Nie musząc wstawać w nocy na manewry wejściowe do Nowego Jorku, mogłem po skończonym dniu pracy zamiast iść od razu spać zająć się przyjemnościami. Znów siegnąłem do walizki i tym razem padło na „Ostatnie kuszenie Chrystusa”.

Pamiętam jak wielkie wrażenie zrobił na mnie ten film oglądany po raz pierwszy kilkanaście lat temu. Może szokiem była wtedy w alternatywny sposób opowiedziana historia zycia Jezusa, a zwłaszcza jego późniejsze, człowiecze życie po ukrzyżowaniu. Dziś ten obraz jakby przyblakł. Jego rozterki, zwłaszcza kiedy próbuje wzywać do walki, jakoś mało przekonujące. Wydaje mi się, że ktoś głoszący miłość i nie dbający o siebie nie miewa takich chwil słabości. On po prostu wie, miłość bliźniego jest jedyną drogą. Wiek XX, stulecie okrutnych wojen i przesladowań obdarzył nas jednocześnie ludźmi, którzy swoim życiem udowodnili, że można pozostać wiernym najpiękniejszym ideałom. Ot chociażby Matka Teresa z Kalkuty albo Jan Paweł II. Jeżeli mogli oni, to tym bardziej Jezus z Nazaretu.

Nie czytałem książki, a byc może w książce zupełnie inaczej rozłożone są akcenty. W dzisiejszym seansie jednak na plan pierwszy wysuneła sie dla mnie postać Judasza. Był bardziej stały w swoich poglądach i bardziej przekonujący. To on był głównym apostołem, powiernikiem Chrystusa. Piotr przy nim ledwie zaznaczał swą obecność. Oczywiście to taka przewrotna wizja autora, pełna niuansów odskocznia od wyrażonej w prostych, czarno-białych barwach prawdziwej Ewangelii. To Judasz strzeże drogi Zbawiciela i to on otwiera mu oczy na podstęp szatana.

Przyglądałem się tragicznej historii apostoła-zdrajcy i to ona najbardziej mną dziś poruszyła. Odwieczna walka nie dobra ze złem, lecz mniejszego zła z większym złem, gdy dobra w ogóle nie było w ofercie. Ile mieliśmy takich przykładów chociażby w ostatnich latach na naszym polskim podwórku? Najbardziej znani to chyba Kukliński i Jaruzelski. A ile drobnych judaszowych rozterek przynosi każdemu z nas codzienne życie?  Ile razy wybieramy mniejsze zło ściągając na siebie gniew niewtajemniczonych postronnych? Poranione serce niesłyszalnie dla nich krzyczy, jak bardzo są niesprawiedliwi w swoich ocenach, bo musielismy tak postąpić, ale rozum każe milczeć i znosić z pokorą swoją ofiarę. Trzydzieści srebrników, koronny dowód prokuratorów okazują się tylko rekwizytem w grze, od początku bez wartości dla odgrywajacego swą rolę. Są tak mało istotne, że czasem nie ma ich w ogóle i wtedy wszyscy dziwią się jeszcze bardziej.

 

Atlantyk, 29.04.2005