W sobotni poranek dobrze jest móc się wyspać. Jeżeli gdzieś lecimy to na ogół i tak się nie wysypiamy, bo noc zarwana. Tym razem błogosławiliśmy jednak nasz wylot z Gdańska o 12:15. Dzięki temu zupełnie nie musieliśmy się spieszyć.

BEL 35

Bez większych przygód znaleźliśmy się w Warszawie, która przywitała nas deszczem. W oczekiwaniu na przesiadkę korzystaliśmy z udogodnień business lounge.

BEL 33

I tu była miła niespodzianka, bowiem LOT zdecydowanie podwyższył standard oferowanych posiłków. Przede wszystkim na podróżnych czekały tam ciepłe przekąski oraz zupa, a kto nie chciał mógł zadowolić się tworzeniem n.p. kanapek. No i te ciasteczka – przynajmniej z wyglądu ciekawe, dekorowane n.p. truskawkami.

Kiedy zasiedliśmy w fotelach samolotu do Brukseli padało jeszcze mocniej. Pozostawało mieć nadzieję, że w samej Belgii pogoda będzie nam sprzyjać.

BEL 28

Ponieważ przylot planowany był na 18:35, uznaliśmy, że nie ma sensu katować się dalej. Odeśpijmy zarwaną poprzednią noc. Wystarczyło więc, że dotrzemy do zarezerwowanego wcześniej „Ibisa” znajdującego się przy lotnisku. Rano mieliśmy zająć się wypożyczeniem samochodu.

To był doskonały pomysł, bowiem po przybyciu do hotelu myśleliśmy już tylko o śnie. Dawno już nie udało nam się zasnąć przed północą, a tu proszę – o dwudziestej pierwszej w łóżku. Warto pojechać do Belgii by doświadczyć takiego luksusu. Nawet nie trzeba było nastawiać budzika. O ósmej byliśmy już obudzeni, rześcy i wypoczęci.

Bezpłatnym shuttle busem pojechaliśmy z powrotem na lotnisko, gdzie czekał na nas zarezerwowany kilka dni wcześniej opel meriva. Fajne auto na taką wycieczkę.

Dzięki temu, że była niedziela, uniknęliśmy korków. Pierwszy przystanek zrobiliśmy przy Kolumnie Kongresu, upamiętniającej kongres z 1830 roku, na którym przyjęto belgijską konstytucję. Bo Belgia jest bardzo młodym państwem. Istnieje mniej raptem 185 lat. Wcześniej była obiektem, politycznych rozgrywek wielkich mocarstw i poszczególne księstwa, albo prowincje przechodziły niejednokrotnie z rąk do rąk. Kiedy mówimy czasem, że historia Polski była skomplikowana, to cóż można powiedzieć o historii Belgii? Ziemie te były obiektem ciągłych rozgrywek pomiędzy Francją, Hiszpanią, Niemcami, Austro-Węgrami oraz Anglią. Dopiero od 1830 roku istnieje jako niepodległe państwo, a pierwszy król, Leopold I również został uwieczniony na szczycie kolumny.

BEL 06

Lwy strzegą kolumny jak i znajdującego się u jej podnóża grobu nieznanego żołnierza.

BEL 07

Zwiedzanie nie może jednak być zaliczone, dopóki nie wejdzie się na Groete Markt, czyli główny rynek. I słusznie, bowiem ociekające złotem kamieniczki wywołują ogromny szacunek dla twórców.

BEL 08

Co ciekawe, pomimo długiej, liczącej ponad tysiąc lat znanej historii miasta. Większość kamienic pochodzi z końca XVII wieku. O ile bowiem begijskie prowincje wcześniej przechodziły z rąk do rąk raczej bezkrwawo, to w 1695 roku wojska francuskiego króla Ludwika XIV dokonały bombardowania miasta. Z rynku ocalały tylko pojedyncze obiekty, dlatego większość kamienic ma na swoich frontonach ma daty rzędu 1697-1698. Były wybudowane na ruinach zbombardowanego rynku.

BEL 18

BEL 02

Jedną z nielicznych ocalałych budowli był gotycki… ratusz. Pomimo swoich rozmiarów, a przede wszystkim wysokiej wieży, która czyniła z niego doskonały cel, Francuzom nie udało się go zniszczyć.

BEL 09

Dla miasta było to ważne, bowiem ratusz świadczył o jego pozycji. Bruksela rywalizowała z Antwerpią, Gandawą, Brugią i innymi miastami. Każde z nich stawiało ratusz okazalszy, co z kolei zmuszało rywali do dobudowywania kolejnych fragmentów, by podtrzymać swoją pozycję.

Wieża brukselskiego ratusza ma 96 metrów wysokości, a na jej szczycie znajduje się figura patrona miasta, Archanioła Michała, zabijającego szatana.

BEL 10

Akurat wybijała piętnasta, kiedy weszliśmy do ratusza i okazało się, że właśnie o tej godzinie rusza wycieczka z angielskojęzycznym przewodnikiem po budynku. Zapłaciliśmy szybko po 5 euro i ruszyliśmy na zwiedzanie.

BEL 34

Niestety, nie można było robić zdjęć, a szkoda, bo kolejne sale były niezwykłej urody. Poza tym mieliśmy niezwykły bonus, bowiem ratusz żyje – odbywają się tam posiedzenia m.in. rady miasta, pracują rozmaici urzędnicy miejscy, a my mogliśmy te miejsca obrad i spotkań oglądać korzystając z faktu, że niedziela to dzień wolny. Z artystycznego punktu widzenia zapewne najcenniejsze są tamtejsze arrasy, lecz na mnie największe wrażenie zrobiły obrazy przedstawiające Brukselę, jakiej już nie ma.

W połowie XIX wieku przyjęto bowiem projekt „sanacji miasta”. Największym problemem była bowiem… woda. Woda była tak zanieczyszczona, że od średniowiecza dzieci piły… piwo. To chroniło je przed chorobami. Być może dlatego w Belgii jest aż tyle gatunków piwa. Niewielka rzeka Senne oraz kanały były jednym wielkim ściekiem. Nikt majętny nawet nie dopuszczał myśli o mieszkaniu nad wodą. Fetor oraz zarazki odstraszały. Projekt sanacji zakładał m.in. „wyprostowanie” rzeki, by przyspieszyć jej bieg przez miasto oraz… przykrycie je nowymi ulicami. Dzisiaj Senne płynie przez Brukselę głównie pod ziemią. Władze miasta rozpoczynając sanację wiedziały, że to ostatnie dni Brukseli jaką znają – takiej która przypomina na przykład Bruggię. Dlatego zleciły namalowanie szeregu obrazów, które miały uwiecznić tamto odchodzące w przeszłość miasto. I właśnie te obrazy można do dziś podziwiać w ratuszu.

Jeżeli już o piwie się wspomniało, to oczywiście trzeba dodać, że oferuje się je na każdym kroku. Są specjalne sklepy wyłącznie z piwem.

BEL 30

My oczywiście w końcu też musieliśmy odpocząć i to była pierwsza okazja do degustacji belgijskiego piwa, która oczywiście była potem jeszcze niejednokrotnie celebrowana.

BEL 29

Podobnie jak i jedzenie gofrów.

Gofry po prostu są wszędzie i niemal wszędzie (a przynajmniej tam, gdzie my chodziliśmy) stały po nie kolejki. Są nieco inne niż nasze. Ciasto bardziej przypomina drożdżowe (nasze jest bardziej naleśnikowe). Przede wszystkim zaś są słodsze. Goły wafel jest wystraczająco słodki – słodszy niż nasze z posypką.

Ludzie jedzą je dosłownie wszędzie. Czasami po prostu siadają na krawężnikach wokół rynku.

BEL 03

Niektóre sklepy bronią się ustawianiem tabliczek przed ich witrynami, zakazującymi ludziom siadania tam.

BEL 20

Przy okazji – mile połechtał nas fakt, że w wielu miejscach mówi się po polsku.

BEL 19

W wąskich uliczkach oprócz gofrów i piwa, króluje przede wszystkim czekolada.

BEL 17

BEL 01

Z Groete Markt, na który zawitaliśmy po raz kolejny, ruszyliśmy na poszukiwanie Maneken Pis – figurki siusiającego chłopca.

BEL 11

BEL 13

BEL 12

BEL 16

Według legendy podczas bombardowania Brukseli przez Francuzów mały chłopiec wspiął się na barykady i wysikał się ostentacyjnie w kierunku atakującego wroga. Takiego go uwieczniono.

BEL 14

Dopchać się do figurki nie jest łatwo. Zawsze stoi przed nią tłumek turystów i oczywiście każdy chce się tam sfotografować.

BEL 32

Tradycją stało się ubieranie chłopca na różne okazje. Trudno zliczyć jego wszystkie kreacje. Ciekawa akcja, ale ja chętnie obejrzałbym go takiego, jak go rzeźbiarz stworzył.

Oczywiście w dobie poprawności politycznej (a pewnie i w celach marketingowych) wysłuchano też głosów feministek, by ustawić także fontannę sikającej dziewczynki. Jeanneke Pis stanęła w uliczce po przeciwległej stronie Groete Markt.

Wtedy o swoje upomnieli się także obrońcy praw zwierząt i wywalczyli ustawienie figurki Zinneke Pis – sikającego psa.

Pora już była wracać na parking, lecz po drodze napotkaliśmy piekarnię, w której na oczach przechodniów przygotowywało się drożdżówki. Nie mogliśmy przejść obojętnie i nie spróbować wypieku.

BEL 31

Następnym punktem programu była brukselska secesja. Przeczytaliśmy, że na początku XX wieku, kiedy art noveau zawładnęło Europą, w Brukseli bardzo wiele kamienic powstało w tym stylu. Niestety, znaczna część z nich została później wyburzona. Rzekomo numerem jeden jest dom będący zarazem muzeum Victora Horty, jednego z najlepszych architektów tego stylu. Przyznam jednak, że bryła budynku mocno mnie rozczarowała jak na „numer jeden”.

BEL 23

Zanim tam jednak dotarliśmy piękna gra barw nad panoramą Brukseli skusiła nas by zatrzymać się jeszcze na wzgórzu, w pobliżu pomnika obrońców ojczyzny w I i II wojnie światowej.

BEL 21

Po sąsiedzku rozłożył się monumentalny pałac sprawiedliwości.

BEL 22

Zrobiło się ciemno a nas czekała jeszcze jazda do Gandawy, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Wizytę w Brukseli postanowiliśmy więc zakończyć przy Atomium – niezwykłej konstrukcji, jaka powstała na wystawę Expo 1958. Przedstawia kryształ żelaza powiększony 165 miliardów razy.

BEL 05

Całość ma 108 metrów wysokości, a więc jest wyższa od wieży ratusza. Wewnątrz kul reprezentujących atomy znajdują się rozmaite ekspozycje, a łączącymi je wiązaniami biegną korytarze i schody. Było już zdecydowanie z późno na zwiedzanie (czynne tylko do siedemnastej), więc tylko zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia na dole.

BEL 25

BEL 26

BEL 27

Z listy skreśliliśmy Waterloo leżące bardzo blisko Brukseli. Robiło się zbyt późno, więc może innym razem. Ruszyliśmy w drogę do Gandawy.

Gdańsk, 25.10.2015; 16:50 LT