Hotel w Foz do Iguacu wybraliśmy na skraju parku narodowego, więc nazajutrz mielismy do pokonania tylko symboliczny odcinek do bramy wejściowej, skąd odjeżdżały autobusy przewożące turystów w wybrane rejony parku. Kupiliśmy bilety, a w naszych paszportach pojawiła się kolejna, pamiątkowa pieczątka z głową jaguara, który stał się symbolem tej krainy.

IGU 403

Wspominałem już wcześniej, że oglądanie wodospadów od strony argentyńskiej i od strony brazylijskiej to dwa odmienne doświadczenia. Po stronie argentyńskiej wędruje się pomiędzy kaskadami i staje niemalże twarzą w twarz z potęgą żywiołu. Wysoki i stosunkowo prosty brzeg brazylijski oferuje poza nielicznymi wyjątkami oglądanie „planów ogólnych”. Nie tak bezpośrednie doświadczenie jak w Argentynie, ale za to unikalna możliwość ogarnięcia całości (lub prawie w całości), nieosiągalna z południowego brzegu.

Gdy tylko wysiedliśmy z autobusu, razem z dziesiątkami innych ludzi stanęliśmy jak urzeczeni widokiem niekończących się kaskad na przeciwległym brzegu.

IGU 404

Po dokładniejszym przyjrzeniu się, rozpoznaliśmy ścieżkę, którą poprzedniego dnia, przemoczeni wędrowaliśmy pod górę. Widać ją na poniższym zdjęciu po prawej stronie na dole.

IGU 405 (2)

Nieco dalej w spostrzegliśmy podpływającą ku wodospadom łódź. Teraz chyba staje się oczywiste, dlaczego po takiej wycieczce poprzedniego dnia dalej wędrowaliśmy w mokrych ciuchach pomimo założenia nieprzemakalnych kurtek.

IGU 406

Nad wodospadami krążyły majestatyczne kondory.

IGU 401

O ostronosach nie wspominam, bo po brazylijskiej stronie było ich chyba jeszcze więcej niż po argentyńskiej. A już na pewno były bardziej namolne w wyłudzaniu poczęstunku. Niesamowita była też ilość i różnorodność motyli. Można by pomyśleć, że to jakieś motylarium, a to tylko latające wolno i pospolite niczym muchy owady.

IGU 408

IGU 410

Idąc ściężką, ową wysoką skarpą na wschód stopniowo zbliżaliśmy się do Diabelskiej Gardzieli. Widoki przesłaniały czasem nieliczne, brazylijskie katarakty.

IGU 402

Trasa była jednak tak poprowadzona, że momentami dało się spojrzeć w gardziel ze specjalnych punktów widokowych.

IGU 407

IGU 409

Na jednej z kaskad Brazylijczycy poprowadzili specjalny pomost, z którego także można było poczuć bliskość przewalającej się wody. Prysznic gwarantowany, a sprzedawcy foliowych płaszczy na brak klientów nie narzekają.

IGU 411

Woda zdaje się tam płynąć zewsząd.

IGU 412

To chyba najtłumniej odwiedzane miejsce w całym parku.

IGU 414

Ale też nie ma się co dziwić, bo widoki zapierają dech.

IGU 415

Zwłaszcza, że z krańca pomostu jest najlepszy widok na Diabelską Gardziel. Oczywiście zakładając, że nie przeszkadza nam mgła rozpylonej wody, która pozwala nam co najwyżej domyślać się, co jest tam wewnątrz.

IGU 413

Znów różnica pomiędzy Argentyną, a Brazylią. W Argentynie oglądaliśmy gardziel z samej góry. Tutaj zaś spoglądaliśmy en face, mniej więcej z połowy wysokości. Ścieżka jednak prowadziła dalej, pod górę bok wodospadów.

IGU 418

IGU 417

W końcu wyszliśmy na najwyższy poziom, z którego woda zwala się w wydrążony przez siebie wąwóz. Widoki niezmiennie urzekające, chociaż sama gardziel z tego miejsca była już zasłonięta.

IGU 420

IGU 419

Ujrzeliśmy w końcu rozległe rozlewisko spokojnej rzeki. Ciekawe, czy ów pozorny spokój zwiódł pierwszych eksploratorów tych terenów?

IGU 422

Z daleka nic nie zapowiada straszliwych spadków i gigantycznych kipieli pośród bazaltowych skał. Tylko ta niepokojąca mgła wydobywająca się z nieznanych jeszcze zdążającym z góry rzeki śmiałkom czeluści i narastający od wielu kilometrów huk spadającej wody każą mieć się na baczności.

IGU 423

Zwiedzanie po brazylijskiej stronie zajęło nam trochę mniej czasu. Dalszą część popołudnia mieliśmy zaplanowaną na Paragwaj, bo jak tu nie wpaść chociaż na chwilę do tego kraju, kiedy nieopodal, u ujścia rzeki Iguazu do Parany spotykały się trzy granice.

Gdańsk, 10.09.2017; 10:45 LT