O Kozłówce słyszałem wcześniej bardzo niewiele. Przede wszystkim, że zebrano tam trochę socrealistycznych rzeźb ratując przed zniszczeniem na fali entuzjazmu po upadku komunizmu no i oczywiście, że jest tam piękny pałac. Tylko tyle. Jeszcze jeden dowód na to jak niewiele wiemy o własnym kraju, a jego wschodnich województwach w szczególności.

Po noclegu w Niemcach do Kozłówki mieliśmy zaledwie dwadzieścia kilometrów. Krótki odcinek jak na nasze dotychczasowe doświadczenia.

mapa

Pogoda była wciąż piękna. Upalne lato rozpieszczało nas słońcem. Z przyjemnością zaparkowaliśmy w cieniu i z przyjemnością ruszyliśmy na spacer parkowymi alejami podziwiając ptaszarnie i delektując się cieniem wiekowych drzew. Obeszliśmy park dookoła i znaleźliśmy się w ogrodzie, którego perspektywę zamykał okazały pałac.

K 01

Dopiero teraz uświadomiliśmy sobie, że trafiliśmy w niezwykłe miejsce, lecz wciąż nie wiedzieliśmy co nas czeka w środku.

Kupiliśmy bilety. Może to magia miejsca tak działa, lecz uprzejma pani sprzedająca wejściówki każdemu tak dokładnie tłumaczyła jakie bilety obowiązują na jaką wystawę i co może w danej chwili obejrzeć, że byłem pod głębokim wrażeniem kultury obsługi. Wciąż miałem w pamięci panią kasjerkę z lubelskiego zamku wykrzykującą na ludzi, że powinni sobie wywieszone karteczki przeczytać, zanim zaczną kupować.

Nasz bilet obejmował zwiedzanie powozowni, wystawy socrealizmu oraz przede wszystkim samego pałacu.

K 03

Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem. Lubię to, ponieważ można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy niekoniecznie opisanych w książkach, a przede wszystkim dowiedzieć się rzeczy podstawowych, jeśli przyjeżdżało się, co tu dużo mówić, nieprzygotowanym. Już na samym początku dowiedzieliśmy się, że pałac otrzymał w prezencie ślubnym hrabia Konstanty Zamoyski i, że początkowo wcale nie był zadowolony z konieczności osiedlenia się na odludziu, w niezbyt reprezentacyjnej rezydencji.

Zaczął jednak według własnego uznania „cywilizować” pałac, zmieniając jego wyposażenie, a wkrótce poddając gruntownej przebudowie. Efekt mieliśmy oglądać podczas zwiedzania.

K 09

Już sama klatka schodowa pełna obrazów w złoconych ramach robiła wrażenie. Z niej wchodziliśmy do kolejnych pomieszczeń, każde odmienne. Zielony gabinet Konstantego Zamoyskiego i utrzymana w brązach, beżach i czerwieni jego sypialnia.

K 10

K 11

K 12

Dlaczego sypiał u siebie, a jego małżonka w swojej sypialni? Nie wiem, może arystokraci tak mieli.

Obok sypialni łazienka, a w niej między innymi, piękny piec z porcelanowymi kaflami firmy Villeroy & Boch. Piece we wszystkich pomieszczeniach to swoiste dzieła sztuki.

K 13

Następnie przeszliśmy do sypialni hrabiny, gdzie dominującym kolorem był niebieski. Nie sposób wyliczać wszystkich eksponatów, które się tam znajdują

K 14

Z sypialni przechodzimy do Salonu Czerwonego, najbardziej reprezentacyjnego pomieszczenia pałacu.

K 15

K 16

I znów bez liku pięknie zdobionych mebli, kryształowe żyrandole, zatrzęsienie obrazów (wiele z nich to kopie zamówione przez hrabiego) i oczywiście porcelana. Za nim kameralny Salon Biały z równie licznymi eksponatami.

K 17

Na czym polega fenomen Kozłówki? Przecież niejeden taki pałac znajduje się w Polsce. Na tym, że to jeden z bardzo nielicznych przykładów magnackiej rezydencji, która zachowała się wraz z zawartością. Pałace, które często oglądamy są albo zaadoptowane na muzea, albo zdobione są eksponatami zebranymi z rozmaitych innych miejsc. W Kozłówce zaś przetrwało całe oryginalne wyposażenie. Od mebli po zastawę stołową. Wydaje się nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności, że wojenna zawierucha oszczędziła to miejsce. Niesamowite jest, że kiedy przechodził tędy front, rosyjscy żołnierze kwaterowali w majątku Kozłówka. Trudno o lepsze miejsce do grabieży czy po prostu zwykłego wandalizmu. Ich dowódca jednak surowo zakazał zbliżania się do pałacu i dotykania czegokolwiek. Wystarczył jeden światły człowiek, który zachował trochę kultury pośród wojennego barbarzyństwa…

Kiedy minęło niebezpieczeństwo frontowe, nastało kolejne. Nowe polskie władze nie były przychylne arystokracji. Można się było spodziewać wszystkiego. Niemało widzieliśmy przecież zrujnowanych folwarków zamienionych kiedyś na PGR-y, w których pałac był takim samym budynkiem jak każdy inny. I znów szczęśćie uśmiechnęło się do Kozłówki, ponieważ został wytypowany jako muzealna składnica. Ot, taki magazyn, ale dzięki temu budynek z wyposażeniem mógł dalej przetrwać w stanie z grubsza nienaruszonym.  Kiedy w 1979 roku otrzymał status samodzielnego muzeum, stał się bezpieczny.

My tymczasem dotarliśmy do jadalni, w której na stołach można podziwiać właśnie oryginalną zastawę stołową Zamoyskich.

K 18

K 19

K 20

Dlaczego tylko dwa kzesła? Tu jadał tylko hrabia z hrabiną.

Za jadalnią biblioteka ze stołem bilardowym.

K 21

Opusczamy pałac. Idziemy do przylegającej obok kaplicy.

K 24

Zbudowana została na początku XX wieku, a architekt wzorował się na kaplicy królewskiej w Wersalu. W kaplicy znajduje się m.in. kopia nagrobka Zofii Zamoyskiej, babki Konstantego, który darzył ją szczególnym uczuciem i dlatego postanowił zachować ją ku pamięci potomnych w kaplicy. Oryginalny nagrobek znajduje się we Florencji.

K 23

Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie po przepięknych ogrodach nieopodal głównej bramy spacerują pawie.

K 02

Stąd pałac i sąsiednie zabudowania prezentują się równie okazale.

K 04

Patrząc s tronę pałacu, po prawej stronie mamy powozownię, którą obejrzeliśmy lecz nie wolno było tam wykonywać żadnych fotografii, a po lewej urządzona w dawnej powozowni galeria sztuki socrealizmu. Dobrze, że została naturalnie odseparowany od reszty majątku, ponieważ jest trochę jak zgrzyt w harmonijnej atmosferze owej magnackiej posiadłości. Cieszę się jednak, że ktoś zachował tamte eksponaty. Sztuki nie powinno się niszczyć co nie znaczy, że akceptuje się jej przesłanie. Może służyć jako ostrzeżenie

U wejścia wita napis: „Wróg cię kusi coca colą”. Dziś, kiedy w upalny dzień popijamy ów gazowany napój, w głowie się nam nie mieści, że dawniej taki wybór był sprawą polityczną. I synonimem zachodniego luksusu.

K 05

Dziś możemy się śmiać, że członkowie rolniczej spółdzielni produkcjnej piszą do prezydenta kraju, informując iż „obywatelka (…) zobowązuje się opielić działkę buraków przed terminem”. Już pomijając sam fakt, że pielić trzeba wtedy kiedy pojawią się chwasty, a nie przed terminem, powaga takiego absurdalnego z naszego punktu widzenia listu musi budzić niepokój. Takie absurdy były ówczesną codziennością, a ten kto uznał je za absurd, mógł swoje poglądy przypłacić życiem/

K 07

Młodzi popdpierają się internetem w telefonach komórkowych by zrozumieć więcej z tej wystawy. My wiemy, że gdyby nie upadek komunizmu to pewnie ani takich komórek ani tak rozwiniętej sieci intenrnetowej byśmy nie mieli. Jakieś toporne modele własnej produkcji byłyby dostępne na zapisy, a niektóre zachodnie w peweksach za horrendalne ceny.

K 08

K 06

K 26

I sama Kozłówka pewnie by tak nie wyglądała. Dziś raduje oczy swoim pięknem, chociaż nie w całości jeszcze odrestaurowania. Jeszcze niektóre fragmenty wymagają pracy i środków na odnowienie.

K 25

Gdyby komuna przetrwała to całość wyglądałaby tak właśnie. No, może pawia na parapecie by nie było.

Gdańsk, 29.03.2015;  16:50 LT