Co wybrać, kiedy ma się niewiele czasu na zwiedzanie? Wiadomo, że nie da się zobaczyć wszystkiego. Już dawno pogodziliśmy się z tym, że wycieczki typu „coś tam w pigułce” i tak wnoszą niewiele. No bo wyobraźmy sobie na przykład obcokrajowca przyjeżdżającego po raz pierwszy w życiu na przykład na pięć dni do Polski. Co powinien zobaczyć? Warszawę. Ale co w Warszawie? Oprócz tego Kraków. Ok, jeden dzień w Warszawie, dwa dni w Krakowie, dorzucając Wieliczkę. Gdańsk? Dobrze by było, ale w ten sposób każemy temu turyście jechac przez całą Polskę. Co najmniej dzień na podróż, jeśli ten ktoś nie ma budżetu przygotowanego na przemieszczanie się samolotem. Może jednak powinien zobaczyć także Tatry? A może Mazury? A dlaczego nie Lublin, Zamość albo Puszczę Białowieską? Opuścić Malbork, jeśli już jedzie się do Gdańska, też szkoda. Czym jednak jest Polska bez wierzb Mazowsza, z muzyką Chopina w tle, płynącej z Żelazowej Woli? Bez kurpiowskich wycinanek i pasiaków? Nie da się szybko zaliczyć Polski „w pigułce”. Ani żadnego innego kraju. I tak jak musimy pogodzić się z tym, że życia nam nie starczy by przeczytać wszystkie ciekawe książki, obejrzeć filmy i obrazy, oraz że umrzemy nie wysłuchawszy wielu arcydzieł muzyki, tak samo trzeba dać sobie spokój z szaleńczym odhaczaniem kolejnych punktów wycieczek, a skupić się na tym, co jest aktualnie w zasięgu. Smakować całość poprzez detal i cieszyć się chwilą.

Z takim nastawieniem jechaliśmy na trzy dni do Azerbejdżanu, a dzień drugi postanowiliśmy poświęcić na wypad do Gobustanu, nie roztrząsując problemu czy nie byłoby lepiej pojechać w innym kierunku, albo skupić się wyłącznie na Baku.

Omijając centrum wyjechaliśmy więc na autostradę, z której widać wciąż było „Płonące wieże”, srebrzyste w świetle dnia, oraz zbudowaną nieopodal wieżę telewizyjną.

B50

Gobustan leży kilkadziesiąt kilometrów na południowy zachód od Baku. Wyruszyliśmy tam, by obejrzeć naskalne rysunki oraz błotne wulkany.

B77

Autotrada biegnąca wzdłuż wybrzeża Morza Kaspijskiego wiodła nas początkowo monotonnymi przemysłowymi rejonami. Oczywiście autostarada autostradą, ale uważać należało na dość swobodne traktowanie przepisów ruchu przez miejscowych kierowców. Zatrzymywanie się gdziekolwiek, albo nawet jazda pod prąd nie były niczym niezwykłym.

B52

Wkrótce krajobraz przemysłowy okolic Baku został w tyle i znaleźliśmy się na rozległym pustkowiu o stepowym charakterze, znaczonym wyrastającymi gdzieś na widnokręgu płaskowyżami o stromych zboczach. Krajobraz kształtowany przez działalność wulkaniczną jak i erozję porowatej skały.

Kamienny „witacz” z napisem „Gobustan” informował nas, że należy zjechać z autostrady w boczną drogę.

B53

Teraz zrobiło się jeszcze bardziej pusto. Samotnie doatrliśmy do granicy rezerwatu. Posterunkowy zanim otworzył szlaban wypytał nas, co my za jedni, a potem zaproponował, że może oprowadzić nas po okolicy. Nie jesteśmy rannymi ptaszkami, więc na trasę wyruszyliśmy stosunkowo późno. Nie pędziliśmy też na złamanie karku, więc to już bylo „dojrzałe popołudnie”. Nawet gdybyśmy chcieli zdecydować się na taką eskapadę (czego zazwyczaj wolę unikać, ponieważ taka uczynność spontanicznych przewodników często kończy się gwałtownymi żądaniami wygórowanej zapłaty), to jednak musieliśmy pamiętać o wulkanach błotnych, które bardzo chciałem zobaczyć, a groziło nam, że dotrzemy do nich już po zmierzchu.

B54

Powiedzieliśmy więc panu strażnikowi, że przemyślimy ofertę, a póki co, pojedziemy do muzeum. Otworzył szlaban, i po kilometrze albo dwóch prostej drogi dotarliśmy do pustego parkingu, z którego prowadził szeroki chodnik do niepozornego budynku muzeum.

B60

Bilet wstępu kosztował dwa manaty, co w przeliczeniu na nasze dawało około osiem złotych.

bilet gobustan 001

Ledwie znaleźliśmy się wewnątrz, znów, tym razem etatowy przewodnik, zaoferował nam swoje usługi zarówno oprowadzenia po ekspozycji, jak i potem po okolicy. Z doświadczenia wiemy, że warto często skorzystać z takiej usługi profesjonalisty, jeśli jest się ciekawym czegoś więcej niż tylko kilku zdań z książkowego przewodnika, ale tym razem ograniczał nas czas. Sami więc obejrzeliśmy ekspozycję, która opowiadała m.in. o genezie pobliskich petroglifów, bo tak nazywane są naskalne rysunki.

Rozpoczęto od zarania dziejów gatunku ludzkiego, czyli od ekspansji homo sapiens z jego kolebki mieszczącej się gdzieś w centralnej Afryce, mniej więcej dwieście tysięcy lat temu. Przebieg owej wędrówki człowieka przedstawiała mapka.

B58

Według niej około czterdzieści tysięcy lat temu ludzie dotarli w rejon Morza Kaspijskiego i z tego czasu pochodzą pierwsze naskalne rysunki.

B59

B56

Ekspozycja objaśniała znaczenie wielu z nich, a także przedstawiała wydobyte z wykopalisk przedmioty, ponieważ z uwagi na ukształtowanie terenu i porowatość skał, dość intensywnie rozwijało się tutaj osadnictwo.

B57

Z muzeum ruszyliśmy krętą drogą wiodącą górę na płaskowyż. Na jego stokach pośród rumowiska skał miały znajdować się owe rysunki. Najpierw jednak trzeba było nacieszyć oczy widokiem okolicy. Wsie i miasteczka rozrzucone były nad brzegiem morza. Tu zaś tajemnicze, skaliste pustkowie budziło oprócz zachwytu wręcz pewien niepokój.

B64

Nieco na  północny wschód widać było biegnące w morze kilometry pomostów. To wodne miasta – arterie na rusztowaniach łączące gromady szybów naftowych.

B63

Zaczęliśmy się rozglądać. I przypomniała mi się pustynia Nazca. Tam w pierwszej chwili nie mogliśmy nic odczytać z plątaniny linii, dopóki nasze oczy nie zorientowały się czego tak parawdę należy wypatrywać. Podobnie było tutaj. Najpierw tzreba było dość uważnie przyglądać się skałom, by wyłapać wydrapane petroglify.

B65

B69

Istnienie rysunków dla współczesności datuje się dopiero od 1939 roku. Przetrwały dziesiątki tysięcy lat zapomniane na tym odludziu, zauważone dopiero kilkadizesiąt lat temu przez pracujących wśród rumowiska skał robotników.

B73

Tak jak Nazca miała swoją Marię Reiche, która poświęciła życie tamtejszym geoglifom, tak rysunki w Gobustanie znalazly swojego oddanego opiekuna w osobie archeologa Izaaka Jafarzade. To on przez dwadzieścia pięć lat, do 1965 roku zidentyfikował i opisał trzy i pół tysiąca rysunków nazjdujących się na 750 skałach. Od tamtego czasu ilość kolejnych udokumentowanych rysunków co najmniej podwoiła się. Najstarsze pochodzą sprzed okolo czterdziestu tysięcy lat. Większość sprzed sześciu – ośmiu tysięcy. Są też i zupełnie świeże (w skali historii) ślady bo pochodzące ze średniowiecza. Można też odnaleźć rzymskie inskrypcje, świadczące, że mieszkańcy Imperium zapuszczali się aż tu.

Obecnie rezerwat znajduje się na liście światowego dziedzictwa ludzkości UNESCO. Wokół skał wytyczono szlaki, aby nie dopuścić do niekontrolowanego ruchu turystów, którzy mogliby zwyczajnie zniszczyć to, co przetrwało tysiące lat.

B68

Pomiędzy skałami wybudowano nawet specjalne pomosty, które pozwalają obejrzeć rzysunki i zarazem trzymać turystyczną stonkę na odległość.

B66

B67

B70

Pomiędzy jedną galerią rysunków a drugą podziwialiśmy niesamowitą strukturę wulkanicznych skał, skrywających w swoim wnętrzu niczym gąbka albo ser liczne puste przestrzenie.

B72

Nasze coraz bardziej wprawne oczy wyłapywały kolejne rysunki.

B74

B76

Było ich mnóstwo. Zwierzęta, ludzie, polowania, rytualne tańce i.t.d.

Kiedy uznaliśmy, że już wystarczy, ruszyliśmy do naszego terenowego nissana i wystartowaliśmy w poszukiwaniu położonych na podobnym pustkowiu błotnych wulkanów.

B61

B55

Sopot, 26.04.2014; 17;20 LT