Sobotni spacer po Szczecinie zakończyłem wizytą w Różance i na Jasnych Błoniach. Szczególnie tego pierwszego miejsca byłem bardzo ciekawy. Ogród Różany znałem tylko z opowieści. Założony pod koniec lat dwudziestych ubiegłego wieku, jeszcze do lat sześćdziesiątych służył mieszkańcom miasta, a potem podpadł w ruinę  Niedawno teren wrócił znów do miasta, które postanowiło przywrócić mu dawny blask.

Muszę przyznać, że udało się to świetnie. Nie wiem co prawda jak wyglądał oryginał, ale obecne, pięknie utrzymane alejki pośród ogromnej rozmaitości róż też robią duże wrażenie. Oby tylko nie ograniczoo się do odtworzenia przeszłości, lecz dodano z czasem coś od nas, ślad po żyjących tu obecnie.  Słyszałem, że niedługo ma powstać tu kawiarnia, więc to już byłoby coś.

 

Niewątpliwym symbolem Rózanki jest Ptasia Studnia – fontanna z lat trzydziestych zaprojektowana przez Gregora Rosenbauera, a wyrzeźbiona przez Kurta Schwerdtfegera. Niedawno odrestaurowana znów cieszy Szczecinian, a ja moge jedynie załować, że akurat podczas mojej tu wizyty mogłem podziwiać jedynie same rzeźby, bez cieknącej wody.

  

Wśród takiego bogactwa szlachetnych kwiatów aż prosi się o sztukę przez wieksze s. I chwała organizatorom, ze na taki pomysł wpadli. Rózany Ogród Sztuki oferuje każdego weekendu bezplatne koncerty ambitniejszej muzyki, Na skraju pergole wyznaczają zaś miejsce na galerię. Tym razem mozna było tam oglądać wystawę plakatów uczniów szczecińskiego Liceum Plastycznego oraz studentów Wyższej Szkoły Sztuki Uzytkowej. Świetnie, że nie zamknieto ich na zawsze w szkolnych murach, lecz pozwolono na kontakt z szerszą publicznością. Uczta to dla oczu spacerowiczów, a swego rodzaju nobilitacja dla młodych ludzi, którzy dopiero przygotowuja się do postawienia pierwszego kroku w swojej karierze.

  

Bardzo byłem ukontentowany tą wizytą i na tyle zaostrzyłem sobie apetyt na coś jeszcze, że postanowiłem pospacerować jeszcze w miejscu doskonale mi znanym i odwiedzanym niezliczoną ilość razy. Jasne Błonia. To moje kolejne po Wałach Chrobrego ulubione miejsce.

Wielka i pieknie utrzymana, zielona przestrzeń. Jakież to szczęscie, że wspólnymi siłami mediów oraz mieszkańców dano odpór szalonemu pomysłowi zorganizowania tu w bieżącym roku konnej gonitwy. Strach pomyśleć co zostałoby z trawników i alejek stratowanych przez setki kopyt.

Najpiękniejsze na Jansych Błoniach są dostojne platany. Otaczają plac murem zieleni skrywając zarazem w głębokim cieniu szerokie aleje.

Przez ogromną przestrzeń Jan Paweł II błogosławi trzem orłom Pomnika Czynu Polaków.

Oby sprawiło, że ten czyn rzeczywiście stanie się godny miasta, które niedawno (5 lipca) obchodziło sześćdziesiątą czwartą rocznicę przyłączenia do Polski.

Jak skompllikowana jest historia Szczecina niech świadczy chociażby właśnie ten fakt. Polsce ostatecznie powierzono je niemal w dwa miesiące po ustaniu działąń wojennych. Dwa miesiące niepewności, przejmowania i oddawania władzy przez Polaków, odpływu i napływu ludności niemieckiej. Opis pierwszego, powojennego roku Szczecina autorstwa Piotra Zaremby, pierwszego polskiego prezydenta tego miasta czytałem wiele lat temu z zapartym tchem.

Docenia się obecny wygląd miasta oglądając punkt wyjścia – całkowicie zburzone Stare Miasto. Ta część miasta, która wszędzie na swiecie tworzy jego klimat przestala istnieć niemal z dnia na dzień.

Chwiejna, powojenna równowaha i niepewność co do dalszych losów miasta sprawiły, że poza nielicznymi obiektami nie próbowano odbudowy. Stare zrównano z ziemią, a pierwsze, niesmiałe nowe pojawiło się dopiero w latch pięćdziesiątych, gdy n.p. Warszawa szczyciła się już Pałacem Kultury, rynkiem Starego Miasta czy Mariensztatem.

Po 1989 roku kiedy dokonywał się wielki skok cywilizacyjny polskich miast, Szczecin znów został w tyle. Tym razem na własną prośbę, a raczej za sprawą nie najlepszych zapewne wyborów lokalnych władz. Zrobiono wiele i trzeba to docenic oglądając stare zdjęcia, lecz w ostatnich dwudziestu latach inni zrobili więcej , przez co dystans nie chce się zmniejszać.

Wierzę jednak, że ta tendencja w końcu się odwróci. To miasto ma wciąż w posagu ogromną rente geograficzną, która prędzej czy później zacznie przynosić profity. Żywię głeboką nadzieję, że taki, prężny i piękny Szczecin dane będzie mi ogladać. Ta nadzieja i oczekiwanie, że następnym razem zobaczę coś nowego towarzyszyła mi gdy w niedzielne, późne popołudnie mknąłem Trasą Zamkową w odwrotnym kierunku, zostawiając za plecami Wały Chrobrego i Zamek. Do Trójmiasta, rozpocząć kolejny, pracowity tydzień.

Sopot, 30.07.2009; 18:40 LT