę czysty ręcznik, który robił tej nocy za pościel.

- Trzeba było nam zgłosić wczoraj – odparła pani w recepcji nazajutrz, kiedy opisałem powyższą historię.

Hotel z pewnością zarabia przede wszystkim na weselach, co widać po wystroju restauracji, więc pewenie dlatego niespecjalnie zainteresowany jest poprawianiem standardu pokoi.  To była już chyba ostatnia moja tam wizyta. Szkoda, bo polożony jest pięknie – tuż obok piskiego rynku i rzeczywiściue nad samą rzeką.

Nie przyjechaliśmy tu jednak po to, by jakiś hotelowy pokój zepsuł nam wakacje.

Po śniadaniu wylądowaliśmy na plaży and Jeziorem Roś, gdzie wypożyczyliśmy kajak i postanowilismy przeprawić się na Jezioro Śniardwy. No, może nie tyle Śniardwy, co Seksty, ale Seksty to przecież tak naprawdę zatoka największego, polskiego jeziora. Aby tam się dostać, należało najpierw przepłynąć na drugi brzeg Jeziora Roś, a stamtąd dalej nieco ponad pięć kilometrów Kanałem Jeglińskim.

Na drugi brzeg rynnowego jeziora przeprawiliśmy się dość szybko

  Wschod 21

Żegluga kanałem jest zawsze mniej widowiskowa niż rzeką, bo to trochę tak jakby porównywać widoki podczas jazdy autostradą oraz szosą. Ty niemniej bliżej północnego krańca, kiedy brzego się noieco podniosły, zrobiło się ciekawiej.

Wschód 22

Najciekawiej zaś, kiedy przyszło się nam przeprawić przez śluzę Karwik. Jezioro Śniardwy jest położone jakieś półtora metra wyżej niż Roś, więc stąd ta śluza na krańcu kanału.

Wschod 23

Wschod 24

Jednorazowe śluzowanie kajaka kosztuje cztery złote, co jest miłym zaskoczeniem w dobie gospodarki rynkowej. Wpłynęliśmy do śluzy razem z dwiema motorówkami. Po kilkunastu minuatch wrota po przeciwnej stronie sie otworzyły i mogliśmy płynąć dalej.

Wschód 24

Kilkaset metrów dalej zaczynało się jezioro.

Wschód 25

Wschód 26

Było pięknie. Aż chciało się płynąć dalej, na właściwe Śniardwy, ale czas zaczynał nas gonić. Mieliśmy zarezerwowany nocleg w Białowieży, a przed nami jeszcze wizyta w Łomży. Przede wszystkim jednak co jakiś czas spoglądałem z niepokojem w niebo. Wyjątkowy upał mógł po południu skończyć się burzą, a my ostatni odcinek trasy porwrotnej mieliśmy przebyć znów przez Jezioro Roś.

Zawróciliśmy.

Wschod 26

Tuż za śluzą padła bateria w moim telefonie, więc na mapce Endomondo widać tylko drogę „tam”, bez „z powrotem”. Szkoda, bo to oznacza mniejszą cegiełkę do „Pomocy mierzonej kilometrami”.

mapa 3

Kiedy zbliżamy się do Jeziora Roś, na widnokręgu pojawia się chmura. Niewielka, ale widać, ze niesei ze sobą deszcz. Dopada nas, kiedy jesteśmy w połowie jeziora. Błyskawicznie zrywa się szkwał.

- Dziobem do fali! – krzyczę do Pauliny – „Płyniemy najkrotszą drogą do trzcin!!”

Nieważne gdzie jest wypożyczalnia. Ważne abyśmy dotarli do trzcin które osłonią nas od wiejącego od strony brzegu wiatru. W ciągu paru minut pojawiają się grzywacze. Na szczęście tylko na chwilę a i my wiosłując ile sił w rękach z dawką adrenaliny docieramy wkrótce do spokojniejszej strefy. Chmurka przechodzi i znów robi się sielsko. W innych miejscach w Polsce tak spokojnie się nie skończyło.

Oddajemy kajaki i idziemy na zasłuzony obiad. Obiadokolację właściwie, bo kiedy kończymy posiłek, jest już osiemnasta. Pojedziemy zobaczyć Śniardwy z innej prespektywy. W okolicach Orzysza da się popatrzeć na ten wielki akwen po najdłuższej osi.

Im dalej na wschód tym więcej bocianów. Na początku każdy wzbudzał naasz entuzjazm, ale ile można podskakiwać z radości? W końcu tylko odnotowujemy ich obecność.

Wschód 27

Po drodze przejeżdżamy przez most nad Kanałem Jeglińskim. Miło popatrzeć z perspektywy fotela  na miejsce gdzie jeszcze niedawno ostro machało się wiosłem.

Wschod 36

Słońce coraz bliżej widnokręgu przed wieczornym odpoczynkiem. Po chmurach i deszczu ani śladu. Spokojna toń jeziora zachęca do kąpieli. Plaża też, bo w takim odludnym miejscu atmosfera zupełnie inna niż w kurortach.

Wschod 29

Wschod 27

Jeszcze rzut oka w kierunku drugiego brzegu. Widać go jeszcze, ale bez szczegółów.

Wschod 28

Jedziemy do Łomży, Zakosztujemy prawdziwego łomżingu, bo nasz spływ kajakiem, nie da się ukryć, to było tylko zwykłe wiosłowanie.

Mijamy Orzysz. Każdy wie, że Orzysz przede wszystkim kojarzy się z wojskiem, ale jego okolice? Jedziemy przez puszczę drogą wojewódzką. Droga fajna, ruch niewielki. Po obu stronach las. A na skraju lasu po obu stronach tabliczki: „Stój! Ostre strzelania! Wejście grozi śmiercią”. No, trzeba przyznać, że z takim ostrzeżeniem to nie przelewki. Anu na grzyby, ani na jagody lepiej się nie zapuszczać. A i samochodem lepiej się nie zatrzymywać, tylko minąć nieprzyjazne miejsce.

Wschod 37

Łomża coraz bliżej, jedzie się przyjemnie. Oglądamy zachód słońca.

Wschod 38

I nagle, kiedy do celu zostaje już tylko siedem kilometrów… dup! Korek! Rozpoczyna się ślamazarne poruszanie się po sto – dwieście metrów i stop, i czekanie. W takim tempie mijamy Piątnicę. Miła sercu miejscowość, ponieważ tam produkuje się serki, bez których moje śniadaniowe menu byłoby bardzo ubogie,

Wschod 39

Piatnica to jednak nie tylko serki. Z lewej strony drogi wzrok przykuwa kościół p.w. Przemienienia Pańskiego. Jest to stosunkowo nowa świątynia w tej liczącej ponad sześćset lat parafii. Nie miała szczęścia, bowiem rozpoczęcie budowy zbiegło się z wybuchem I wojny światowej.  Podczas II wojny światowej Niemcy wysadzili kościół w powietrze. Odbudowano go, lecz już bez charakterystycznych wież, które wzniesiono ponownie dopiero w 1991 roku.

Wschod 40

Do Łomży docieramy już w ciemnościach. Nie przeszkadza to nam jednak. Odpowiednio podświetlone budynki wydają się jeszcze piękniejsze.

Mapa

Wschod 33

Jedną ze ścian rynku m.in. kamienice z arkadami.

Wschod 30

Na ulicy Farnej, zamienionej w deptak stoi sobie ławeczka, a na niej siedzi Hanka Bielicka. W kapeluszu oczywiście, bo przecież publicznie nigdy inaczej się nie pokazywała. Puste miejsce zaprasza aby się przysiąść

Wschod 34

Na Farnej oddaliśmy się łomżingowi. Chcieliśmy to przeprowadzić bez szaleństw, czyli po małym piwie z kija, ale okazało się, że napić się w Łomży lanego piwa z łomzyńskiego browaru to problem. Decydujemy się więc na butelkowe, półlitrowe, ale nie wypijamy całego. Dobre, ale pół litra to za dużo biorąc pod uwagę czekającą nas dalszą drogę. Ważne, że posmakowaliśmy.

Wschod 35

Z Łomży jeszcze pojechaliśmy do Kleczkowa – rodzinnej wsi mojej mamy. Tam leży na cmentarzu mój dziadek. Niestety, zaufałem samochodowemu GPS, a ten się uparł by poprowadzić nas polnymi drogami. Nie mam nic przeciwko polnym drogom, ale te, które nam zaproponował nie nadawały się do jazdy zwykłym samochodem. Trzy razy się wycofywaliśmy.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce było już wpół do jedenastej. Wizyta na cmentarzu o tej porze sama w sobie jest wyzwaniem. Nic nas jednak nie napdło, więc o jedenastej mogliśmy jechać dalej. Wrzucam Białowieżę do GPS. Do celu dwieście siedem kilometrów. Nie, wyjdzie na to, że dojedziemy tam w środku nocy! Jak poprzedniego dnia, ruszymy na trasę i zobaczymy co się trafi. Na telefonie pojawia się aplikacja Booking.com. Wybór pada na pensjonat „Retro” i to okazał się dobry strzał. Wystrój pokoju, czystość, uprzejmość biją na głowę hotel, który opisywałem na początku tej notki. Była już północ gdy tam dojechaliśmy, więc podobnie jak i poprzedniej nocy zależało nam tylko na tym, by spokojnie się wyspać.

Mapa 2

Białowieża; 05.08.2014; 23:50 LT