Potem Hrabia zaprezentował nam nagranie swojego ostatniego kabaretu p.t. „Klątwa Newtona”. 

II Meeting 11

Szkoda, że ten na profesjonalnym poziomie przygotowany i zagrany spektakl nie miał szczęścia do realizatorów dźwięku, którzy na zapis obrazu uzupełnili nagraniem prosto z głośników zamiast ze stołu mikserskiego. Na szczęście, jakby przewidując kłopoty z odbiorem, Hrabia dodał do filmu również napisy w języku angielskim. To, czego nie słychać, da się przeczytać (chociaż akurat główny seans odbywał się bez napisów)

II Meeting 12

Opowieść o podróżach w czasoprzestrzeni zbliżała się do finału, kedy stało się coś, czego nie życzę żadnemu z twórców. Publiczność, zamiast na ekran, zaczęła spogladać w kierunku drzwi, ponieważ właśnie dojechał Belmondo. Z początku dyskretnie, ale potem coraz  śmielej kolejni uczestnicy jęli się witać z dawno nie widzianym kolegą.

Teraz rozumiem, dlaczego spóźnialskich nie wpuszcza się po rozpoczęciu spektaklu do teatru. Pół biedy, że przepychajać się na swoje miejsce przeszkadzają i widzom, i aktorom. Cóz jednak by się stało gdy na scenie w uniesieniu ksiądz Robak kończy swoją spowiedź. Trwoga na twarzach aktorów, przejęci widzowie, Melpomena w uniesieniu krąży gdzieś pod sufitem, a tu nagle boczne drzwi się otwierają i na widownię wkracza pani Doda Elektroda wywołując pisk gimnazjalistek w dziesiątym rzędzie i tumult przepychających się w kolejce po autograf.

Trzeba przyznać, że Hrabia z godnością przelknął te gorzką pigułkę. Dopóki przywitania trwały dyskretnie, ciągnął pokaz z kamienną twarzą, a kiedy rozmowy stawały się coraz głośniejsze streścił finał kilkusekundową wypowiedzią oraz przewinął zdecydowanie nagranie, by po chwili na tle napisów końcowych uściskać Belmonda.

Po wymianie pierwszych wrażeń i tradycyjnych pytaniach „co słychać” (tu należy nie dłużej niż w dwóch – trzech zdaniach streścić okres od ostatniego spotkania czyli od mniej więcej roku po w skrajnych przypadkach ćwierć wieku) ponownie zgasło światło i tym razem obejrzeliśmy ostateczną cyfrową wersję „Czerwonego Kapturka” (rok temu na meetingu zaprezentowana została wersja robocza).

Później do głosu dopuszczony został Krystian. Krystian przygotował pokaz slajdów, których sam nie oglądał lat ponad dwadzieścia. Po prostu zabrał kilka pudełek tuż przed podróżą. Żeby je obejrzeć należało przywieźć też ze sobą rzutnik. Niedawno widziałem podobny w jakimś muzeum.

II Meeting 13

Lecz za to po chwili przenieśliśmy się na tym archaicznym pokazie o trzydzieści lat wstecz, do najpiękniejszego (dla nas) okresu Niemcowej. Przeżywalismy też ponownie dawne kajakowe spływy.

II Meeting 14

Spoglądałem na zapatrzone w owe fotografie, chłonące tamte wspomnienia towarzystwo i jakbym słyszał słynną piosenkę Edith Piaf gdzieś daleko, na dnie serca

Tamte sny
dobre, złe
śmiech i łzy
utonęły we mgle.
(…)
Słodki urwał się film
Już nie sklei go nic
Pasmo najlepszych chwil
dziś przeglądam jak widz

II Meeting 15

Kiedy juz obejrzeliśmy wszystkie slajdy, na stole pojawił sie bigos. Pyszny. Kiedy wszyscy zaspokoili głód i pragnienie, kiedy nagadali się przy tym wystarczająco, pałeczkę znów przejął Hrabia, opowiadając tym razem o swojej kolejnej wyprawie na wyspy południowego Pacyfiku. Hrabia jeździ w ten rejon świata od kilku lat, każdego roku gdzie indziej. Integruje się z tubylcami, mieszkając w ich wioskach i chodząc ubrany jak oni (czyli raczej nieubrany). Lubię słuchać jego opowieści ilustrowanych licznymi fotografiami. Niestety, tym razem ów pokaz wypadł po północy, więc efekt można było łatwo przewidzieć. Zmęczeni podróżami i niedopspaną poprzednią nocą ludzie zaczęli stopniowo odpadać. Cisza podczas projekcji była spowodowana w równym stopniu interesującą narracją i faktem, iż przynajmniej połowa towarzystwa drzemała na swoich miejscach. Szkoda. Hrabia wyraźnie nie miał szczęścia tego wieczoru do programu pokazów. My jednak też straciliśmy, bo inaczej by się oglądało to wszystko, gdybyśmy nie musieli robic tego tak późno.

W końcu o wpół do drugiej poddalismy się wszyscy.  Hrabia przerwał opoweść słowami, że dokończy ją jutro, chociaż szanse na to były niewielkie, zważywszy, że około trzynastej nastęnego dnia większość z nas zamierzała wyjeżdżać.

Ostatnie rozmowy nocnych marków w ogrodzie i niedlugo potem pogasły światła, a dom pogrążył się w ciszy.

II Meeting 16

Nowy dzień jak zwykle zaczął się  od porannej kąpieli, po której wszyscy zasiedlismy do śniadania. Później, jak to zazwyczaj bywa przed wyjazdem, rozpoczęło sie coraz częstsze spoglądanie na zegarki przeplatane zastanawianiem się, jak najlepiej można wykorzystać pozostały jeszcze nieweielki czas. Zazwyczaj nikt już wtedy nie lubi angażować się w jakieś większe projekty, obawiając się, że straci tym samym możliwość zamienienia jeszcze paru słów z przyjaciółmi, których znów zapewne długo się nie zobaczy. Tak było i tym razem. Ani propozycja kolejnej kapieli, ani oglądanie slajdów nie zyskały powszechnej aprobaty. Często jednak zdarza się na imprezach, że najfajniejsze rzeczy są te niezaplanowane. Tutaj pośniadaniowe lenistwo zaowocowało nagle spontaniczną dyskusją na tematy godne zacnych filozofów.

II Meeting 35

Zapachniało nagle ową dawną Niemcową, kiedy grzejąc dłonie o metalowe kubki pełne gorącej herbaty dyskutowało się w kuchni mniej lub bardziej poważnie, aż w końcu najwytrwalsi dogaszali świece i szli oglądać wschodzące nad pasmem Jaworzyny Słońce.

II Meeting 22

II Meeting 19

II Meeting 17

II Meeting 20

II Meeting 21

Potem z kuchni zacz ęły dobiegać dźwięki gitary. To Arab ujawnił się ze swoimi zdolnosciami.

II Meeting 23

Właściwie to były one znane przed laty, ale jakos nikt nie wpadł na pomysł, ani rok temu, ani obecnie, żeby stworzyć odpowiedni nastrój. Bo przecież nie stworzą go najlepsze nawet płyty CD z piosenkami turystycznymi, czy poezją śpiewaną. Tego typu utwory mają sens albo gdy się w ich prezentacji uczestniczy (nieważne biernie, czy czynnie), albo słucha w skupieniu w samotności (co praktykuję często podczas jazdy samochodem). Puszczanie ich jako tło do konwersacji przeszkadza zarówno w odbiorze utworu (słuchacz zajęty rozmową nie może skupic się na tekście, który w tego typu piosenkach jest zazwyczaj znacznie ważniejszy niz muzyka) jak i w samej rozmowie, którą trzeba przerywać jeśli chce się wysłuchać interesującego fragmentu płyty.

Kuchenne śpiewy przerwane zostały wołaniem na szybki obiad, po którym natychmiast rozpoczęło się zabieranie rzeczy i pakowanie

II Meeting 24

II Meeting 25

Jesczcze chwila na pamiątkową fotografię…

II Meeting 27

… i juz pora była się żegnać. Jedni po drugich opuszczali gościnne progi.

II Meeting 28

II Meeting 29

Wydawało mi się, że jestem uzależniony od internetu i związanych z nim gadżetów, ale zdecydowanie wymiękam przy Krystianie. Kiedy my studiowaliśmy papierową mapę Polski, on rozłożył się z laptopem na dachu auta i wprowadził zadaną trasę

II Meeting 30

II Meeting 31

Potem już tylko wystarczyło przygotować cały ów sprzęt do jazdy. Zasilacz pod nogi, laptop na kolana, antena GPS na dach… W drodze powrotnej zrezygnowaliśmy z dodatkowej jeszcze anteny i odbiornika CB radia oraz ze zdublowanego GPS pokazującego trasę alternatywną. Za to Krystian miał jeszcze (sam już nie wiem gdzie to zmieścił) sporych rozmiarów płytownik zapewniający nam przyjemną muzyke (tym razem tylko wersje instrumentalne) podczas długiej jazdy do Gdańska.

II Meeting 32

Nabawiłem się co prawda rozstroju nerwowego sluchając co chwile okrzyków „uwaga radar!”, lokalizację których to urządzeń miała wgraną krystianowa mapa (a wiemy, że obecnie każda szanująca się wieś posiada fotoradar, a te bogatsze to nawet po dwa), lecz dzięki temu zaoszczędziłem zapewne kilka stówek no i jechałem bezpiecznie, czyli cel prewencyjny został osiągniety.

Szczecin, 31.07.2010, 21:40 LT