Pewnie dlatego, że wciąż wielką wodą nienasycony, wybieram się z moim Aniołem nad morze, by tam przywitać rok 2007. Wróciłem już po świętach do Gdyni, spakowałem się i niedługo wyruszamy. Przed nami trzydniowy, sylwestrowy weekend. Pierwszy wspólny wyjazd. Ależ się cieszę!

A niewiele brakowało by plany legły w gruzach. Wczoraj, jadąc ze Szczecina do Gdyni, gdzieś w okolicach Słupska odebrałem telefon, że tatę pogotowie zabrało do szpitala. Bolał go brzuch i nic więcej nie było wiadomo. Zastanawiałem się czy zawracać, czy kontynuować podróż. W głowie zaraz zaczeły kłębić się czarne myśli. Deja vu. Przecież mama umarła w święta kilka miesięcy temu, odchodząc niemal na naszych oczach. W Wielka Sobotę jeszcze chodziła, skosztowała ciasta oraz obiadu, a Wielkanoc przywitała w łóżku i podczas śniadania słabła z każdą chwilą. Kolejne świeta i…? Fatum jakieś czy co?

Mimo wszystko postanowiłem wytrzymać nerwowo do rana. Pomyslałęm, ze prześpię się w Gdyni i rano zadzwonię do szpitala, żeby dowiedzieć się jakie są wyniki badań i jakie plany. W razie czego, wsiadłbym natychmiast do auta i za pięć godzin byłbym w Szczecinie.

Godzinę później zadzwonił tato. Wrócił do domu. Okazało się, że przyzczyną bólu były kamienie w nerkach. Dostał srodki rozkurczające i chyba przeciwbólowe, po których poczuł się lepiej. Odetchnąłem z ulgą. Dziś rozmawiałem z nim kilka razy przez telefon i do wieczora ból nie powrócił. Jest więc szansa, że przynajmniej do Nowego Roku będzie spokój. Oby był i trwał jak najdłużej

Wszystkim odwiedzającym ten blog życzę by nadchodzący 2007 rok był najlepszy z dotychczas przeżytych. Niech troski, smutki i zwątpienie zapomną o Waszym istnieniu, a radość, szczęście i wiara w lepsze jutro na stałe zagoszczą w Waszym życiu.

Szczęśliwego Nowego Roku !

Gdynia, 29.12.2006; 22:15 LT