Samolot do Olsztyna odlatywał o 08:15. Idealnie komponowało się to z ważnością naszego całodobowego biletu komunikacji miejskiej, która upływała o szóstej rano. Trzeba było tylko logistycznie opracować podróż na lotnisko. Plan był taki, że punktualnie o piątej rano z przystanku naprzeciwko naszego hotelu odjeżdżał autobus linii 190. Musieliśmy przejechać nim cztery przystanki, po czym mieliśmy sześć minut na dojście na peron przystanku Riem kolejki S-Bahn. Linią S2 dojeżdżaliśmy dwa przystanki do Leuchtenberg-Ring, gdzie mieliśmy aż jedenaście minut na zmianę peronu by przesiąść się na linię S8 kursującą na lotnisko. O godzinie 05:55 powinniśmy być na miejscu.

Wszystko zagrało jak trzeba. W hotelu przygotowano nam śniadanie do wzięcia ze sobą, które w większości skonsumowaliśmy czekając na pustym przystanku na autobus.

MAZ 02

Z dwuminutowym zapasem czasu dotarliśmy na peron Riem.

MAZ 03

W Leuchtenberg nie było opcji by nie zdążyć na przesiadkę, więc na lotnisko dojechaliśmy bez problemu i na czas. Zdążyliśmy jeszcze wejść na pół godziny do business lounge, a potem już do bramki.

MAZ 04

Autobus zawiózł nas na płytę lotniska, a tam sympatyczna niespodzianka. Samolot Adrii, czyli słoweńskiego przewoźnika nazywał się… „Łódź”.

MAZ 05

I znów większą część podróży wypełniliśmy drzemką nadrabiając zarwaną noc. Pomimo, że wracaliśmy ze strefy Schengen, na lotnisku w Szymanach musieliśmy przejść przez kontrolę graniczną. Być może personel lotniska trenuje w ten sposób rozmaite procedury. Nie miałem nic przeciwko temu, ponieważ około dwadzieścia osób, które leciały tym samolotem przeszły przez dwa stanowiska kontroli błyskawicznie. Potem i tak czekaliśmy jeszcze chwilę na bagaże.

MAZ 06

Potem pozostało już tylko przejść na parking przed terminalem, gdzie zostawiliśmy samochód. Ruszyliśmy w drogę powrotną do Gdańska. Zatrzymaliśmy się kilkanaście minut później przed znaną z Kuchennych Rewolucji Magdy Gessler karczmą „Leśniczanka”. Zjedliśmy tam obfity brunch.

MAZ 07

Karczma „Leśniczanka” to chyba ostatni z obiektów, o którym z racji odległości można by powiedzieć, że przynależy do okolicy lotniska. Fajnie, że można dobrze zjeść. Czego mi jednak w okolicy zabrakło to niewielkich choćby hotelików, które oferowałyby nocleg przed odlotem. W Modlinie powstało ich wiele. W Szymanach cicho, jakby ludzie jeszcze nie czuli potencjału takich usług. A może ruch jeszcze zbyt mały? W każdym razie wyszukiwarki hotelowe błyskawicznie przekierowują do coraz bardziej odległych miejscowości, a szukanie noclegów przez inne strony to z kolei na ogół nieporozumienie, ponieważ t.zw. kwatery prywatne nastawione są najczęściej na cały turnus, a w najlepszym wypadku na weekend. Nawet sąsiednie Szczytno niewiele ma w tym względzie do zaoferowania.

Planowaliśmy w drodze powrotnej zboczyć nieco na miejsce bitwy pod Grunwaldem, lecz w ostatniej chwili zmieniliśmy plany, ponieważ przejeżdżaliśmy akurat przez Nidzicę i szkoda by było nie zobaczyć tamtejszego zamku.

Gotyckich zamków starczyłoby do oglądania na całe wakacje. Ich lokalizację przedstawia poniższa mapka.

MAZ 08

Oglądałem i doszedłem do wniosku, że przez całe swoje życie większość już obejrzałem: Człuchów, BytówMalbork, Ryn, Olsztyn, Lidzbark Warmiński, Ostróda, Gniew… Kilka jednak jeszcze zostało.

MAZ 11

Zamek, wybudowany pod koniec XIV wieku był kilkakrotnie niszczony. Najbardziej ucierpiał podczas II wojny światowej. W latach sześćdziesiątych XX wieku został odbudowany. O ile z zewnątrz przywrócono oryginalny wygląd, na wnętrzach w większości odcisnęła swe piętno stylistyka lat sześćdziesiątych. Schody z lastryko i metalowe poręcze bardziej przypominają mi klatkę schodową miejskiego bloku z czasów Gomułki niż gotycki zamek. Trzeba jednak oddać, że w chwili obecnej trwają prace remontowe, które przywracają oryginalny wizerunek również niektórym wnętrzom.

MAZ 09

MAZ 10

MAZ 13

Mnie najbardziej podoba się przedzamcze z zachowanymi oryginalnymi budynkami.

MAZ 12

Okazało się, że jest możliwość zwiedzenia zamku z przewodnikiem, więc poczekaliśmy pozostające pół godziny na dziedzińcu.

MAZ 14

W międzyczasie obejrzeliśmy wystawę zdjęć ukazujących zniszczenia Nidzicy podczas I wojny światowej, kiedy Niemców z miasta wyparli Rosjanie.

MAZ 15

Rosjanom wydawało się, że wojska Niemieckie zostały rozbite. W tym kluczowym momencie nieudolność, nonszalancja i słabe morale armii rosyjskiej były jednak tak porażające, że nie tylko nie doprowadziły do ostatecznego rozstrzygnięcia batalii na swoją korzyść, lecz wskutek szeregu kardynalnych błędów pozwoliły wojskom niemieckim przegrupować się i ruszyć z kontratakiem. Lawina błędów i brak współpracy pomiędzy poszczególnymi oddziałami spowodowała, że Rosjanie przegrali praktycznie na własne życzenie. Przegrali? To był prawdziwa klęska, w której do niewoli powędrowało 90 tysięcy jeńców, a 30 tysięcy poległo lub zaginęło w walce. Ponieważ bitwa wojsk Jagiełły z Krzyżami w 1410 roku określana jest w Niemczech jako bitwa pod Tannenbergiem, tocząca się w sąsiedztwie pól grunwaldzkich bitwa miedzy wojskami niemieckimi i rosyjskimi opisywana była jako „druga bitwa pod Tannenbergiem”. Niemcy traktowali ją jako rewanż za klęskę w 1410 roku, a Hitler w 1939 roku datę bitwy ustanowił świętem niemieckiej armii.

Wybiła trzynasta i rozpoczęło się zwiedzanie. Wakacje mają to do siebie, że oglądających jest tłum, a w nim wiele osób, szczególnie dzieci jest kompletnie niezainteresowanych tym, co oglądają. Coż, jakoś trzeba to przetrwać.

MAZ 16

Staraliśmy trzymać się tuż przed grupą, by słyszeć to co mówi przewodnik i jednocześnie zdążyć zobaczyć to i owo zanim dziecięca stonka zacznie biegać po pomieszczeniach przekrzykując się nawzajem.

MAZ 17

Pan przewodnik robił trochę reklamę zamkowi i zamiast o historii, wolał opowiadać o współczesności (co zamek ma obecnie i dlaczego). Dowiedzieliśmy się więc między innymi, że jeżeli ktoś byłby zainteresowany balem sylwestrowym w zamkowych wnętrzach i strojach z epoki, to zamek coś takiego oferuje i na dodatek w daleko bardziej konkurencyjnych cenach niż bardziej znane zamki w Polsce.

Najbardziej reprezentacyjną salą i najlepiej zachowaną jest refektarz, czyli jadalnia.

MAZ 18

W swojej codziennej pracy często zwracam współpracownikom uwagę jak ważne jest precyzyjne wydawanie poleceń. Dotyczy to zwłaszcza rozmaitych, współpracujących ze sobą nacji, które mają często odmienne rozumienie obowiązków. Wspominam na przykład filipińskich marynarzy, którzy są zdyscyplinowani w robocie, natomiast nie analizują poleceń, wykonując dokładnie to, co przełożony powiedział. Dlatego tak ważne jest by nie dokonać jakiegoś fatalnego w skutkach „skrótu myślowego” w formułowaniu polecenia, ponieważ zostanie ono wykonane dosłownie. To trochę tak jak z tym dowcipem o przyczynie szerszych torów kolejowych w Rosji. Gdy zapytano cara, czy budować tory takie same jak w pozostałej części Europy, czy może szersze, ten miał odpowiedzieć pytaniem: „na ch… szersze?” Retoryczne pytanie potraktowano jako polecenie i wykonano na ch… szersze.

Rozpisałem się na ten temat, ponieważ gdy w XIX wieku odrestaurowywano zamek w Nidzicy, malarz dostał polecenie odmalowania refektarza. Co mu kazano to zrobił, zamalowując przy okazji bezcenne XIV-wieczne malowidła. Fragment jednego z nich, przedstawiającego adorację Świętej Weroniki przez anioły, po odsłonięciu spod warstw farby można znów podziwiać.

MAZ 19

W dawnych celach zakonników można oglądać między innymi ciekawe elementy konstrukcji fundamentów zamku. To ceramiczne, puste pojemniki o cylindrycznym kształcie.

MAZ 21

Ustawione pod podłogą zamku izolowały budynki od naturalnego gruntu, dzięki czemu nie było tam żadnych problemów z wilgocią. Jak na XIV wiek to godna podziwu technologia.

MAZ 22

W innej celi oglądaliśmy makietę zamku oraz miasta z czasów, kiedy go zbudowano. Charakterystyczne jest, że zamek stał na uboczu, na wzgórzu, co miało ponoć symbolizować większą władzę krzyżackich zakonników, nie ograniczaną wyłącznie do przyziemnych spraw danego miasta.

MAZ 20

Na mnie większe wrażenie wywarł urbanistyczny ład panujący w owym mieście. Wszystko uporządkowane, żadnej samowolki.

Kiedy wyszliśmy z zamku, było już zbyt późno, by jechać do Grunwaldu. Tym bardziej, że czekały nas korki na przebudowywanej właśnie trasie S7 w pomiędzy Gdańskiem a Nowym Dworem Gdańskim. W międzyczasie rozpadało się na dobre, więc w jesiennej aurze wróciliśmy do domu.

Gdańsk, 04.09.2016; 15:15 LT