Pył wulkaniczny I związane z nim oczekiwanie na samolot miało tę jedną dobrą stronę, że podarowało nam czas, który mogłem wykorzystać m.in. na zwiedzanie Szanghaju. Tak naprawdę to powinienem spędzić przynajmniej osiem godzin przed komputerem w hotelu, tworząc raporty i zestawienia oraz odpowiadając na e-maile. Po to firma wyposażyła mnie w rozmaite gadżety, by w takich sytuacjach jak owa mogły się amortyzować. Ja jednak miałem za sobą półtora miesiąca stoczniowej harówki, podczas której, jeśli nie liczyć służbowych kolacji, tylko raz wybrałem się na spokojnie do miasta. Uznałem, że nadszedł właśnie czas by skorzystać również prywatnie z tego wyjazdu.

Juz sam widok z okna hotelu, do którego dotarliśmy wieczorem, zachęcał do spaceru.

Shanghai 21

Rano po śniadaniu wybrałem się na Plac Ludowy, gdzie mieści się m.in. siedziba władz miasta. Dzień rozpoczynał się mgliście i liczne drapacze chmur zgodnie z ich nazwą wbijały się głęboko w ponure, szare kłęby zasnuwające całe niebo.

Shanghai 01

Shanghai 02

Przed siedzibą władz oczywiście warta i oczekujące na dygnitarzy czarne limiuzyny.

Shanghai 06

Nieco dalej na specjalnej tablicy trwalo odliczanie do otwarcia wystawy Expo 2010 (rozpocznie się 1 maja). Przed tablicą maskotka imprezy. Wydawała mi się bardzo dziwaczna. Dopiero później dowiedziałem się, ze jej kształt nawiązuje do chińskiego znaku określającego człowieka. Podobnie jak jeszcze bardziej dziwne logo Expo pochodzi od chińskiego znaku „świat”.

Shanghai 05

Gdzieś na placu bawiły sie dzieciaki z jakiejś elitarnej, sądząc po mundurkach, szkoły. Prawdziwa mieszanka ras: europejska, afrykańska i azjatycka.

Shanghai 04

W bocznych uliczkach zachowały się jeszcze resztki atmosfery starego Szanghaju. Chutongi, burzone kwartał po kwartale, ustepują miejsca nowoczesnej architekturze.

Shanghai 07

Ja zresztą też byłem tego dnia zainteresowany przede wszystkim nowoczesną architekturą i wybrałem się na drugą stronę rzeki Huangpu do Pudong, dzielnicy biurowców i swoistej rewii architektonicznej mody.

Shanghai 09

Wygląda to pięknie, lecz takie nowoczesne miasto jest zupełnie nieprzyjazne piechurowi. Wielkie odległości między budynkami i szerokie ulice sprawiają, że tak naprawdę spacer nie przynosi żadnych wrażeń poza dreptaniem. Jeżeli chce się coś zobaczyć, powinno sie przemieszcząc jakimś środkiem transportu od budynku do budynku. Ja dojechałem metrem w okolice stojącej na trzech nogach wieży Oriental Pearl, a stamtąd na piechotę ruszyłem w kierunku budynku przypominającego otwieracz do butelek.

Shanghai 08

Jest to gmach Shanghai World Financial Center.(SWFC) i rzeczywiście jest nazywany „otwieraczem”. Wybudowany w 2008 roku szczyci się certyfikatami posiadania najwyżej położonych na świecie punktach widokowych (mowa oczywiście o punktach widokowcyh na sztucznych budowlach, a nie w naturze).

Shanghai 10

Shanghai 20

Wjazd na setne piętro, znajdujace się na wyskości 474 metrów nad poziomem ulicy nie jest tani. 150 yuanów czyli około 65 złotych. Chiny jednak juz dawno przestały byc tanie. Przekonuję się o tym za każdym razem gdy chodzę po tamtejszych sklepach. Może to się wydać nieprawdopodobne, ale niektóre rzeczy można taniej kupić u nas niż w tamtejszych domach towarowych.

W windzie specjalny licznik wyświetlał wysokość w metrach, na której się znajdowalismy.

Shanghai 11

Dojechaliśmy na 93 piętro, gdzie przesiedliśmy sie do następnej windy, mającej nas zawieźć na piętro setne, będące kładką przerzuconą nad owym otworem w konstrukcji budynku..

Shanghai 12

Żeby było ciekawiej, kładka ta ma przeszkloną podłogę. O tym, że jest bezpieczna informował specjalny wyświetlacz. Ponoć dwunastomilimetrowe, wzmocnione szyby mogą bez najmniejszego problemu wytrzymac skoki trzech osób jednocześnie z wysokości jednego metra.

Shanghai 13

Może to i prawda, lecz gdy tylko wysiadłem z windy poczułem się jakby ktoś zamiast krwi alał mi w żyły ołowiu. Chodzenie po szybie, nawet wzmocnionej, blisko pół kilometra nad ziemią to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Taki widok miałem pod stopami:

Shanghai 15

Musiałem odczekać dłuższą chwilę, by przyzwyczaic się i ruszyć wzdłuż galerii do przeciwległej podpory. Przez całą drogę, która wydawała mi się wiecznością, myslałem tylko o tym, że zdarzają się naprężenia, wskutek których nawet wiszące przez lata na ścianie lustro nagle pęka samo z siebie, czego doświadczyli chociażby na początku filmu bohaterowie „Seksmisji”.

Shanghai 18

Na wszelki wypadek szedłem więc po stalowej belce stanowiącej podporę szklanej podłogi. Strzeżonego Pan Bóg strzeże. Kiedy doszedłem do końca, otarłem krople potu z czoła ale odważniejszy o nowe doświadczenie ruszyłem już śmielej w drogę powrotną. Po trzeciej nawrotce zdecydowałem się w końcu podejść do wielkich bocznych szyb. Starałem się oczywiście znaleźć miejsce na belce i koło pionowej kolumny. Kiedy uznałem, że już jestem bezpeiczny i w razie czego, gdyby szyby popękały będe siedzieć na tej belce jak kura na grzędzie, mogłem skupic się na widokach. A te były przepyszne. Biurowiec Mercedesa w bezpośrednim sąsiedztwie i mnóstwo drapaczy chmur, mizernych z tej perspektywy, nieco dalej. Oriental Pearl nad brzegiem rzeki Huangpu oraz stary Szanghaj po drugiej stronie, ginący we mgle.

Shanghai 17

Shanghai 16

Patrzyłem jak urzeczony i pstrykałem zdjęcia zapominając nawet trochę o szybach, ale tylko trochę.

Potem zjechałem na dół gdzie na poziomie ulicy wypiłem kawę w  Starbucks Coffee. W Szanghaju widziałem tyle starbucksów, że chyba żadne amerykańskie miasto nie może się z nim równać. Przynajmniej jeśli chodzi o centrum.

Po wyjściu spojrzałem raz jeszcze na wieże i biurowce z tradycyjnej, żabiej perspektywy, po czym złapałem taksówkę i tunelem pod rzeką wróciłem do hotelu.

Shanghai 19

Sopot, 28.04.2010; 12:15 LT