To, że sezon urlopowy w pełni, widać choćby w pociągach. Ludzie jeżdżą po Polsce jak szaleni. Na szczęście PKP jakiś czas temu wprowadziły obowiązkową rezerwację miejsc, dzięki czemu jeszcze przed podróżą wiadomo, czego się można spodziewać.

Próbowałem kupić bilet z Gdańska do Szczecina na pociąg, którym zwykle jeżdżę, lecz wolnych miejsc nie było. Nie po to przedkładam pociąg nad samochód, żeby potem stać na korytarzu, więc szukałem dalej. Inny wariant, który dość często praktykuję to jazda przez Poznań. Niewiele dłużej, a składy o wiele bardziej komfortowe, niż na zapomnianej przez Boga i ludzi linii Gdańsk – Szczecin przez Koszalin.

Kupuję bilet weekendowy, lecz na drugą klasę Euro-City Gdynia – Berlin już nie ma miejsc. W takim razie zmieniam na klasę pierwszą. Na trzy odcinki udało się zarezerwować miejsce, a na czwarty nie. Pani na dworcu w Gdańsku Oliwie bezradnie rozłożyła ręce.

- System nie przyjmuje. Nie wiem dlaczego. Może koleżance się uda.

Koleżance też się nie udało. Obserwuję co pokazuje się na ekranie i moim, laika w systemach PKP, zdaniem, rzeczywiście wygląda to na jakiś błąd w bebechach komputera.

- Jedziemy do Sopotu – mówię do Anioła – Może tam się uda.

Pojechaliśmy na dworzec w Sopocie, odstaliśmy znów swoje w kolejce, ale udało się za pierwszym razem. Byłem szczęśliwym posiadaczem miejscówek na odcinki Gdańsk – Poznań, Poznań – Szczecin oraz takie same z powrotem.

Do Szczecina w sobotę dojechałem bez przygód. I tym samym wyczerpałem limit szczęścia. Niedzielna podróż powrotna zaczęła się z kilkuminutowym opóźnieniem. Wkrótce zrobiło się ponad dziesięć minut. Zacząłem się niepokoić. Od wielu lat na tej trasie miałem pięć minut na przesiadkę, lecz zawsze przy niewielkim opóźnieniu pociąg Berlin – Poznań – Gdynia czekał na ten Szczecin – Poznań – Wrocław i vice versa. Umożliwiano w ten sposób pasażerom przejście z pociągu do pociągu. Bywało nawet tak, że pociągi stawały przy przeciwległych krawędziach tego samego peronu, żeby było łatwiej, lecz niestety była to rzadkość.

Ponieważ opóźnienie oscylowało w granicach dziesięciu minut, zapytałem konduktora, który akurat wszedł do przedziału sprawdzić bilety.

- Czy ten pociąg Berlin – Gdynia poczeka na nas? Pytam, bo mam trzy minuty na przesiadkę.

- Pan chyba żartuje?! Pan chciał się zdążyć przesiąść w trzy minuty?

- A dlaczego nie? Zawsze tu było pięć minut na przesiadkę i pociągi czekały, aż ludzie się przesiądą.

- Pięć minut to nie trzy! Jak są trzy minuty na przesiadkę to pociąg nie jest skomunikowany.

Rozdziawiłem gębę ze zdumienia, ponieważ nie znane mi były tajniki interpretacji, kiedy pociąg jest skomunikowany, a kiedy nie, a pan konduktor poszedł za ciosem.

- Mogę zadzwonić, ale dyżurny mnie śmiechem zajedzie jak mu to powiem.

I nie czekał na moją odpowiedź, lecz ruszył kasować bilety w sąsiednim przedziale.

Kiedy ochłonąłem, pomyślałem, że śmiechem to ja mógłbym zajechać dyżurnego, który uważa, że nie da się przesiąść normalnie, jeżeli pociągi przyjechałyby na czas, a nie z opóźnieniem. Tym bardziej, że to nie ja wymyśliłem sobie taką kombinację podróży, lecz PKP właśnie. Kiedy w internetowym rozkładzie jazdy umieściłem pytanie o połączenie Szczecin – Gdańsk otrzymałem plan podróży taki, jak na załączonym zdjęciu.

Plan Podróży

Dokument nazywa się poważnie „Twój Plan Podróży” i zakłada ową trzyminutową przesiadkę w Poznaniu. Gdyby takiej opcji nie należało brać pod uwagę, program nie powinien przedstawiać jej jako „plan podróży”.

Ostatecznie do Poznania dotarliśmy z opóźnieniem zaledwie pięciominutowym. Jako pierwszy wybiegłem z wagonu i pognałem na drugi peron, gdzie zatrzymywał się pociąg z Berlina. Byłem prawie pewien, że czeka, bo minęły raptem dwie minuty od jego planowanego czasu odjazdu. Wbiegam na peron i… pustki, wiatr hula, pociąg odjechał. Jeszcze biegiem do rozkładu, że może dziś z innego peronu, ale niestety, już go nie ma na tablicy odjazdów.

Co komu by przeszkadzało, jeśli ów pociąg zaczekałby te trzy do pięciu minut?

04 - Potwierdzenie opoznienia (2)

Wertuję wszystkie możliwe połączenia. Nie da rady. Już nie wydostanę się z Poznania w stronę Gdańska w rozsądnym czasie. Mogę być w Trójmieście dopiero nad ranem.

O 20:50 jest pociąg do Bydgoszczy. Potem trzeba czekać do 02:24 na pociąg do Gdańska. Wziąłem miejscówki. Nieważne, że zapłaciłem za Intercity Express, a kontynuować będę TLK.

- Dworzec w Bydgoszczy jest w przebudowie. Działa jedynie tymczasowy. Zarezerwowałam Ci więc hotel, żebyś mógł odpocząć, wziąć prysznic, zdrzemnąć się – informuje mnie Anioł przez telefon.

-  Jeśli tak, to nie ma sensu bym jechał o 02:24. Pojadę o 04:02. Przynajmniej się zdrzemnę dłużej. Teraz już nie mam czasu, ale po przyjeździe do Bydgoszczy wymienię miejscówkę.

Tymczasem pociąg do Bydgoszczy nie odjeżdża.

- Informujemy państwa, że pociąg wyjedzie z dziesięciominutowym opóźnieniem, ponieważ oczekujemy na opóźniony pociąg z Berlina – poinformował przez rozgłośnię konduktor.

Cholera! Wścieknę się! To teraz można poczekać, a nawet trzeba, a przedtem było to niemożliwe?

Ostatecznie wyjechaliśmy kwadrans po czasie.

Po przyjeździe do Bydgoszczy poszedłem do kasy na tymczasowym dworcu.

- Poproszę o miejscówkę…

- Nie ma rezerwacji – przerwała mi pani w okienku.

- Jak to nie ma? Pani chyba żartuje?

- Czy ja wyglądam na taką, co żartuje? Nie ma! System padł!

Mój Boże! Znów padł system! W tej sytuacji nie oddałem miejscówki na 02:24, bo i tak system by jej nie przyjął, a o 04:02 pojadę w ciemno. Równie dobrze za niemałą kwotę 247 złotych przyjdzie mi stać na korytarzu, że o nocy w podróży zamiast w swoim łóżku nie wspomnę.

Bydgoszcz; 17.08.2015; 01:00 LT

P.S.

Pociąg „Pogoria”, planowy odjazd z Bydgoszczy o 04:02, przyjeżdża na tę stacje o 03:46. Przyszedłem na dworzec dwadzieścia minut wcześniej, żeby ponownie poprosić o miejscówkę.

- Nie ma rezerwacji – powtórzyła swój komunikat kasjerka – System nie działa i nie będzie działać do szóstej rano.

Poszedłem na peron i podziwiałem pachnące świeżością ukończone już elementy infrastruktury przebudowywanego właśnie dworca.

Bydgoszcz

- Pociąg „Pogoria” z Bielska Białej do Szczecina przybędzie z opóźnieniem około dwudziestu minut – poinformowano w pewnym momencie przez megafony.

No to łatwo nie będzie. Kolejne czekanie.

Nie zdążyłem dobrze usiąść na ławce, kiedy pojawił się kolejny komunikat:

- Opóźniony pociąg z Krakowa do Kołobrzegu wjedzie na tor przy peronie drugim.

Ach, to ten pociąg, który miał tu być godzinę wcześniej. Zastanawiałem się, dlaczego wciąż „wisi” na wyświetlaczu, pomimo, że nie ma żadnej informacji o opóźnieniu. Teraz się wyjaśniło. Wsiadam do wagonu i po dwóch godzinach z kwadransem wysiadam w Gdańsku Oliwie. Jest już po szóstej. Podróż ze Szczecina zajęła mi blisko piętnaście godzin.

Gdańsk, 17.08.2015; 23:40 LT