Nic w tej transakcji sie nie układało. Najpierw wcięzko było spotkać się i dogadac u notariusza, aby podpisac umowę przedwstepną, a kiedy rzutem na taśmę w końcu się to udało, nagle przyszła najmniej spodziewana decyzja: odmowa udzielenia kredytu. Na dodatek zapadła ona po jakischs trzech tygodniach milczenia ze strony banku i w momencie kiedy niewiele czasu pozostało do zrealizowania umowy. Umowa przedwstepna mówiła, że ostateczną umowę należy podpisac najpóźniej 31 maja.

Widmo utraty zadatku stawało sie coraz realniejsze. Ale myliłby się ten, ktoby sądził, że zyska rodzina, która mi mieszkania miała odsprzedać. Oni tez juz zapłacili zadatek nastepnej rodzinie, która miała odsprzedać im swoje lokum. Na dodatek zapłacili znacznie wyższa kwote niż ja im, więc mimo zatrzymania mojej przedpłaty, sami i tak straciliby więcej niż ja. Nie było to przyjemna. A, tamci trzeci państwo tez już zdążyli wpłacić zadatek na nowe mieszkanie dla siebie. Prawdziwa reakcja łańcuchowa, albo raczej walące sie kostki domina.

Zaczęło się nerwowe szukanie innego banku. Mój pośrednik kredytowy robił co mógł, ale mimo optymistycznych perspektyw zaczynało brakowac czasu by zdążyć wszystko przeprowadzic od nowa w żądanym terminie.

Przestałem oglądać się na pośrednika i sam poszedłem do znanego z licznych reklam banku, który swój oddział miał jakieś sto pięcdziesiat metrów od mojego biura. Rozpatrzenie wniosku zajęło im trzy dni decyzja pozytywna. Dziś rano podpisanie umowy kredytowej, a wczesnym popołudniem wizyta u notariusza i umowa kupna-sprzedaży. Wyspecjalizowałem się w załatwianiu spraw rzutem na taśmę. Trochę nerwowo jak na transakcję, której skutki będę odczuwać do końca życia. Hm, mam cichutka nadzieję, że nie do końca życia i Pan Bóg da mi sie jeszcze nacieszyć czystą hipoteką. A stanie się to w połowie 2032 roku. Obejrzałbym oprócz obecnego, jeszcze sześć turniejów o mistrzostwo świata, sześć olimpiad letnich (i tyleż zimowych). Ludzie może będą już latać na Księżyc, a może i na Marsie zdążą postawić stopę? Ciekawe, jakie to będą czasy?

Spokojnie było potem. Dokończyłem pracę, a potem kupiłem gazetę i zamiast bagietki, zjadłem kolację na ciepło. Tak uczciłem dzisiejszą transakcję. Nie jest to lokum szczytem marzeń, ale ma jedną wielką zaletę – widok z okna na morze. Zawsze marzyłem o czymś takim. Szkoda jedynie, że moje okna nie wychodzą frontem na Bałtyk, ale nie ze wszystkim udaje sie trafić idealnie.

Gdynia, 31.05.2006, 23:55 LT