Bywało, że w niedzielne popołudnie spotykałem dzika spacerującego sobie osiedlową uliczką. Wiewiórki na cmentarzu w Szczecinie zupełnie nie boją się ludzi. Tę na zdjęciu, skubiącą szyszkę obserwowalismy z Aniołem przez kilka minut.

Na tym samym cmentarzu żadną rzadkością nie są też lisy, chociaż na ogół pokazuja się ludziom wtedy, gdy nie ma tłumów. Ale co tam cmentarz, który nale ży do największych w Europie i jest sam w sobie ogromnym parkiem. Dowiedzieliśmy się niedawno, że lisy chadzają też po dziedzińcu szkoły tańca, do której uczęszczamy. Mają norę gdzieś w pobliżu i kiedy wieczorem zanika aktywność ludzi, rozpoczyna się czas rudej gromadki. A poinformował nas o tym pan zamiatajacy ów dziedziniec, kiedy wieczorem po zajęciach przyglądaliśmy się jeżowi dreptajacymi w trawie.

Do jeży mam w tym roku wyjatkowe szczęście. Już kilka razy musiałem przyhamować w uliczce koło domu, by przepuścić owo sympatyczne zwierzątko. Przedwczoraj widzieliśmy takie koło szkoły tańca, a wczoraj podczas przerwy na lunch spotkałem jeża spacerujacego sobie chodnikiem nieopodal plaży.

Nie mogłem odmówić sobie przyjemności zrobienia mu kilku zdjęć

Są różne szkoły. Niektórzy twierdzą, że taka koegzystencja dzikich zwierząt z ludźmi nie jest korzystna dla jednych i drugich. Zwierzęta przyzwyczajają się do dokarmiania, buszowania po śmietnikach i zatracają naturalne zwyczaje żywieniowe. Mogą tez roznosić niebezpieczne dla ludzi choroby.

Mi jednak bardzo podobaja się miasta, które nie są sterylnie wyczyszcozne z wszelkich żywych istot oprócz ludzi. Pamiętam jak wielką rzadkością były kiedys dzikie kaczki, które obecnie tłumnie zasiedlają rozmaite stawy. Podobnie łabędzie. Lubię spacerując po parku, albo plaży obserwować te pływające ptaki. Podobnie z wiewiórkami, królikami, jeżami… Dzielimy się z nimi miejską przestrzenią, przez co betonowe dżungle chociaż symbolicznie przypominają te, z których kiedyś wyszliśmy.

Gdynia, 09.06.2010; 07:45 LT