Spotkań w Strzelcach Opolskich było już kilka, lecz jakoś nie udało mi się wybrać na Górę Świętej Anny. Postanowiłem zmienić to w tym roku i odszukać niewielki (boczny, jak myślałem) krater, który oglądałem na stoku góry kilkanaście lat temu. Góra Świętej Anny pierowtnie była owiem wulkanem. Kiedy ruchy tektoniczne wypiętrzały Alpy, powstawały pęknięcia skorupy ziemskiej między innymi na obszarze dzisiejszego Śląska. Sięgały one nawet kilkudziesięciu kilometrów wgłąb. Przez te szczeliny magma wypływała na powierzchnię. Rodziły się wulkany. I tak jakieś 27 milionów lat temu powstał ten wulkan.

Zapakowaliśmy się w dwa samochody i przyjechaliśmy w miejsce, które wskazałem. Wygladało inaczej niż kilkanaście lat temu. Nie mogłem odszukać okrągłego krateru, lae w pobliżu znalazłem podobny lej.

A może to było to samo, lecz zatarło się w mojej pamięci? Okolice były bardzo zarośnięte, więc teoretycznie mogliśmy coś przeoczyć, ale chyba nie. Mogły natomiast mnie zmylić tablice informacyjne i trochę bardziej uporządkowany teren wokół zagłębień. Prawda była banalna: to nie krater wulkanu, lecz pozostałosci wyrobiska kamieniołomów. Cóż za rozczarowanie! Na pocieszenie pozostała jednak świadomość, że kamieniołom ów powstał w celu wydobywania owych skał wulkanicznych, bazaltów zastygłych w kominie dawnego wulkanu. W pewnym sensie więc wycieczka spełniła swoje zadanie – oglądaliśmy pozostałości wulkanicznej aktywności na tych terenach.

A dlaczego to co widziałem kilkanaście lat temu nie mogło być kraterem? Dlatego, że cały stożek z tamtego okresu dawno uległ erozji. Nie zostało z niego nic. Skąd więc wzięła się obecna góra? To t.zw. pseudo-stożek, wynik dalszej erozji.

Wszystko dokładnie ilustruje jedna z tablic na terenie rezerwatu geologicznego obejmującego teren opuszczonych wyrobisk.

Stożek wulkanu przez owe miliony lat uległ całkowitej erozji, która jednakże postępowała dalej. W kominie dawnego wulkanu znajdowały się jednak najtwardsze skały (nefelinit), które erodowały najwolniej. W ten sposób odsłaniał się teren wokół nich, a one w postaci t.zw. twardzielca trwały ponad obniżającą się okolicą tworząc ów pseudo-stożek. I to właśnie na szczycie owego twardzielca pobudowano później sanktuarium Św. Anny.

W opuszczonych wyrobisakch kamieniołomów (wydobycia zaprzestano tam w 1946 roku) ścieżki rezerwatu geoloigicznego prowadzą skrajem odsłonietych skał udostepniając coś w rodzaju przekroju przez fragment skorupy ziemskiej.

Z rezerwatu udalismy się do pobliskiego amfiteatru, który jest w pewnym sensie pomnikiem skomplikowanej historii politycznej tych ziem. Amifiteatr wybudowano rownież na terenie dawnego kamieniołomu. U stóp trzydziestometrowego urwiska znajduje się scena, natomiast na samym urwisku Pomnik Czynu Powstańczego, do którego właśnie zmierzalismy.

Podczas plebiscytu na Górnym Śląsku w 1921 roku, spośród głosujących mieszkańców Góry Świętej Anny (Sankt Annaberg) 403 osoby opowiedziały się za pozostaniem w Niemczech, a 91 za przyłączeniem do Polski. Na terenie tym wkrótce odbyła się jedna z bitew III Powstania Śląskiego. Polacy przegrali ją, ale życie straciło tam również pięćdziesięciu Niemców. Kiedy w 1934 roku włascicielka tych terenów, przekazała kamieniołom NSDAP, faszyści postanowili wybudowac tam amfiteatr oraz mauzoleum w postaci rotundy, upamietniające ofiarę owych pięćdziesięciu poległych. Oczywiście, jak wszystko wówczas, i mauzoleum, i amfitear służyło przede wszystkim szerzeniu nazistowskiej ideologii.

Ówczesny wygląd amfiteatru, posiadającego 7 tysięcy miejsc siedzących oraz 20 tysięcy stojących przedtawia dawna pocztówka:

Widać na niej, w prawym, górnym rogu fragment rotundy.

Po co amfiteatr w odległym od większych miast miejscu? W systemie totalitarnym wszystko jest podporządkowane propagandzie. Między innymi dlatego w 1937 roku powstaje tam także ośrodek dla hitlerowskiej młodzieży „Hitlerjugend”. Cóż za przewrotnośc historii – po wojnie przez lata w tym samym obiekcie działała harcówka.

Po zajęciu tych terenów przez Armię Czerwoną i ustanowieniu polskich władz, jesienią 1945 roku mauzoleum zostało wysadzone w powietrze, a projekt i budowę nowego pomnika, nazwanego później Pomnikiem Czynu Powstańczego powierzono Xaweremu Dunikowskiemu. Budowa opóźniała się z rozmaitych przyczyn i odsłonięcia pomnika dokonano dopiero w 1955 roku.

Sam amfiteatr służył potem oczywiście rozamitym patriotycznym uroczystościom na użytek propagandy komunistycznej. Do utrzymania takiego obiektu w należytym stanie technicznym potrzebne są jednak pieniądze, a o te bez odpowiednich wpływów trudno. Jak zaś zapewnić wpływy, jeżeli organizuje się jedynie partyjno-propagandowe masówwki? Po 1989 roku nie było już nawet tego. Oczywiście imprezy pod pomnikiem organizowano, lecz nie był do tego potrzebny amfiteatr, a jeśli nawet był, to znów nie było szans by organizatorzy dołożyli się do jego renowacji. Nie słyszałem natomiast o jakichś większych imprezach komercyjnych, które mogłyby przywrócić obiektowi jego dawną świeżość. Póki co, pomiędzy coraz bardziej powykrzywianymi kamiennymi blokami plenią się chwasty.

Lepiej niż amfiteatr wydają się trzymać kamienne bloki pozostałości wapiennika skrytego nieopodal pośród drzew. To tutaj, kiedy działał kamieniołom, w takich piecach, w temperaturze około tysiąca stopni Celsjusza z wydobywanych minerałów wypalano wapno.

Po obejrzeniu pomnika oraz amfiteatru ruszylismy pod górę na szczyt, gdzie wśród drzew widać było wieżyczki sanktuarium. Po drodze natknęlismy się na jeszcze jedną „stację” rezerwatu archeologicznego: fragment morskiego dna sprzed 240 milionów lat, a więc na długo przedtem, zanim wypiętrzył się wulkan. W tamtym czasie teren dzisiejszego Śląska znajdował się pod wodą, a skamieliny mieszkańców tamtego ciepłego i płytkiego morza można odszukać w kredowych skałach.

Upał był tego dnia niemiłosierny, więc z przyjemnoscią usiedliśmy w ogródku w centrum miejscowości o tej samej nazwie: „Góra Świętej Anny”. Zimny „Żywiec” doskonale ugasił pragnienie, a kiedy odpoczęliśmy nieco, poszliśmy jeszcze wyżej po schodach do wspomnianego sanktuarium.

Zazwyczaj rozmaite słynne świątynie mają związek z jakimiś lokalnymi objawieniami, jak choćby nie przymierzając, ta w Licheniu albo w Lourdes. O tej zaś nie słyszałem nic takiego. Mógłbym więc przyjąć, że Świętą Annę wybrano na patronkę akurat tego miejsca bez jakiejś szczególnej przyczyny.

Anna (jej imię pochodzi z hebrajskiego Hanna – łaska) była przykładną małżonką poślubioną Joachimowi. Oboje byli wzorem szczęśliwego małżeństwa, lecz los doświadczył ich brakiem potomstwa. Zrozpaczona Anna wielokrotnie modliła się do Boga by obdarzył ją łaską macierzyństwa. Obiecała, że jeśli wysłucha jej próśb, swoje dziecko Bogu poświęci.

oto Anioł Pański stanął i rzekł: „Anno, Anno. Wysłuchał Pan Bóg modlitwę twoją. Poczniesz i porodzisz, a potomstwo twoje będzie przepowiadane po całej ziemi”. Rzekła Anna: „Na Boga żywego, czy zrodzę chłopca, czy dziewczynkę, zawiodę ją w darze Panu, Bogu mojemu, i dziecko to będzie Mu służyło po wszystkie dni swego żywota”. 

Anna w wieku 45 lat urodziła dziewczynkę i nazwała ją Maria. Jak obiecała, dziecko oddała w służbę Bożą. Maria służyła w jerozolimskiej świątyni do dwunastego roku życia będąc wzorem pobożności. W czternastym roku życia została poślubiona Józefowi, a jednym z jej synów był Jezus Chrystus.

I Maria, i Józef, i Jezus czuwali przy leżącej na łożu śmierci Annie, która dożyła osiemdziesięciu lat.

Cudowna figura znajdująca się w głównym ołtarzu przedstawia Świętą Annę trzymającą na rękach swoją córkę Marię oraz wnuka, Jezusa. Nie są oni jednak widoczni dla pielgrzymów, ponieważ cała figurka okryta jest płaszczem.

Ołtarz i cały kościół wykonane są w stylu barokowym.

Na górze znajduje się niewielkie muzeum. Ogladaliśmy tam między innymi figurki z szopek.

Znjadują się tam także eksponanty z całej historii sanktuarium, jak chociażby przedwojenna zastawa stołowa.

Nieco w bok, już za zamknietymi drzwiami znajduje się klasztor ojców franciszkanów. Pielgrzymi mogą odpocząć na dziedzińcu kościoła i chociaż przez chwilę doświadczyć symbolicznego odseparowania się od świata za murami.

Z bramy zaś rozciąga się rozległy widowk na całą okolicę. Nic dziwnego. To dość płaski teren, a Góra świętej Anny jest największym wzniesieniem pomiędzy Opolem a Tarnowskimi Górami.

Najczęściej przychodzą tu ci, którzy pokonali całą kalwarię ufundowaną i wybudowaną ponad trzysta lat temu przez  Jerzego Adama de Gaschin. Na szlaku Męki Pańskiej znajduje się około czterdzieści kaplic. Pielgrzymi idący długą, wąską kolumną nierzadko blokują drogę, czego doświadczyliśmy i my, wracając do Strzelec Opolskich.

Szczecin, 01.09.2013; 13:00 LT