W Szczecinie ostatnio rzadko miałem czas na dłuższy, spokojny spacer. Sobotnie popołudnie było tak piękne, że postanowiłem odpuscić czytanie służbowych e-maili, sprzątanie zakurzonego mieszkania, a nawet perspektywę drzemki, której organizm domagał się po nocnej podróży pociągiem.

Na peron 1 szczecińskiego dworca mój pociąg przyjechał o świcie.

Dlatego po zajętym poranku (wyjście na pocztę po odbiór listów poleconych, wizyta u taty, wspólne pójście na cmentarz, a potem obiad) nie wróciłem do domu lecz poszedłem na spacer po miejscach, na których nie byłem już od zimy.

Najbardziej niesamowity był gwałtowny wybuch zieleni. Wszędzie rozwijały się nowe liście, trawa była inetnsywnie zielona, pełno kolorowych kwiatów. Kiedy tydzień temu wróciłem z Japonii, świeża zieleń dopiero nieśmiało się przebijała.

Zamek Książąt Pomorskich czysty i odświeżony, pięknie się prezentuje. Warto byłoby go całkiem odsłonić poprzez wycięcie samosiejek, które dziko rozpleniły się przez dziesiątki lat na zaniedbanej skarpie. Wtedy wjazd do miasta z Trasy Zamkowej zyskałby na atarkcyjności.

Ponieważ zamek odwiedziłem z Pauliną w niedziele palmową, tym razem zrobiłem mu tylko zdjęcie z daleka

i skierowałem się ku pomnikowi ofiar Grudnia 1970. Wcześniej jednak nie mogłem odmówic sobie przyjemności sfotografowania naszego najstarszego kościoła, którego elewacja ciekawie komponowała się ze swieżą zielenia, która wcale zielona nie była.

Pomnik Anioła Wolności stoi już w zupełnie innym niż zimowe otoczeniu. Wtedy był to jedynie naprędce uporządkowany trawnik, z którego teraz niewiele pozostało, ale są alejki, nowiutkie ławki, kwiaty no i oczywiście swobodny dostęp do pomnika. Wzbudza on nadal wiele emocji, lecz wydaje mi się, że najważniejsze, iż w końcu stanął zamykając pasmo wieloletnich do niczego nie prowadzących dyskusji.

A poza tym, jeśli spojrzeć z odpowiedniej perspektywy, można dostrzec jak ów anioł pochyla lekko głowę nie nad tyle nad cierniową koroną co nad miastem, które zamierza wziąć w opiekę, prowadząc je w stronę Słońca. Wiem, bo przecież od kilku miesięcy jestem bardzo, bardzo blisko innego anioła J

Nie potrafiłem odmówić sobie pójścia na Wały Chrobrego. Uwielbiam to miejsce. Po drodze kwiatów całe mnóstwo. Kasztanowce kwitną nie tylko na biało lecz i na czerwono:

a po drugiej stronie ulicy  gęste kiście bzu.

Chciałem wpaść do „Columbusa” na spokojne piwo z widokiem na Odrę, lecz ku mojemu zdziwieniu wszystkie stoliki na zewnątrz (a jest ich niemało) były zajęte. Jeśli tak jest w kwietniu, to jakie są perspektywy na lipiec i sierpień?

Piwo wypiłem kawałeczek dalej, w „Chrobrym”, z równie fanym widokiem na rzekę. W tej okolicy, na gmachu muzeum wielki banner przypomina o Tall Ship Races. Zlotowi wielkich żaglowców, który odbedzie się właśnie w Szczecinie będąc zarazem finałem tegorocznych regat poswięcona jest strona www.szczecin2007.pl

Miasto, to już wiadomo, nie wykorzystało w pełni mozliwości, jaką dawała organizacja tak prestiżowej, międzynarodowej imprezy. Trzy lata temu plany i oczekiwania były dużo większe. Dziś mimo, że organizatorzy twierdzą iż program zlotu wygląda atrakcyjniej niż zeszłoroczny w Antwerpii, na razie jest tak:

Trzymam kciuki za sukces tej imprezy, ale niepokoi mnie ślamazarne tempo wymiany jakichś potężnych rur w samym sercu terenu zlotu na zaledwie niecałe sto dni przed jego rozpoczęciem. I jakaś nutka niepokoju, by podobnie nie wyglądały przygotowania w naszym kraju do Euro 2012. Samo zwycięstwo w wyscigu o organizację to dopiero klucz do bramy, za którą czeka mnóstwo wyrzeczeń i wylanego potu, by móc  świętować prawdziwy sukces.