Po powrocie do hotelu zrobiliśmy małe przyjęcie urodzinowe.Sushi, japońskie wino śliwkowe, szampan, owoce… No i tort. Urodzinowy, ale nazywający się Chopin, bo wciąż podążalismy jego śladami.

Hotel 01

W tort wetknąłem t.zw. wulkan, czyli owinieta ozdobną folią rurkę zawierającą palny materiał tworzący niewielką fontannę fajerwerkow ponad ciastem. Odpaliłem i zacząłem kontemplować widok Anioła wśród tych ogni. Powinna teraz pomyśleć jakieś życzenie…

- Czujka!

- Co? – zapytałem zdezorientowany

- Czujka! Nad tortem!

Spojrzałem w górę i przeraziłem się. Dokładnie ponad wulkanem w suficie zamontowana była czujka przeciwpożarowa. Jej skuteczność nie raz teestowałem na statkach kiedy uruchamiał się alarm spowodowany niedomknięciem przez kogoś drzwi od łazienki (wydobywająca się para spod prysznica identyfikowana była przez urzadzenie jako dym), albo kiedy spawacze musieli wykonywac swoją pracę wewnątrz nadbudówki. Już widziałem oczyma wyobraźni strażaków forsujących drzwi naszego pokoju. Chwyciłem więc tort czym prędzej i uciekłem w nadalszy zakątek starając się jednocześnie zasłonić iskry, by któraś nie poleciała zbyt blisko czujki. Na szczęscie alarm nie został aktywowany.

Kiedy już zjedliśmy, wypiliśmy winko i trochę szampana, przygasło swiatło (nie samo) i objąwszy Anioła, nie pozwoliłem jej już wymknąć się do łazienki.. Uwielbiam ten moment kiedy najpierw wiotczeje lekko w moich ramionach, by po chwili zacząć odwzajemniać pocałunki, goręcej i goręcej… Mój Anioł z Siódmego Nieba… Kusiły mnie wielkie połacie okien. Gdzieś tam w dole Warszawa, a my spleceni w miłosnym uścisku podziwiamy ją zdyszani i zaparci o szybę… Nie wiem jednak na ile architekci określali wytrzymałość takich okien. Po doświadczeniach ze zdewastowanymi łóżkami wizja peknietej szyby i nas frunących razem z nią kilkanaście pięter studziła moje zapały. Nie chciałem lądować na bruku niczym fortepian Chopina…

Oto patrz – Frydryku!… to – Warszawa: 
Pod rozpłomienioną gwiazdą 
Dziwnie jaskrawa

(…)

I znów widzę, acz dymem oślepian, 
Jak przez ganku kolumny 
Sprzęt podobny do trumny 
Wydźwigają… runął… runął – Twój fortepian! 
Ten!… co Polskę głosił – od zenitu 
Wszechdoskonałości dziejów 
Wziętą hymnem zachwytu - 
Polskę – przemienionych kołodziejów: 
Ten sam – runął – na bruki – z granitu! 

Chopin miał przewijać się przez następny dzień naszego pobytu w Warszawie. Mieliśmy już kupione i wydrukowane bilety do jego muzeum. Otwarte wiosną tego roku w zamku Ostrogskich jest obok Muzeum Powsatania Warszawskiego jednym z najnowocześniejszych muzeów w Polsce. Reklamuje się co prawda jako najnowowcześniejsze w Europie, ale z tą oceną byłbym ostrożny. Rzeczywiście jednak ilość multimedialnych ekspozycji robi wrażenie. Inna sprawa, że juz teraz, zeledwie kilka tygodni po otwarciu część z nich była już niesprawna. Być może to tylko chwilowe problemy…

Do muzeum wcale nie jest łatwo się dostać. Aby zapewnić przyzwoite warunki, zdecydowano się na limity wejściówek sprzedawanych na poszczególne godziny. Ponoć wcale nie jest łatwo je dostać i trzeba rezerwowa c z wielodniowym wyprzedzeniem. Nam udało się kupić(kilka dni wcześniej) na niedzielne popołudnie. Ponieważ nasze wejscie miało mieć miejsce o piętnastej, moglismy przysiąść na chwilę by napić się kawy i zjeść deser w ogródku u Bliklego przy Nowym Świecie.

U Bliklego

Stamtąd spacerkiem ruszyliśmy w stronę wspomnianego wcześniej zamku..

Przypominają mi się narzekania sprzed lat, że ogłoszony czyimś imieniem rok mijał bez echa. Myślę, że rok chopinowski, z okazji 200-lecia urodzin kompozytora, zapisze się bardzo dobrze w historii tego typu obchodów. Imprez jak Polska długa i szeroka pojawia się wiele. W Warszawie widziałem równiez plakaty odbrązawiające nieco tę postać z cokołów pomników.

Chopin plakat

I bardzo dobrze, bo z pewnością trafiają one do młodzieży, która nie zawsze ma ochotę na odkurzanie historycznych postaci. Na jednym z posterów widziałem Chopina namalowanego w stylu pamiętnego rysunku Jimmiego Hendrixa. Tutaj można było zauważyć pianistę w skórzanej kurtce z wpiętymi w klapy okrągłymi znaczkami, t.zw. buttonami. Chopin lubił modnie się ubierać, więc kto wie, co nosiłby dzisiaj?

Muzealne ekspozycje zwiedzilismy w porządku chronologicznym, rozpoczynając od kopii zapisu chrztu malutkiego Fryderyka w księdze w kosciele w Brochowie niedaleko Żelazowej Woli (23 kwietnia).

Muzeum Chopina 01

Plakat anonsujący ostani koncert mistrza przed wyjazdem z Warszawy. „Za pozwoleniem zwierzchności”.

Muzeum Chopina 02

Ostatni fortepian Chopina, na którym grał podczas dwóch ostatnich lat swojego życia…

Muzeum Chopina 04

Na mnie jednak największe wrażenie robiły kopie rękopisów. Zwłaszcza nuty, pokreślone, poporawiane – prawdziwe świadectwo tworzenia, narodzin poszczególnych utworów.

Muzeum Chopina 08

Czasem artysta zapisywał nuty gdzie popadnie, na każdym wolnym skrawku papieru, na przykład na kalendarzyku.

Muzeum Chopina 09

Niezwykła dedykacja na jednej z książek: Kochanemu Panu Elsenerowi wdzięczny i przywiązany uczeń Fryderyk Chopin. Mistrz przecież też kiedyś był tylko uczniem.

Muzeum Chopina 10

Szczególne miejsce zajmują listy do przyjaciół, w tym do Wojciecha Grzymały , z których dowiedzieć się można wiele o prywatnym życiu artysty, o jego przeżyciach, rozterkach, stanie zdrowia czy choćby o tym, że bardzo nie lubił Londynu.

Muzeum Chopina 05

Serweta z inicjałami Chopina, wyhaftowanymi przez George Sand jest jednym ze świadectw uczucia jakie ich łączyło. Gdzie indziej zaś widać niewiielką kopertkę z puklem włosów owej Francuzki. Wystawa pokazuje też jednak, że sporo innych kobiet przewinęło się przez życie kompozytora. Wiele z nich wzdychało i marzyło o bliższym poznaniu artysty, a on też specjalnie się nie opierał.

Muzeum Chopina 06

Trasa zwiedzania konczy się na górze w t.zw. pokoju śmierci – w odróżnieniu od pozostałych fragmentów wystawy, zatopinym w mroku i z czernią jako kolorem dominującym.

Muzeum Chopina 07

Muzeum Chopina 11

Taki sposó aranżacji wzbudził wiele kontrowersji, ale moim zdaniem był bardzo dobry, adekwatny do treści,  W centralnej części kopia pośmiertnej maski kopozytora oraz leżacy obok pukiel jego włosów. Na jednej z plansz zaś nekrolog pisany ręką samego Norwida.

Gdynia, 04.06.2010; 01:45 LT