Moją poprzednią notkę o filmie Jasmine skomentowała Elle. Dziękuję, Elle. Twój komentarz był na tyle długi i na tyle ciekawy, że zamiast prowadzić polemikę pod wpisem, postanowiłem poświęcić głównej bohaterce filmu Allena jeszcze jedną notkę.

Oto komentarz Elle, a potem, pod gwiazdkami moja opinia.

„Większość recenzji internautów odnośnie Blue Jasmine upewnia mnie w tym, że zdecydowana większość widzów nie lubi Jasmine i chciałaby jej uświadomić, że nie jest lepsza od innych, tylko jej się tak wydaje. Muszę przyznać, że raczej współczułam Jasmine, a przynajmniej tak było do momentu, gdy wykonała ów telefon do pewnego urzędu. Zastanawiając się nad reakcjami ludzi na ten film, i doszłam do wniosku, że to w sumie całkiem naturalne, że Jasmine drażni większość ludzi. Ktoś, kto nie ma grosza, ale myśli o nauce. Kobieta, która wierzy, że zasługuje na dyplomatę, a nie na jakiegoś mechanika. Elegantka, która nie ma grosza przy duszy, ale nadal paraduje znakomicie ubrana i uczesana, zamiast wyglądać jak straszydło, jak by na żebraczkę przystało. Osoba przekonana o tym, że zasługuje na najlepsze, tak jak sugerują nam codziennie reklamy. Gdy traci wszystko, to myśli tylko o tym, jak wrócić do swojego uprzywilejowanego świata. Piszesz, że Jasmine szuka ofiary. Czy ten dyplomata naprawdę wyglądał na ofiarę? Raczej wyglądał na faceta, który chce zdobyć tę określoną kobietę. Przytoczę Ci w tym momencie pewien cytat z Onassisa. „Co by pan zrobił, gdyby pan stracił cały majątek?” – zapytano go kiedyś. „Poszedłbym do jakiejkolwiek pracy, harowałbym przez miesiąc lub więcej, ale odłożyłbym te pieniądze”. – odpowiedział. „I co by pan zrobił dalej?” „Kupiłbym sobie w sklepie najlepszy garnitur. A potem poszedłbym między bogatych ludzi. Bo tam są pieniądze” – tak odpowiedział Onassis. Nic dodać, nic ująć. Przynależność do najwyższej klasy społecznej, moim zdaniem, zaczyna się w głowie. Mimo załamania nerwowego, moim zdaniem zrozumiałego w jej sytuacji, Jasmine nie poddaje się. Nie chce rezygnować z marzeń, nie chce takiego życia, jakie prowadzi jej siostra Ginger. I jak widzimy podczas przyjęcia, na którym jest razem z siostrą, Jasmine przyciąga do siebie mężczyznę, który również ma w życiu pewne aspiracje. Tym właśnie różnią się od siebie klasy społeczne – poziomem aspiracji. Mój odbiór postaci Jasmine jest inny, niż większości internautów, pewnie dlatego, że osobiście nie waham się walczyć „o więcej”. Nie jestem żadną bogatą, rozpuszczoną panienką. Latami pracowałam w koncernie tak jak każdy zwykły śmiertelnik. Nie ukrywam jednak, że chciałbym od życia więcej, i nie boję się po to sięgnąć. Oczywiście moje otoczenie uważa, że powinnam być taka jak oni – ciężko pracować za grosze, zamiast próbować zrealizować śmiałe marzenia. Zwróć uwagę na to, że podobnie jest w tym filmie, gdy w dialogu: chłopak Ginger mówi do Jasmine – dlaczego nie możesz pakować zakupów w supermarkecie, przecież twoja siostra to robi… To by było na tyle mojego komentarza. Dodam tylko, że naprawdę mało jest na świecie ludzi, których stać na bunt. Takich, którzy chcą o coś zawalczyć. Dlatego Jasmine budzi cień mojej sympatii. Upada, ale próbuje się podnieść, zamiast zostać na ziemi.”

* * *

Czytałem powyższy tekst Elle i trudno było nie zgodzić się z wieloma jej racjami. Zastanawiałem się w czym tkwi problem. Dlaczego ta kobieta z aspiracjami wzbudziła moją niechęć?

Elle, to prawda, że przynależność do „najwyższej klasy”zaczyna się w głowie. To dlatego jest wielu nieszczęśliwych ludzi, którzy wygrali wielkie pieniądze na jakiejś loterii, lecz roztrwonili wszystko bynajmniej nie z przesadnej rozrzutności, lecz po prostu nie potrafiąc zrobić z dużym kapitałem czegoś sensownego. I na odwrót: kiedy czyta się biografie słynnych milionerów uderza, że ci ludzie nierzadko bywali na dnie tracąc całe swoje majątki, lecz wkrótce potrafili ponownie stać się bogaczami rozpoczynając inny rodzaj biznesu, z innymi ludźmi. Ubogiego człowieka niespodziewana wygrana paraliżuje. Oprócz radości z odmiany losu w jego życie wkrada się strach, że straci ów majątek wobec czego nie potrafi myśleć racjonalnie. W końcu albo „przejada” przez lata ten kapitał, albo inwestuje w coś „bezpiecznego” co okazuje się mizernym biznesem z takimż ostatecznym rezultatem. Często też, jak filmowa Ginger, wchodzi w spółki z ludźmi, którzy pozornie „wiedzą lepiej”, ale nie zawsze grają uczciwie. Bogacz nawet jeśli straci majątek wskutek załamania rynku albo innego nieszczęścia, nie rozpacza, lecz myślami jest już przy innych planach. Tak jak wspomniany przez Ciebie Onassis. Kiedyś czytałem o reakcji pewnego szejka na krach giełdowy. W ciągu jednego dnia stracił kilkaset milionów dolarów i skwitował tę wpadkę słowami: „to tylko pieniądze”. Myślę, że owo stwierdzenie oddaje całą różnicę myślenia pomiędzy bogatymi i biednymi. Jedni o nich marzą, niewiele robiąc, a ryzyko utraty nawet niewielkiej kwoty ich paraliżuje, natomiast dla innych są one tylko miarą sukcesu, elementem gry.

Pieniądze jakoś trzeba zdobyć. Są w zasadzie trzy możliwości: kradzież – tę skreślamy, genialny pomysł i jego samodzielna realizacja dająca w efekcie bajeczne bogactwo z niczego, oraz wejście w układ z kimś kto ma pieniądze i bezproblemowo odnajduje się w zawiłościach rynku. Do tej trzeciej opcji był potrzebny świetny garnitur Onassisowi.

Znam ludzi, którzy dysponując stosunkowo niewielką gotówką woleli „zainwestować” je w jedną a doskonałą część garderoby lub kosmetyk zamiast w kilka gorszej jakości. Do klasyki przeszło już stwierdzenie, że „nie stać mnie by kupować tanie rzeczy”. Nie powinno jednak chodzić o trwałość, z czym najczęściej owa sentencja jest kojarzona, lecz bardziej o styl jaki się prezentuje, o wyróżnienie się z tłumu.

No właśnie. Dokładnie tak postępuje Jasmine. Skąd więc ta niechęć? Czy tylko z zawiści, że prowadzi się ponad stan? Chyba nie. Nie zazdroszczę ludziom ich bogactwa i nie rozliczam jak do niego doszli, a jedyne pozytywne uczucie jakie zdołałem żywić to głównej bohaterki to co najwyżej współczucie.

Nie chodzi nawet o to, że nie chce pakować rzeczy w supermarkecie, bo ma wyższe aspiracje. Jeżeli czuje w sobie siłę, by się odbić, to jestem w stanie zrozumieć, że nie chce wsiąknąć w ten supermarket, który z czasem może pozbawić sprawczej mocy jej marzenia.

Cóż więc do cholery?

Próbowałem porównać Jasmine do przywoływanego przez Ciebie, potencjalnie zabnkrutowanego Onassisa. I nijak nie mogłem zanleźć podobieństwa. Onassis gotów był harować na ów przysłowiowy garnitur, by w nim pójść tam, gdzie są pieniądze i próbować dogadać się z kimś co do nowego projektu. Jasmine zaś po pierwsze nie uznawała za stosowne zarobić na ów garnitur (w jej przypadku chodziło o kurs designu). Onassis powiedział: „Poszedłbym do jakiejkolwiek pracy, harowałbym przez miesiąc lub więcej, ale odłożyłbym te pieniądze”, natomiast Jasmine traktuje niemal jako obrazę propozycję pracy jako sekretarka dentysy. Idzie tam dopiero wtedy, gdy staje się jasne, że innej możliwości po prostu nie ma.

Jasmine idzie na przyjęcie. To krok w dobrym kierunku. Właśnie tak, jak planował Onassis. Cóz jednak się dzieje? Czy Jasmine nawiązuje jakieś znajomości, które mogą potem pomóc w jej karierze projektantki? Nie. Ona po prostu zastawia sidła na faceta, którego najzwyczajniej w świecie okłamuje. Plecie o licznych willach rzekomo urządzonych według jej projektu, o życiu w bogactwie, lecz wszystko po to, by doprowadzić do jak najszybszego małżeństwa. Czy będzie w jego trakcie uczyć się aranzacji wnętrz by potem pracować jako projektantka? Śmiem wątpić. Tej kobiecie wystarzczy, że będzi opływać w bogactwa i jako żona swojego męża brylować na salonach.

Jasmine nie daje nic od siebie. Jasmine jest nastawiona przede wszystkim na branie. I tym zniechęca do siebie otoczenie. Nie życiem ponad stan, lecz roszczeniową postawą, by wszyscy ją w owym procesie wspierali.

I jest coś jeszcze. Empatia, a raczej jej brak. Każdy wybiera taką drogę życiową, na jaką go stać. Szczęście nie musi się kojarzyć wyłącznie z pieniędzmi i chwała Bogu. Dlatego tak piękna jest scena ze „Skrzypka na Dachu”, kiedy Tewje pogodziwszy się z zamążpójściem swojej córki za ubogiego krawca, podsumowuje z czasem ich małżeństwo jakoś tak: „Cejtel i Motel są biedni jak mysz kościelna, ale tak zakochani i szczęśliwi, że nawet tego nie zauważają”. Widzowie filmu Allena darzą sympatią Ginger nie dlatego, że jest biedniejsza od więlszości z nich, co pozwala na lepszą samoocenę. Ginger wzbudza sympatię bo jest szczera i szczere jest łączące ją z narzeczonym uczucie, pomimo wielu niedoskonałości. Ginger gotowa jest jednak je poświęcić przede wszystkim by pomóc przybranej siostrze. To siostry zdanie się liczy, a nie jej chłopaka. Bo Ginger czuje, że siotra znalazła się na zakręcie i pomimo doznanych wcześniej krzywd chce jej pomóc. A Jasmine? Jasmine nie osiągnąwszy swoją pracą i talentami nic, krytykuje życie Ginger. Korzystając z jej gościny jednoczesnie „otwiera jej oczy”, by uświadomić że to co ma, to nie jest żadne szczęście lecz marna wegetacja. Tylko człowiek pozbawiony empatii może czynić coś takiego. Jak można czuć sympatię do kogoś, kto próbował odszukać swojego syna „ilekroć był w potrzebie”? Nie, nie ilekroć dorastający syn (który wyprowadził się z domu) był w potrzebie, lecz ilekroć w potrzebie była jego rodzicielka. Dopiero wtedy przypominała sobie, że ma syna. Bo on, tak jak wszyscy powinien wspierać jej aspiracje.

Współczuję jej, bo pewnie skończy jako alkoholiczka w świecie złudzeń i poczuciu krzywdy oraz żalu do całego świata. Sympatii jednak wykrzesać nie mogę, ponieważ tak naprawdę Jasmine tylko mówi kim mogła by być, lecz nie robi nic w tym kierunku. Nastawiona na branie, za udzieloną pomoc odpłacić może co najwyżej krytyką czyjegoś sposobu życia. Jak już w poprzedniej notce napisałem, dla mnie to Oset, a nie Jaśmin.

Szczecin, 31.08.2013; 18:10 LT