Dwadzieścia kilometrów przed Koszalinem mgła skończyła się jak nożem uciął. Przynajmniej tyle dobrego jeżeli już musiał przyjść nocny mróz po odwilży. Nie jadę szybko, ale też bynajmniej mi się nie nudzi. Jest radio, są płyty czyli jak zwykle. A teraz idę na kawę i sernik. Sernik noworoczny, a kawa dla odmiany z termosu, bo jak na poważnego człowieka przystało, z nastaniem śniegów i termos i łopata i komórka w gotowości podczas nocnych wojaży po drogach mi towarzyszą. Ponieważ drogi póki co czarne, awaryjne uzycie łopaty ani tym bardziej termosa raczej mi nie grozi. Zamiast więc siedizeć w kafejce stacji benzynowej, zarz idę przed auto zjeść, wypić a przy okazji się dotlenić by senność mnie nie dopadła podczas jazdy.

Koszalin, 01.01.2006; 22:45