Dziesięć lat temu dokładnie o tej porze, w pokoju, w którym piszę te słowa kończylismy z moją żoną układać panele na podłodze naszego nowego mieszkania. Skończyliśmy o osiemnastej, przebraliśmy się i wkrótce rozpoczęliśmy sylwestrową zabawę. Tylko nas dwoje i dzieciaki. Było tak fajnie…Kto z nas mógł wtedy przypuszczać, że rozejdą się nasze drogi?

Tak mi się skojarzyło przed wyjściem na imprezę.

Nasz los jest jedną wielką zagadką. Cieszmy się chwilą bo nie wiadomo co przyniesie jutro. Na szczęście rachunek prawdopodobieństwa sprawia, że miłe niespodzianki trafiają się (a przynajmniej powinny) równie często. Obyśmy wszyscy w nadchodzącym roku doświadczyli w nadmiarze tych lepszych.

Szczecin, 31.12.2005;  17:35 LT