W taki dzień jak ten to chyba nie mozna nie odnotować sprawy, która zdominowała wszystkie media. Posłanka „Samoobrony” Beger Renata Beger, do spółki z dwoma dziennikarzami TVN sprawiła psikusa PiS-owi nagrywając i upubliczniając próbę przeciagnięcia jej w zamian za rozmaite korzysci z obozu Leppera do partii Kaczyńskich.

Podniósł sie wrzask z jednej strony, że mamy do czynienia z próbą korupcji i udowadnianie, że były to normalne negocjacje polityczne z drugiej. Prawda jak zwykle, lezy gdzies po środku. Uważam, ze jak wiele politycznych afer, ta nagłośniona jest nieproporcjonalnie do jej wagi, ale rozumiem – trwa właśnie polityczne przesilenie, ważą sie losy i rządu i Sejmu, więc to byc może już początek przedwyborczej agitacji. Ja jednak odczuwam swoista schadenfreude z kilku innych powodów:

  1. Oto mistrz w podkupowaniu posłów wpadł we własne sidła. PiS od początku kadencji Sejmu kaperował posłów, którzy co prawda do PO nie należeli, lecz byli z nią z racji politycznych sympatii kojarzeni. Szczytowym osiągnięciem było tu obsadzenie Zyty Gilowskiej na stanowisku ministra finansów. Tej samej, która przez PO skazana została na banicję za nepotyzm. Moim zdaniem wczesniejszy „sąd” Platformy nat tą panią i reakcja niewspółmiernie surowa w stosunku do innych „przewinień” rozmaitych członków partii były zwykłą kiełbasą wyborczą, ale mniejsza z tym. PiS wręcz chełpił się, że wykorzystał to, co przeciwnik podał mu na tacy. Obecne masowe kupowanie posłów Samoobrony odbywało się niemalże w świetle jupiterów przy świętym oburzeniu Leppera i uśmiechów pewnych siebie PiS-owców, którzy w weekend wszem i wobec ogłaszali, ze nowa koalicja już w zasadzie istnieje i pozostały jedynie do omówienia sprawy kosmetyczne. I oto ten pogrzebany juz Lepper (bo przecież nie posłanka Beger sama z siebie) montuje prowokację, która wywala wszystkie kalkulacje do góry nogami. Okazał się cwańszy od Kaczyńskich. Niby drobiazg, może nic dobrego dla Polski, ale satysfakcja, że buta i pewność siebie zostały ukarane.
  2. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie. To przecież PiS pragnał inwigilować, lustrować, usuwać ze stanowisk. To PiS z lubością grzebał w teczkach i prawdopodobnie nie stronił tez od podsłuchów. Dziś z obrzydzeniem ustami swoich przedstawicieli mówi o ubeckich metodach dziennikarzy i Samoobrony. No cóż, uczniowie przerośli mistrzów.
  3. PiS zarzuca swoim politycznym przeciwnikom, że sztucznie rozdmuchują banalne rozmowy, które są nieodłączną cechą polityki i były uprawiane przez kipiące dziś z gniewu partie. Pomijając fakt, że czym innym jest podział stanowisk miedzy dogadującymi się w koalicji partiami, a czym innym oferowanie korzysci za wystąpienie z partii, kosztem której wbrew wyborcom chce się wzmocnić, nie sposób zapomnieć że PiS miał być ta partią moralnej odnowy. Powiewem prawości w skorumpowanej i zabagnionej polskiej polityce. Jeżeli nie wczesniej to dzis na pewno utracił cnotę i słusznie ktoś proponował by panowie zastanowili sie nad zmianą nazwy. Jeżeli inne partie są z podejrzanego, mafijnego układu to trudno usprawiedliwiać się ich przykładem, podpisując sie zarazem: „Prawo i Sprawiedliwość”.
  4. Rządzący obóz oburza się, że oto krąży nad nami widmo powtórki z pamiętnej nocy teczek. Wrogowie znów są o krok od obalenia rządu. Takimi samymi, niecnymi metodami. Pewne chińskie przysłowie poucza: „wstyd jest dwa razy poślizgnąć się w tym samym miejscu”.

Nie darzyłem i nie darzę polityków PiS-u sympatią. Życzyłem im jednak dobrze po wyborach ubiegłego roku, wierząc, że sukces każdej demokratycznie rzadzącej formacji przekuwa się na lepsze życie rządzących przez nia obywateli. Więcej jednak niż prawdziwego rzadzenia, było wiecznego ścigania prawdziwych i domniemanych przeciwników oraz obrażania się na media za niewłaściwe przedstawianie budowniczych IV RP. Igrzyska wypełniły naszą codzienność. No to mamy igrzyska.

Gdynia, 27.09.2006; 23:00 LT