Uwielbiam tematy związane z kosmitami. To taka moja słabość. Juz jako dziecko z wypiekami na twarzy śledziłem prasowe newsy na temat zaobserwowanych UFO. Wtedy bezkrytycznie sądziłem, że kontakt z pozaziemską cywilizacją jest sprawą nawet nie lat lecz miesięcy. Niejednej nocy budziłem się z koszmarnych snów gdy diabły i inne potwory wczesnodziecięcej wyobraźni zajęli przybysze z obcych planet.

W dorosłym życiu lubiłem wracać do tamtych klimatów z lubością śledząc nieśmiertelną „Wojnę światów”, albo „Dzień Niepodległości” czy opowieści rodem z Archiwum X..

Nie mogłem więc nie trafic na „Dystrykt 9”

Reklamy zapowiadały, że jest to początek nowego nurtu w kinie science-fiction. Oto bowiem mamy nie eksploatowany wcześniej wątek kosmitów bezbronnych, których ludzkość z powodów humanitarnych decyduje się przyjąć na naszej planecie.

Osiedlono w jednej z dzielnic Johannesburga – t.zw. Dystrykcie 9.

Film opowiada co z tego wyszło.

Muszę przyznać, że bardzo mnie to interesowało. Jak twórcy pokażą zderzenie dwóch tak odmiennych cywilizacji?

Anioł z założenia nie chodzi na filmy s-f. Nie interesuje jej to. Dlatego zapowiedziałem, że obejrzę go podczas weekendu, w Szczecinie.

- To juz lepiej chodźmy razem teraz. Obejrzę go – powiedziała.

Ucieszyłem się i w środę kontynuowaliśmy nasz filmowy maraton,  tym razem sledząc t.zw. kino akcji.

O jakże mi było wstyd, że zabrałem Mojego Anioła właśnie na taki film. Zniechęci się zupełnie do s-f. Pełno tam było bowiem niedorzeczności. Juz sam pomysł osiedlenia kosmitów w slumsach wielkiego miasta wydaje się hm… nazwijmy to eufemistycznie mało prawdopodonbny. Spróbujmy to sobie wyobrazić: oto po raz pierwszy w historii ludzkość nawiązuje kontakt z przybyszami z kosmosu. Obcy potrzebują pomocy. Co robią ludzie? Wydzielają im kawałek obszaru slumsów i tam osiedlają, po czym… zostawiają samym sobie. Nikt nie prowadzi żadnych badań, nie próbuje zawiązać bliższych kontaktów, dowiedzieć się czegoś o ich dziedzictwie. Zamiast tego „opiekuje” się nimi nigeryjska mafia przemytników która za bezcen skupuje broń, by w zamian po paskarskich cenach sprzedawać odkryty przez kosmitów wielki przysmak – kocią karmę. Dlaczego kociej karmy nie mógł dostarczać choćby ONZ, trudno dociec. Dlaczego nie widać zainteresowania rządów, naukowców, organizacji międzynarodowych? Nie wiadomo. Wiadomo, że jedyną organizacją, która tam działa, zresztą w bardzo podejrzany sposób, to firma produkująca broń.. To jest czarny charakter. Tak jednoznaczny i przewidywalny, że nudny juz chyba nawet dla dwunastolatka.

Nie będę streszczać akcji bo nie ma sensu. Wszystko co nastepuje to tylko pretekst do jatki. Krew (i jej odpowiednik u kosmitów) leje się strumieniami, pociski fruwają wszędzie. Klimat rodem z mniej skomplikowanych gier komputerowych. Owszem, są ciekawe efekty specjalne, ale jak długo można emocjonować się zwykłą strzelaniną? Nawet jeśli jest dobrze sfilmowana..

Oczywiście można doszukać się prób przemycenia głębszych przesłań w treści filmu. Ot choćby takich na przykład, że slumsy same z siebie stają się kryminogenne bez względu na to, kogo się w nich umieści. Albo, ze jest to krytyka przyjętego modelu rozwoju miast – molochów, gdzie poza centrum mieszkańcy często pozostawieni są sami sobie, wystawieni na bezprawie dominującej tam mafii. Życie w takich dzielnicach zazwyczaj niewiele jest warte, a ewentualne konflikty rozstrzyga się nożem albo rewolwerem. Tyle tylko, że są to tezy równie odkrywcze i sensacyjne jak ta, że ziemia jest okrągła. Przylepiono na siłę do treści cokolwiek, co uzasadniałoby kanonadę wystrzałów, nieustające pościgi i generalnie eskalację przemocy. To miało wygenerować kino akcji, jakiego jeszcze nie znaliśmy.

Akcja była tak napięta, że pomimo hulu wystrzałów, Anioł zasnął mniej więcej w połowie seansu. Nie budziłem mojej narzeczonej, bo uznałem, że dobry zdrowy sen jest więcej wart niż śledzenie tej historii. Zresztą ja śledziłem ją do końca. Film zakończono tak, że kręcenie częsci drugiej wydaje się niemal pewne. Wydaje mi się, że jeśli do tego dojdzie, to na mnie jego producenci juz nie zarobią. Myślę, że znacznie lepiej forsę przeznaczoną na bilet na ten film przeznaczyć na coś innego.

Szczecin, 25.10.2009; 02:15 LT