Od dawna nie ma już chałupy mojej babci. Ba! W większości umarli już krewni z pokolenia moich rodziców. Powoli okrywają się mgłą zapomnienia odległe w czasie święta. Czasem ocalony jakiś przedmiot, świąteczna kartka, zdjęcie przywołują wspomnienia, które nagle z tonów sepii przybierają najświeższe barwy. Co zostanie po nas? Co będą wspominać następne pokolenia?

Chyba podczas ostatniej wizyty we wspomnianej chałupie, zanim zrównano ją z ziemią już po śmierci babci, znalazłem na strychu list. Zabrałem go ze sobą i ocalał. Powracam do niego czasem w okolicach Bożego Narodzenia.

Pisany był przez mojego wujka niemal dokładnie 74 lata temu. Wujek został przez Niemców zabrany na przymusowe roboty. Stamtąd wysłał ów list.

Poprawiłem niektóre błędy, lecz stylistyka została oryginalna. Oprócz opisu tamtych świąt warto pochylić się nad wstępem. Dziś już tak się nie pisze. O ile w ogóle jeszcze pisze się tradycyjne listy zamiast e-maili.

List z niewoli 

List pisany dnia 28 XII 1942 r.

W pierwszych słowach mego listu, Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus, pozdrawiam Was kochane Rodzice, że jestem zdrów z łaski Pana Boga, czego wam kochane Rodzice życzę. List z kolędą otrzymałem 23 grudnia, za który wam kochane Rodzice dziękuję. A teraz posyłam wam kochane Rodzice swój list wielkim żalem, bo taką miałem wigilię. Mozecie se pomyśleć, że jak Mamusia nieraz gotowała zupę, jak pomyła saganek po zupie to lepsze było jak to co oni nam dali na wigilię.

Ale to się wszytko wytrzyma. Już krócej jak dalej. Jak Pan Bóg da zdrowie to się niedługo zobaczem.

Pisałem do domu o koszulę i o suchary, to napisać mi czy z domu Mamusia odesłała.

Wysłałem do domu 12 grudnia list. Jestem ciekawy czy doszedł, czy nie? I napisać mi czy w Polsce jest ciepło czy zimno, bo u nas to pogody. Słońce świeci i jest ciepło.

A teraz piszę kochane Rodzice, że pierwszy list otrzymałem, a drugiego jeszcze nie otrzymałem. A teraz piszę, Mamusia pisała czy nas tam dużo jest, jest nas 18 w jednej sali, a jest takich sal cztery.

Na święta to my mieli bardzo kiepsko, bo nam dali 1 kilo chleba i po piętnaście deka kiełbasy i pięć deka sera, takiego co byście nie chcieli wcale jeść. I to było na trzy dni świąt. Tylko nam dawali obiady, ale to wszystko mało, bo chleb się zjadło jednego dnia, a przez dwa dni tylko człowiek żył jednym obiadem, bo więcej nie było. A i to co dają to też mało.

Mamusia pisała, żeby się  uskarżać na gardło, ale to nie pomoże, bo od nas z baraku leży dziewczyna na łóżku, chora, to jej nie chcą zwolnić, a mnie Mamusia każe się uskarżać, że mnie gardło boli. To nie pomoże.

A teraz proszę kochane Rodzice przysłać mi jeszcze więcej kopert, bo te dwie koperty  to mało. Przysłać mi więcej. Jeszcze z pięć kopert.

A teraz proszę kochani Rodzice opisać mi wszystko co tam w Tchórzewie słychać, i czy wiecej nie biorą do Prus? Jak będzie miał Stasio kartę do Prus, to niech wcale nie wyrusza z miejsca. To ma tak głodować jak ja, to niech lepiej w domu zginie jak ma jechać do Prus.

Kończę to pisanie. Pozdrawiam was kochane Rodzice. Pozdrawiam Stasia, Władzia i Sabusię. Do miłego zobaczenia.

Proszę o prędki odpis.

Różne bywają oblicza świąt. Warto pamiętać o tamtych, nieporadnie opisanych wyblakłym już atramentem na błękitnej kartce papieru. Odchodzi w przeszłość pokolenie, które doświadczyło tamtej nieporównywalnej z niczym, wojennej biedy. Ludzie, dla których wojna jest tylko książkową lub filmową historią, a śmierć za ojczyznę pięknym, romantycznym hasłem, jak ćmy do płomienia świecy mkną ku kuszącym utopijnym blaskiem ideom wielkości swoich krajów. Zapominają, że wielkość jednych może zaistnieć tylko przy małości innych. Czasy nadchodzą takie, że wielkość i czystość kraju po głowie snuje się wszystkim. Wydaje się, że tylko zawołać, a wrócą wyidealizowane złote lata. Komuś jednak musi przypaść w tej przepychance rola przegranego. „Wy jeszcze nie wiecie, co komu pisane…”, jak śpiewał Bułat Okudżawa.

Życzę Wam byście nigdy nie musieli pisać listów takich jak ten. By Boże Narodzenie już na zawsze było radosnym świętem, pełnym rodzinnego ciepła i poczucia bezpieczeństwa. By było syte i przynosiło wytchnienie od codzienności. Niech nie będzie znaczone goryczą, głodem, upokorzeniem, niewolą. Warto o tym pamiętać zanim z gorącą, pełną idei głową ruszy się w owczym pędzie budować nowy świat.

Gdańsk, 24.12.2016; 00:40 LT