Tato poinformował mnie, że wczoraj do kociego nieba udała się nasza kotka, Berta. Miała około 12 lat.

Wziąłem ją od jakichś ludzi z ogłoszenia "oddam kotka w dobre ręce". Moi rodzice chcieli mieć zwierzaka u siebie. Kot miał się też bawić z moimi dziećmi, które były wtedy w wieku przedszkolnym. Kiedy przywiozłem z Malezji znajdę Simona, a z rozmaitych przyczyn nie mogłem potem trzymać go w domu, rodzice przygarnęli i jego. Koty błyskawicznie podzieliły domowników między siebe. Berta ani na krok nie odstepowała mojej mamy, a Simon zawsze towarzyszył tacie. Kiedy mama chorowała na raka i była już słaba, tato pocieszał ją na swój sposób:

- Bęziesz żyć co najmniej tak długo jak Berta.

I mama nieraz uśmiechając się mówiła, że dopóki Berta dobrze się trzyma…

Potem Berta długo czekała, a wkońcu razem z Simonem zaczęła siadać koło taty. Żartował nieraz, kiedy dzwoniłem, że nie podnosił długo słuchawki ponieważ leżał na kanapie, a koty przy nim i musiał się najpierw spośród nich wydostać.

Jeśli kocie niebo przenika się z tym ludzkim to pewnie Berta siedzi już znów na kolanach u mojej mamy i mruczy jej miło podczas głaskania.

Masan, 28.02.2007; 10:00 LT