W niedzielny poranek przyszła pora na zbieranie się w podróż powrotną. I tu było miłe zaskoczenie. Okazało się, że opłata zawarta w kosztach przepustki obejmowała także transport pomiędzy Kamieniukami a granicą. Nie to nas jednak zdziwiło, bo wiedzieliśmy, że raz dziennie kursował autobus, lecz fakt, że wystarczyło jedynie podać, o której godzinie chcemy wracać. Do dziś nie wiem, czy to wyjątkowa uprzejmość personelu parku narodowego oraz hoteli, czy standardowa procedura. Tak czy owak przyszliśmy do okienka kasowego, pokazaliśmy nasz voucher, a po chwili wielki autobus podjechał, by zabrać nas dwoje.

Ruszyliśmy asfaltową, leśną drogą mijając co jakiś czas charakterystyczne dla Puszczy Białowieskiej podmokłe, bagniste obszary.

B59

Później za wsią Lacka wjechaliśmy na groblę koło jeziora o tej samej nazwie.

B58

Skąd takie jezioro w puszczy? Ano dlatego, że pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, bardzo lubił łowić ryby i kiedy przyjeżdżał tutaj na wypoczynek, brakowało mu „rybałki”. Można było dla cara wybudować linię kolejową do Białowieży, to cóż to jest stworzyć jezioro dla genseka? Usypano groblę i niedługo potem Nikita Chruszczow mógł ruszyć z wędkami na połów.

Czy przypuszczał wtedy, że kilkadziesiąt lat później, 8 grudnia 1991 roku, właśnie w Puszczy Białowieskiej przedstawiciele rządów Rosji, Białorusi i Ukrainy podpiszą deklarację o rozwiązaniu ZSRR? Komunistyczne mocarstwo formalnie przestało istnieć 31 grudnia 1991 roku.

Moje rozmyślania przerwał jadący z przeciwka równie wielki jak nasz autobus.

B60

Szerokość wiodącej przez las szosy nie pozwalała na wyminięcie się. Kto ustąpi i w jaki sposób? Autobusy zatrzymały się. Kierowcy wysiedli i dyskutowali o czymś zawzięcie. Po kilku minutach wrócili do swoich pojazdów. Nasz zaczął powoli jechać wstecz, aż w końcu znalazł kawałek pobocza, na który mógł zjechać przynajmniej częściowo. Udało się wyminąć i wkrótce jechaliśmy czymś w rodzaju leśnego tunelu. Prześwit nad drogą zasklepiał się gałęziami powyżej wysokości największych samochodów.

B61

Jeszcze kilka minut i znaleźliśmy się na przejściu granicznym. Posterunkowy, który wypatrzył nas z daleka zaczął otwierać bramę. Znów byliśmy jedynymi ludźmi przekraczającymi w danym momencie granicę. Zadzwoniliśmy do kierowcy, który wiózł nas z Białowieży i po kilkunastu minutach czekał już na nas po polskiej stronie.

- Jeżeli macie ochotę, przewiozę Was skrótem, leśnymi drogami i pokażę kawałek puszczy.

Jasne, że mieliśmy. Przy okazji trafiliśmy na miejsce, w który ułożono gotowe do wywiezienia pnie dopiero co ściętych drzew. Wywiązała się między nami dyskusja na temat gospodarowania zasobami puszczy. Kierowca był z tych, którzy sympatyzują z polityką obecnego ministra i uważał, że należy wycinać co chore i nie tylko chore. Nasza znajomość tematu opierała się na rozmaitych artykułach i nie twierdziliśmy, że znamy się na problemie lepiej niż nasz interlokutor z branży leśnej. On zaś przekonywał nas, że cytowani przez nas dziennikarze to populiści. Rozmowa trwała by pewnie jeszcze długo, gdybyśmy nie dojechali do stacji Białowieża Towarowa znanej mi już z poprzedniego pobytu na Podlasiu. Żal było nie zatrzymać się na herbatę w Restauracji Carskiej. Kierowca, który mieszkał niedaleko zostawił nas na stacji i obiecał przyjechać później.

Rosyjska herbata z konfiturą, pyszny deser, ciepło oraz pięknie odrestaurowane wnętrza wprowadziły nas w doskonały, nieco leniwy nastrój niedzielnego przedpołudnia.

B62

B63

Przed wyruszeniem w dalszą drogę obejrzeliśmy jeszcze wagony na stacji i mechanizmy na peronie. Szkoda, że są już tylko ozdobą i od lat nie kursują tędy pociągi do Hajnówki.

B64

B65

Kierowca odwiózł nas na przystanek, z którego odjeżdżać miał autobus do Białegostoku. Mieliśmy jednak jeszcze na tyle dużo czasu, by odwiedzić Muzeum Białowieskiego Parku Narodowego. Jest to jedno z tych muzeów, których wystawy zostały zaaranżowane zgodnie z kanonami muzealnictwa XXI wieku. Niewiele jest tu „gablotek” z nudnymi opisami, a mnóstwo multimedialnych ekspozycji i przede wszystkim kolejnych stacji ze scenami z życia puszczy informujących o faunie, florze, rozmaitości krajobrazów i.t.p.

B67

B68

Oczywiście nie mogło zabraknąć też żubra. Wyłaniająca się z mroku scena z żubrami wita zwiedzających, którzy właśnie przekraczają wejście na wystawę.

B66

Niezwykła jest historia tego ssaka. Zamieszkiwał przed wiekami niemal całą Europę, lecz stopniowo został wytępiony przez człowieka. W XII wieku nie było już go w Anglii, w XIV wieku we Francji, a w XVI wieku zniknął z ziem niemieckich. Pod koniec XVIII wieku żubry żyły już tylko w Puszczy Białowieskiej i na Kaukazie. Ich przetrwanie w Puszczy Białowieskiej zawdzięczane było faktem traktowania tych lasów, jako królewskich terenów łowieckich. Już od czasów Władysława Jagiełły istniał zakaz zabijania żubrów, którego złamanie mogło być karane śmiercią. Prawo polowania na te ogromne zwierzęta miał tylko król. Po rozbiorach Polski puszcza stała się terenem łowieckim carów i dzięki wprowadzonej ochronie nie tylko zahamowano zmniejszanie się populacji tych ssaków, lecz nawet zanotowano znaczący wzrost. Potem nadszedł jednak chaos I wojny światowej. Przez tereny puszczy przetaczał się front. Mówi się, że nie czas żałować róż, gdy płonie las. Pewnie podobnie sobie tłumaczyli żołnierze odstrzał żubrów by uzupełniać zapasy prowiantu umożliwiające dalszą walkę w obronie ojczyzny. Żubry zostały niemal całkowicie wytępione, a dzieła zniszczenia dopełnili kłusownicy. Ostatniego dziko żyjącego żubra kłusownik zastrzelił 9 lutego 1921 roku. Wydawało się, że gatunek wyginął bezpowrotnie.

W 1923 roku z inicjatywy Polski powołano Międzynarodowe Towarzystwo Ochrony Żubra. Postawiło ono sobie za cel restytucję populacji dziko żyjących żubrów. Najpierw przeprowadzono inwentaryzację wszystkich tych zwierząt żyjących w rozmaitych zamkniętych hodowlach. Naliczono ich 52 sztuki. Niestety, wiele z nich nie nadawało się do rozrodu. Część tych odpowiednich została wykupiona i sprowadzona do zamkniętej zagrody w Puszczy Białowieskiej. Pierwszy z żubrów dotarł tu 19 września 1929 roku. W 1939 roku w zagrodzie przebywało 16 żubrów.

O dziwo, żubry szczęśliwie przetrwały II wojnę światową. Po niej puszcza została podzielona granicą państwową, lecz zagroda z żubrami pozostała po polskiej stronie. Rozpoczęto przygotowania do wypuszczenia pierwszych osobników na wolność. Dokonano tego w 1952 roku, ale pierwsze eksperymenty nie były udane. Żubry z zagrody były zwierzętami wychowanymi w niewoli i przywykłymi do dokarmiania. Nie potrafiły, ani nie chciały szukać pożywienia samemu. Musiały być dokarmiane. Liczono na to, że umiejętność radzenia sobie w stanie dzikim posiądzie następne pokolenie, urodzone już na wolności. Pierwsze na wolności urodzone cielę przyszło na świat w 1957 roku. W 1966 roku żyło już na wolności 38 żubrów. Odbudowa dzikiego stada wydawała się przebiegać coraz pomyślniej. Część żubrów przekazano na Białoruś, by zasiedliły tamtejszą część Puszczy Białowieskiej. Inne zaczęły być rozpraszane także po innych puszczach w Polsce. Projekt wciąż trwa, lecz bez wątpienia jest wielkim sukcesem i znaczącym wkładem naszego kraju w ochronę przyrody. W Polsce żyje obecnie ponad 1500 żubrów, z czego około 1400 na wolności. Na świecie jest ich w sumie ponad 5500. O ochronie żubra i ich stadzie w Puszczy Białowieskiej opowiada film „Kraina żubra”.

Z muzeum szybkim krokiem udaliśmy się na przystanek. W niemałym tłoku dojechaliśmy do Białegostoku, skąd pociągiem do Warszawy i Gdańska. Pierwszy wypad na Białoruś się udał. W międzyczasie prezydent Łukaszenko ogłosił możliwość bezwizowej podróży do Grodna, więc kto wie? Może pojedziemy i tam? Przy okazji następnej wizyty na Podlasiu?

B69

Gdańsk, 19.02.2017; 20:30 LT