Trudno przecenić rolę Międzyszkolengo Klubu Sportowego „Wiking” oraz Centrum Edukacji i Turystyki o tej samej nazwie w propagowaniu zwiedzania Szczecina i jego okolic od strony wody. Organizowane przez klub cotygodniowe wycieczki (dotowane przez Urząd Miasta, za co mu chwała) przyczyniają siędo ciekawego spędzania czasu przez samych szczecinian jak i stanowią fajną alternatywę dla turystów zwiedzających Zachodniopomorskie.

Odwiedziliśmy z Moim Aniołem Szczecin w ubiegły weekend i korzystając z pięknej pogody na zakończenie wakacji wybraliśmy się na wycieczkę pod nazwą „Szczecińska Wenecja”.

Start był zaplanowany na 10:30, więc mogliśmy spokojnie się wyspać. Przybyliśmy na Wyspę Jaskółczą punktualnie i już wkrótce wśród dwudziestu innych uczestników wodowaliśmy kajaki.

Szczecinska Wenecja 01

Najpierw popłynęlismy w dół rzeki. Minęlismy zabudowania dworca PKP. Wycieczki z przewodnikiem mają to do siebie, że człowiek dowiaduje się nowych rzezcy o mieście, które wydawałoby się, zna już całkiem dobrze. Wiedziałem na przykład, że zanim szczeciński dworzec stał się dworcem przelotowym, na początku stanowilł zakończenie linii prowadzącej z Berlina i był t.zw. dworcem czołowym. Nie wiedziałem jednak, że kiedy doprowadzono tutaj linię z Poznania, tory biegły mostem przez Odrę i odchodziły do dworca… prostopadle do już istniejących. Taki układ prostopadłych do siebie peronów istniał przez początkowe lata istnienia dworca, aż do 1859 roku, kiedy przekształcono go w dworzec przelotowy.

Zaraz za dworcem otworzyła się nam panorama na Czerwony Ratusz, a wkróce potem na kościół p.w. Św. Jana Ewangelisty ze strzelistymi wierzami katedry oraz rektoratu Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w tle.

Szczecinska Wenecja 02

XIV-wieczny kościół p.w. Św. Jana Ewangelisty jest drugą, najstarszą świątynią Szczecina. Ciekawe, że aby zbudować go na podmokłym guncie nad rzeką, musiano murowaną konstrukcję osadzić na wbitych w ziemię dębowych palach. Ile to wymagało wysiłku przy ówczesnej technice! Niestety, z upływem wieków  dębowe pale z coraz większą trudnością spełniały swoją rolę i konstrukcja kościoła zaczęła się… rozjeżdżać. Dziś można oglądać odchylone od pionu kolumny, które w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku zostały spięte u góry stalowymi linami. Dzięki temu stanowią dla siebie przeciwwagę i proces odchylania od pionu oraz nieuniknionego zdawałoby się zawalenia został powstrzymany. Ciekawe, że taką pieczołowitością ratowany kościół, przetrwał zmasowane bombardowania w II Wojnie Światowej, które zrównały z ziemią niemal całe Stare Miasto. Ba! Podczas prac konserwatorskich odkryto oryginalne, XIV-wieczne więźby dachowe, co oznacza, że ani ta, ani inna wojna, jak również żaden kataklizm tego kościoła nie doświadczył. Jest to więc wciąż ta sama, siedemsetletnia konstrukcja. Niestety, historyczne wyposażenie wnętrza miało mniej szczęścia i zostało zastąpione współczesnym, XX-wiecznym.

Przepłynęlismy pod Mostem Długim, zbudowanym na filarach zburzonego, przedwojennego poprzednika. Jeden i drugi był mostem zwodzonym. Tyle tylko, że obecny most podnoszony był po raz ostatni bodajże w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia i podczas zamykania dociskany był ciężkim sprzętem, ponieważ sam z siebie opaść nie chciał. Jego poprzednik zaś całkowicie otwierał się w kilkadziesiąt sekund. Zamykał oczywiście także. Ot, miara postępu technologicznego.

Pod ostatnim z mostów, którym Trasa Zamkowa wiedzie do centrum miasta zatrzymujemy się na chwilę, by zgłosić do kapitanatu portu nasz zamiar wpłynięcia na t.zw. obszar wód morskich. Oczywiście z morzem nie ma to nic współnego, a chodzi jedynie o fakt, że do tego miesca zapuszczają się statki morskie, których ruchem kapitanat portu zawiaduje.

Otrzymujemy pozwolenie na zgłoszony zamiar opłynięcia Wyspy Grodzkiej i ruszamy wprost na reprezentacyjne miejsce, znane chyba z wszystkich widokówek.

Szczecinska Wenecja 03.pg

Mamy rzadką możliwość podziwiania Wałów Chrobrego z zupełnie innej perspektywy. Przez lata była ona nidedostępna z powodu braku możliwości wejścia na teren portu dla przeciętnego śmiertelnika), a jęli nawet ktoś miał taką możliwość, to widok zasłaniały gęsto rosnące drzewa na wtórnie zdziczałej po wojnie wyspie. Sama wyspa była zaś dostępna głównie dla działkowców oraz trenujących w znajdującym się tam ośrodku kajakarzy.

Zatrzymujemy się u jej brzegów by spokojnie obejrzeć zabudowania na skarpach dawnego Fortu Leopolda, przekształconego w ową wizytówkę miasta przez burmistrza Hakena, który pozostaje póki co „burmistrzem wszechczasów”, z którego kadencji miasto rozwijało się najbujniej. To od jego nazwiska Wały Chrobrego przed wojną nazywały się Haken Terrase. Dziś Hermann Haken ma nazwane swoim imieniem rondo przy jednej z wylotowych ulic miasta.

Szczecinska Wenecja 05

Stoimy, a potem płyniemy wśród białych nenufarów. To widok jeszcze do niedawna nie do pomyślenia. Brudna i śmierdząca przed laty Odra powoli wraca do życia. Te nenufary to efekt m.in. uruchomienia oczyszczalni ścieków na Pomorzanach.

Szczecinska Wenecja 04

Połóudniowa część wyspy została wykarczowana i właśnie w sierpniu bieżącego roku na ten teren wkroczyły maszyny budowlane. To pierwszy etap przywracania wyspy mieszkańcom miasta. Ma być w przyszłości połączona mostkiem z nabrzeżem Starówka, zwróconym miastu przez port., a jako pierwsza powstanie tam marina. W podstawowej wersji (keje i sanitariaty) ma być gotowa już w przyszłym roku, kiedy to w Szczecinie odbędzie się po raz drugi finał Tall Ships Races. Z pierwszym finałem, przyznanym Szczecinowi w 2007 roku, było trochę (przy zachowaniu wszystkich proporcji)  jak z Euro 2012. Ogladając postęp prac przygotowawczych oraz porównując rzeczywistość z zamierzeniami, powszechnie przewidywano, że będzie wielka kompromitacja. Tymczasem impreza okazała się być wielkim sukcesem, po którym oragnizatorzy regat stwierdzili iż Szczecin postawił organizacyjną poprzeczkę bardzo wysoko. Było niemal oczywiste, że słynne regaty powrócą tu przy najbliższej nadarzającej się okazji i rzeczywiście, w krótce miastu przyznano organizację finału w roku 2013. Ciekawe, bo dokładnie za rok zwycięstwa będzie bronić Fryderyk Chopin, który pokonał wszystkich tegorocznych regatach i w niedawno świętował w Dublinie swój sukces na mecie w Dublinie. Właśnie Szczecin jest jego portem macierzystym.

Szczecinska Wenecja 06

Niedługo potem dotarlismy do północnych brzegów wyspy, skąd rozpościerał się widok elewator Ewa, którego charkterystyczna bryła na trwałe wpisała się w krajobraz miasta. Podczas wojny na jego szczycie nzajdował się punkt obserwacyjny, z którego informowano służby miejskie o zauważonych, nadciągających bombowcach. Na lewym brzegu rzeki zaś uśpione, tętniące kiedyś życiem stocznie, największe zakłady przemysłowe Szczecina, zatrudniające tysiące ludzi. Dziś wciąż jeszcze nie ma pomysłu co zrobić z tym wielkim, zamarłym obszarem po bankrutach.

Szczecinska Wenecja 07

Zawróciliśmy na południe, ale o tym już w następnym wpisie, bo za bardzo rozciągnęła mi się ta relacja.

Gdańsk; 30.08.2012; 07:00 LT