Bywają takie momenty w dziejach świata albo narodu, kiedy ogół wstrzymuje oddech, a ludzie po latach wracają w rozmowach i myslach do chwili kiedy dane wydarzenie nastąpiło. Wspominają co robili, kiedy nadeszła wiadomość o owym wydarzeniu i jak ją przyjęli. Atak na World Trade Center, katastrofa w Smoleńsku, śmierć Jana Pawła II to tylko niektóre z nich. Należało do nich także niepsodziewane, tragiczne odejście „Królowej Ludzkich Serc”, księżnej Diany.

Znajdowałem się wtedy gdzieś na środku oceanu. Mimo, ze to ledwie szesnaście lat temu, technologia nie dawała łatwego, codziennego dostępu do informacji. W owym czasie hitem wśród marynarzy były małe radyjka opisywane jako „worldwide”, nastawione przede wszystkim na odbiór fal krótkich, dzięki czemu można było łapać rozmaite narodowe rozgłośnie. Problem w tym, że polskich prawie nie było słychać. Kiedyś nadawały Radio Wolna Europa oraz Głos Ameryki, ale po upadku komunizmu przestały. Czasem jeszcze udało mi się złapać Radio France International, z krótkim serwisem po polsku. Niesamowite, ale u wybrzeży Chin jedyną polską stacją, którą udawało mi się w miarę regularnie „łapać’ o świcie było… Radio Maryja.

Wówczas nie słuchałem radia. Może zabrakło mi cierpliwości, a może różnica czasu sprawiła, że nic jescze nie wiedziałem. W słoneczne, gorące popołudnie wdałem się w służbową rozmowę z kapitanem, Grekiem, który namiętnie słuchał swojego radia, a greckich rozgłośni miał do wyboru przynajmniej kilka. Rozmawialiśmy o rozmaitych statkowych problemach kiedy nagle wtrącił uwagę:

- Co za dzień. I jeszcze ta śmierć Diany…

- Kogo?!!!

- Diany.

Nie docierało to do mnie. Zapytałem raz jeszcze by się upewnić.

- Tej Diany?

- Tak. Księżniczki Diany.

To był szok. Nie spodziewałem się, że wywrze to na mnie aż takie wrażenie.

Drugi szok nastąpił, kiedy znaleźliśmy się w zasięgu telewizji i ujrzałem tysiące opłakujących ją ludzi.

Trudno było nie pójść do kina na poświęcony jej film.

Pierwsze wrażenie: Naomi Watts wcieliła się w postać Diany doskonale. Momentami zapominało się, że to aktorka. Ponoć największym wyzwaniem był sposób mówienia księżniczki, lecz za mało wiedziałem na ten temat by potrafić to zweryfikować.

Zaskoczeniem była „nieoficjalna” fryzura Diany. Krótkie, proste włosy. Diana niemal zawsze była uczesana podobnie, lecz nigdy na gładko, a przynajmniej ja nigdy takiej jej nie widziałem.

I wreszcie treść filmu. Odnosi się do bodajże dwóch ostatnich lat życia Księżnej Walii i koncentruje się na bardzo intymnych sprawach, a mianowicie na uczuciu jakie pojawiło się między nią a pewnym chirurgiem pochodzącym z Pakistanu. Celowo nie używam słowa romans, poniewaz ma ono u nas pewne zabarwienie pejoratywne i kojarzy się z czymś z założenia przelotnym, nietrwałym i kojarzonym ze zdradą. W tym przypadku zaś wydawało się, że jest to miłość prawdziwa, a nie miłostka, tyle tylko, że wymagałby chyba od kochanków ucieczki na bezludną wyspę oraz odcięcia się od świata.

W świecie zdominowanym przez media, w świecie pełnym paparazzich czyhających za każdym rogiem, a jeśli nawet nie zawodowych paparazzich to zwykłych ludzi strzelających fleszami „na pamiątkę” nawet w eleganckich restauracjach, życie najsłynniejszej kobiety świata staje się pasmem udręk. Z jednej strony potrzeba prywatności i wolności, z drugiej tabuny fotgrafów, a do tego jeszcze surowe reguły gry narzucone przez królewski dwór pomimo formalnej separacji z mężem. Rozwód pozwala pozbyć się garba dworskich ograniczeń, ale najsłynniejsza kobieta świata nie przestała z tego powodu być najsłynniejszą i jej życie prywatne nadal stanowi łakomy kąsek dla plotkarskich redakcji.

Czy jest gotowy na to jej kochanek? Dzieli ich niemal wszystko. Przede wszystkim pozycja społeczna. Trudno być narzeczonym księżnej. Nawet jeśli jest się wziętym chirurgiem. A na dodatek w muzułmańskim społeczeństwie to mężczyzna jest dominującą stroną w małżeństwie i doktorowi trudno jest przyjąć do wiadomości fakt, że mógłby cokolwiek zawdzięczać wybrance swojego serca. Do tego dochodzą problemy natury religijnej i rodzinnej. Pomimo dorosłości, ten mężczyzna musi liczyć się z błogosławieństwem (lub jego brakiem) matki i pomimo, iż mieszka na drugim końcu świata, a do Pakistanu wracać nie zamierza tradycja pozostaje rzeczą świętą.

Ta miłość od początku znajdowała się w ślepej uliczce. Diana gotowa była poświęcić wszystko. Jej partner gotów był dać jej siebie, ale zachowując dotychczasową pracę i przykładny kontakt z rodziną. Film wywiera głębokie wrażenie właśnie owym wątkiem walki o utrzymanie tego związku. Scena z księżną przeskakującą przez jakieś płoty, w straszliwie podartych rajstopach umykającą o trzeciej nad ranem przed wzrokiem hien z aparatami więcej mówi o traumie braku prywatności niż niejeden poważny artykuł.

Mną wstrząsnęła przede wszystkim scena zerwania tego związku. Dramatyczne wołanie Diany, że codziennie miliony ludzi mówią jej, że ją kochają, lecz czy znajdzie się jeden mężczyzna, który powie to słowo tylko jej?  To ona musi zerwać nie widząc szans na wspólne życie i ucieka zrozpaczona boso przez park. Jak dla mnie, jest to jedna z najlepiej odegranych scen przez Naomi Watts, która mogłaby stać się kalsykiem gatunku, jak nie przymierzając, pamiętne „jutro też jest dzień” w ustach Scarlett O’Hara w „Przeminęło z wiatrem”.

Kiedy patrzyło się na oszalałą z rozpaczy Dianę biegnącą w nocy boso przez park, kiedy oglądało się ją w porozrywanych od przechodzenia przez płoty rajstopach, aż trudno było uwierzyć, że to ta osoba, którą świat uwielbiał oglądać w czasopismach, a miliony dziewcząt oraz kobiet marzyły by znaleźć się na jej miejscu. Jeszcze raz okazało się, że ani pozycja społeczna, ani pieniądze szcżęścia nie dadzą. I tak jak każdemu do życia potrzebna jest odrobina pożywienia, by zaspokoić łaknienie, tak nie da się żyć syto bez odrobiny miłości. Gonimy za nią i szukamy desperacko bez względu na wiek, pochodzenie i zajmowaną pozycję.

Jej znajomość z Dodim, która znalazła swój finał w paryskim tunelu, była już tylko aktem rozpaczy, lotem ćmy ku światłu.

Sopot, 29.09.2013; 15:50 LT