Jednym z głównych celów naszej wycieczki miał być „Legoland”. Ot, tak podróż w krainę dzieciństwa. Coś, co nam umknęło, pomimo, że istnieje od 1968 roku.

DK 67

Bilety kupiliśmy przez internet, żeby uniknąć stania w kolejkach. Park rozrywki czynny jest do godziny 20:00, więc nie musieliśmy się spieszyć. Przyjechaliśmy późnym popołudniem, a kiedy już rozejrzeliśmy się w okolicy, nasyciliśmy głód, wybiła osiemnasta i… wszystkie atrakcje jak rollercoastery czy spływy zostały… zamknięte. Owszem, Legoland czynny jest do dwudziestej, lecz te wszystkie największe szaleństwa kończą działalność dwie godziny wcześniej.

No i zrobiło się smutno… Wyszło na to, że zapłaciliśmy kilkaset złotych za wstęp czterech osób, a za tę cenę będziemy mogli sobie pospacerować i obejrzeć atrakcje zza płotu.

- Chodźmy pogadać w biurze obsługi klienta – zaproponował Mój Anioł.

Nie byłem przekonany, że nam pomogą, ale z drugiej strony nie mieliśmy nic do stracenia.

- Przyjechaliśmy tu około szesnastej trzydzieści. Po całym dniu podróży najpierw poszliśmy coś zjeść, a gdy ruszyliśmy na zwiedzanie, okazało się, że główne atrakcje jtu przyjść uż nieczynne.

- Jeżeli ktoś przychodzi późno, wytłumaczyła nam pani, to w kasach informujemy, że większość rzeczy zamykana jest o osiemnastej. Nawet wpuszczamy za darmo krótko przed zamknięciem.

- No właśnie. A my nieświadomi zapłaciliśmy i praktycznie nic z tego nie mamy. Jutro wracamy, ale moglibyśmy rano tu przyjść, gdyby Państwo przedłużyli nam ważność biletów.

- W internecie rzeczywiście informacja mogła nie być dostatecznie woidoczna. Proszę pokazać nam bilety oraz paragon z restauracji, żebyśmy mogli zweryfikować godziny wejścia oraz posiłku.

Pokazaliśmy. Błogosławiłem elektronikę. Pani bez trudu zweryfikowała naszą godzinę wejścia do parku, a na paragonie z restauracji była podana godzina, kiedy zapłaciliśmy za obiad. Potem poszła na zaplecze do swojej przełożonej i wróciła z czterema wejściówkami na dzień następny.

- Proszę. Życzymy miłej zabawy.

- Dziękujemy.

Byłem w szoku, ale to właśnie jest ten sposób podejścia do klienta, który zjednuje sympatyków. W skali parku te nasze cztery bilety znaczyły tyle, co kropla w morzu. Natomiast wpływ na uczucia wobec Legolandu miały ogromne. Mogliśmy bowiem odejść z kwitkiem i w ponurych nastrojach mieć pretensje do siebie, że nie przeczytało się czegoś drobnym drukiem. A dzięki uprzejmości obsługi nabraliśmy przeświadczenia, że to jest miejsce naprawdę przyjazne ludziom, nie nastawione wyłącznie na zarabianie za wszelką cenę. Będziemy o tym pamiętać.

Z głowami pełnymi dobrych myśli o Lego jechaliśmy w okolice Esbjerg, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg.

DK 22

W domku, w którym mieliśmy spędzić noc uprzejmi gospodarze zaoferowali nam m.in. jajka od własnych kur, a przede wszystkim zachęcali do ścinani dojrzałych kiści winogron, które zwisały z sufitu pod werandą. W takich okolicznościach przygotowaliśmy i zjedliśmy kolację.

DK 64

DK 65

Tak samo przyjemnie było przy śniadaniu, chociaż rano musieliśmy już się spieszyć, by zdążyć do Legolandu, a potem dojechać do Kopenhagi.

DK 66

DK 62

DK 61

W Legolandzie najbardziej interesowały mnie nie rollercoastery, które były sprawcami zamieszania poprzedniego dnia, lecz budowle z klocków. Niesamowite są budowle, w których liczba klocków nie była żadnym ograniczeniem, co dla przeciętnego człowieka niemal zawsze jest nieosiągalne. Mogłem więc puścić wodze fantazji i przyglądać się do woli odwzorowaniu realnego świata za pomocą klocków oraz wyobrażać sobie, co sam bym zbudował gdybym kiedyś, gdybym miał takie możliwości.

Świat Lego w parku rozrywki zawiera miniatury budowli z rozmaitych części świata. Od lotniska w pobliskim Billund, po kosmodrom NASA na przylądku Canaveral.

DK 42

Nie muszę dodawać, że ten cały park miniatur jest „żywy”, to znaczy kursują tam pociągi, kołują samoloty, a w portach odbywają się przeładunki.

DK 43

DK 44

DK 47

Wróciłem myślami do wspomnień zabaw kolejką elektryczną. Ta z dzieciństwa miała torów, które starczyły na dwie pętle. Była tam jedna zwrotnica, dwie lokomotywy i kilka wagonów. Tu, w Legolandzie wszelkie ograniczenia przestały istnieć.

A kiedy już napatrzyłem się na klocki, można było ruszyć ku innym atrakcjom. Wodne spływy dziką rzeką, czy wizyta w nawiedzonym domu na Dzikim Zachodzie.

DK 49

DK 48 (2)

No i w końcu te wszystkie kolejki, którymi gna się na złamanie karku.

DK 69

Podczas jazdy nie wolno mieć ni tylko aparatów, ale tez żadnych innych przedmiotów, które podczas szaleńczych ewolucji mogą wypaść. Pozostają więc tylko zdjęcia oficjalne. Oczywiście odpłatne. Ale reakcje zatrzymane w kadrze bezcenne.

DK 74

 Z rajdu po wnętrzu piramid pamiętam niewiele, ponieważ zajęty byłem strzelaniem do celów, które pojawiały się na ścianach korytarzy. Po zakończeniu jazdy mogliśmy porównać wyniki. Były, hm, dalekie od rekordów.

DK 75

DK 68

Kiedy wychodziliśmy z parku, natknęliśmy się na paradę ferrari. Ćwierć setki tych aut zjechało do Legolandu na ów weekend.

DK 70

Potem wszystko było tak samo jak poprzedniego dnia, lecz w odwrotnej kolejności. Z mostem nad Wilekim Bełtem jako głównej atrakcji przejazdu.

DK 12

Ostatnim punktem programu miała być Christiania – anarchistyczna enklawa w Kopenhadze. Niestety, kiedy tam dojechaliśmy godzina odlotu samolotu do Warszawy była już na tyle bliska, że musieliśmy jechać już na lotnisko.

Tomek z Pauliną mieli jednak lecieć dopiero dwie godziny później, więc mogli sobie jeszcze na spacer po Christianii pozwolić.

DK 76

Kolejny weekendowy wypad przechodzi do historii. Nowy pojawi się, kiedy znów coś upolujemy.

Gdańsk, 27.09.2015; 22:00 LT