Mieszkaliśmy w hotelu niedaleko ogromnego hubu komunikacyjnego Szanghaj Hongqiao, czyli połączonych w jedno zmodernizowanego lotniska oraz oddanego do użytku w 2010 roku największego dworca Azji, zawierającego między innymi 16 peronów oraz 1,3 miliona metrów kwadratowych powierzchni użytkowej zgrupowanej na kilku poziomach rozciągających się na wysokość siedemdziesięciu metrów. Rozpisuję się na ten temat tak długo, ponieważ długo po powrocie z Chin nie mogłem się nadziwić jakim karzełkiem przy tym szanghajskim dworcu jest nasz Dworzec Centralny w Warszawie.

Mieliśmy świeżo w pamięci ogrody Suzhou i urok wąskich uliczek starego miasta. Kiedy więc uświadomiliśmy sobie, że w odległości niewielkiego spaceru od naszego hotelu znajduje się historyczna enklawa Qi Bao, Mój Anioł stwierdził stanowczo:

- Nie muszę oglądać nowoczesnego Szanghaju. Wolę te stare dzielnice.

Deklaracja była ważna o tyle, że to był tak naprawdę nasz ostatni dzień w Chinach. Nazajutrz mieliśmy już tylko jechać na lotnisko.

Gdyby ktoś chciał dojechać tu metrem, powinien wysiąść na stacji o tej samej nazwie. Nam, jak wspomniałem wystarczył krótki spacer.

SHA 821

Enklawa jest niewidoczna z daleka, jakby ukryta za otaczającymi ją blokowiskami. Tylko charakterystyczna brama zdradziła nam, w którą stronę należy iść.

SHA 818

Kiedy doszliśmy do bramy, dalej wszystko stało się proste, bo enklawa to raptem kilka uliczek, po których nawigację ułatwiały billboardy z mapami.

SHA 802

Oczywiście nie takich wielkich jak ten reklamujący Dragon Boat Festival, który miał miejsce poprzedniego dnia, i na który specjalnie wybraliśmy się do Suzhou, by potem zfascynowani urokiem miasta zupełnie o nim zapomnieć.

SHA 803

Jeśli Dragon Boat Festival, to nie może się obyć bez zongzi – porcji ryżu z rozmaitym nadzieniem owiniętych w liście bambusa.

SHA 805

Jeśli chodzi o jedzenie, to liczne stoiska oferowały znacznie bardziej egzotyczne frykasy, które niekoniecznie gotów byłbym natychmiast spróbować.

SHA 809

Małe ptaszki wielkości ludzkiej dłoni oferowane na patyku, bardziej budziły moje współczucie niż apetyt.

SHA 810

Kiedy jednak oswoiłem się już z ich widokiem, skala przesunęła się gwałtownie w dół. Na innym stoisku oferowano bowiem ptaszki welkości nie większej niż pisklęta. Nabite po kilka sztuk na jeden patyk.

SHA 811

Miałem już dosyć drobiu, więc gdzie indziej wzrok przykuła wieprzowina. Świńskie ogony, albo świńskie ryjki. Co kto woli.

SHA 812

I tak od sklepu do sklepu, od stoiska do stoiska…

SHA 806

Nad tym terenem góruje dzwonnica o charakterystycznym kształcie pagody.

SHA 801

Na górze odnaleźliśmy dzwon, który według legendy przyniosły tutaj wody rzeki Puhui.

SHA 819

SHA 804

Nad brzegami rzeki rozlokowały się pawilony herbaciarni. I znów te charakterystyczne dachy z zakrzywionymi ku górze narożnikami oraz dominującym czerwonym kolorem. Tego szukaliśmy w Qi Bao.

SHA 807

Tu czekało na nas blisko jedenaście wieków historii. Qi Bao zostało bowiem ząłożone mniej więcej w tym czasie, kiedy w Polsce rządził Mieszko I. Wystarczy jednak wyjść na mostek, by zobaczyć, na jak niewielkim obszarze ta historia przetrwała. Blokowiska są na wyciągnięcie ręki i ciasno otaczają enklawę.

SHA 808

W jednym z zaułków znaleźliśmy salon z kiss kiss fishes. Była okazja by odpocząć chwilę, a przy okazji pozwolić rybkom przeprowadzić peeling.

SHA 813

Kiedy wyszliśmy, było już ciemno. A wieczorem jak zwykle Chińczycy wylegają do parków i na place by potańczyć. Tak samo jest i w Qi Bao, a Anioł natychmiast dołączył do miejscowych pań bez problemu radząc sobie z poszczególnymi układami.

SHA 814

SHA 815

Właśnie o zmroku pawilony nad rzeką wyglądają najpiękniej.

SHA 816

Staliśmy przez kilka minut na mostku chłonąc widoki zanim udamy się w inny świat, do metra.

SHA 817

Z tak zwanym day passem, czyli kartą umożliwiającą nieograniczoną liczbę przejazdów komunikacją miejską pojechaliśmy ze stacji Qi Bao w kierunku centrum. Mimo wszystko chcieliśmy chociaż przez chwilę rzucić okiem na drapacze chmur Pudong.

SHA 820

Gdańsk, 11.04.2017; 23:20 LT