Ludzie w życiu robią rozmaite głupstwa. Niektórzy naiwni dają się podejść jak mój tato. Zapukała do drzwi kobieta wposzukiwaniu pracy. Mycie, sprzątanie i.t.p. Był przełom listopada i grudnia, więc tato myślał o umyciu okien przed Bożym Narodzeniem.

- A ile tych okien i jakie duże? Można zobaczyć?

No i tato oczywiście ją wpuścił. Wbrew wszelkim regułom, ale w swej wierze w poczciwość drugiego człowieka. Kiedy już obejrzeli okna i żyrandole do umycia, a kobieta zbierała się do wyjścia, przypomniało jej się, że zostawiła w pokoju rękawiczki.

- Proszę, niech pani wejdzie i weźmie…

No i pani wzięła oprócz rekawiczek takze telefon komórkowy, który akurat leżał na stoliku. Szczęście, że tylko telefon i szczęście, że nie zrobiła tacie-staruszkowi krzywdy.

Tato zgłosił fakt kradzieży na policję. Zgłoszenie przyjęto, ale wielkich nadziei na odzyskanie nikt nie robił. Przeprosił się więc ze starym aparatem telefonicznym, którego używa do tej pory.

Producenci komórek wynajdują coraz to inne sposoby utrudnienia życia złodziejom. Błogosławiłem dzień, w którym zaprogramowałem telefon taty tak, że powiadamiał na wypadek kradzieży. Bo już wkrotce zaczęły nadchodzić automatycznie wysyłane sms-y z numerem IMEI telefonu taty, lecz co wazniejsze z numerem telefonu, przez  jaki obecnie aparat jest uzywany.

ekran 1

Złodziejka, lub osoba, która od niej aparat kupiła, wystawiła się jak na tacy. Zadzwoniłem pod ten numer.

- Czy to Pani nowy telefon?

- Tak.

- Gdzie go Pani kupiła?

- Na Allegro

- Od kogo?

- Nie pamiętam.

- To kradziony telefon. Proszę mi podać od kogo na Allegro pani go kupiła albo powiadomię policję i bedzie pani mieć kłopoty.

Pani obiecała sprawdzić, ale jednak zrezygnowała ze współpracy. Zgłosiłem więc ów fakt policji. Wystarczyło odnaleźć osobę uzywającą tego numeru i po sprawie. Jeśli nawet to nie złodziejka, to gotów byłbym zostawić też na swój sposób oszukaną kobietę w spokoju i nie odbierać jej telefonu, ale po nitce do kłębka dotrzeć do złodziejki. Tylko po to, by nie okradła następnych naiwnych.

Okazało się jednak, że pierwszym naiwnym jestem ja. Kradzież telefonu bowiem to nie przestępstwo (jak mi wytłumaczono gdy złożyłem na piśmie informację o namierzeniu skradzionego aparatu), lecz jedynie wykroczenie. W sprawach o wykroczenie zaś ustawa o ochronie danych osobowych „nie nakłada obowiązku udzielenia informacji” przez operatora sieci telefonicznych. Skoro nie nakłada obowiązku, to Policja uznaje, że operator z pewnością takiej informacji nie udzieli i nawet nie próbuje apelować o dobrą wolę. Złodziej może spokojnie używać skradzionych rzeczy, bo ochronie podlegają jego dane osobowe.

Poprosiłem o wyjaśnienie na piśmie i kilka dni temu takie otrzymałem:

List z komisariatu

Minęły właśnie dwa miesiące od zgłoszenia kradzieży. Chroniona prawem złodziejka być może zdążyła okraść parę innych osób. W końcu to jej profesja, a z czegoś trzeba żyć. Zawsze pozostaje mi możliwość zablokowania skradzionej komórki, lecz wtedy stracę namiary na osobę, która jej używa. A sms-y przychodzą non-stop, po kilka dziennie. Żal patrzeć, że na darmo.

ekran 2

No cóż, żyjemy w państwie praworządnym, więc prawa złodzieja należy uszanować, a że on nie szanuje naszych? Od tego jest złodziejem – jakis porządek na tym świecie przecież być musi.

I tylko czuję się zrobiony w bambuko, że gdy jadąć 64 km/h w terenie zabudowanym (tu biję się w piersi, mea culpa) zostałem sfotografowany przez urządzenie należące do straży gminnej albo miejskiej w Kobylnicy niedaleko Słupska, nikt nie miał oporów, by na podstawie numeru rejestracyjnego samochodu ujawnić owej straży moje dane osobowe. Mimo, że w informacji o wystawieniu mandatu, również była mowa jedynie o wykroczeniu, a nie o przestępstwie.

Gdynia, 31.01.2011; 00:40 LT